15 sierpnia 2014

Wakacyjna nie-melancholia, czyli Arsenal z kolejnym tytułem.

Wszyscy rozpływamy się nad letnimi transferami, tudzież jutrzejszym powrotem naszej ukochanej ligi. Tymczasem pora przypomnieć jeszcze jedno wydarzenie minionego weekendu. Ilu z Was jeszcze niedawno podśmiewało się pod nosem, twierdząc, że Kanonierzy nie wygrają nic w minionym sezonie, a później pluli sobie w brody? Śmiało ręce do góry. Jeżeli jesteś jedną z takich osób no to pora na wiadomość, która pewnie równie mocno Was zaskoczy. W niedzielę Arsenal pokonał Manchetser City w meczu o Tarczę Wspólnoty, czyli angielski odpowiednik Superpucharu Hiszpanii, Europy, itd.



No, ale ja tak w ogóle zaczęłam z dupy od samego końca. A gdzie tu pierwszy gwizdek, uściski dłoni kapitanów i najważniejsze... Gole. A przecież wszystko było, dosłownie wszystko, łącznie z debiutami. 
Mecz sam w sobie był piękny, bo jak nazwać zwycięstwo 3:0 nad jednym z faworytów do kolejnego tytułu mistrza ligi angielskiej? Gdybym tydzień wcześniej usłyszała od kogoś " wygracie 3:0", ucałowałabym mu dłoń, a wynik wzięła w ciemno. No bo pomimo tej wysokiej wygranej z Benfica podczas Emirates Cup, była też minimalna i niezasłużona przegrana z Monaco i kolejna strata własnego pucharu (mógłby ktoś w ogóle zmienić zasady jego punktacji?). Jednak od pierwszej minuty tego meczu moje wszystkie wątpliwości zniknęły, bowiem gra czerwono-białych była fantastyczna. Płynność, dokładność i lekkość podań to, to co każdy piłkarski kibic chce oglądać. Na pierwsze gola, też nie trzeba było długo czekać, bowiem w 21 minucie piłkę do bramki skierował Santi Cazorla. Radość jaka zapanowała na stadionie była ogromna. Wembley wypełnił się naszym ulubionym "Oooh Santi Cazorla", a sam główny zainteresowany wpadł w ramiona Oliviera Giroud. 



Kolejny raz futbolówka wylądowała w siatce w 42 minucie, a posłał ją tam Aaron Ramsey. (Tak, tak skończcie już te głupie gadki, że to jego wina, że zginął Robin Williams.) A trzeci gol? Kiedy Yaya Sanogo nie strzela 4 goli w jednym meczu wyręczyć może go tylko wspomniany wcześniej Giroud. I uważam, że takiego gola doceni każdy, nawet największa hotka jakiegoś piłkarza City.




W przeciągu zaledwie 60 minut mecz został rozstrzygnięty. A potem po kolejnych równie emocjonujących 30 minutach gry, nadszedł czas na odbiór tarczy, celebrację, podlewanie siebie szampanem i różne inne dziwne pomysły. A oto najwspanialsze momenty uchwycone obiektywami.


1. Radość Alexisa i Mikela. Nie ma nic lepszego niż radość aktualnego kapitana i nowego nabytku. A włosy Artety still perfect. 




2. Tradycyjny pochód z szalikami. Kolejny dowód na to, że parafrazując w tych chłopakach jest DNA B... fuj! Arsenalu. Tak a propo: sama już nie wiem, który z nich chce bardziej wyglądać jak David Beckham, ale Aaron idzie w lepszym kierunku. 




3. Tradycyjna focia z rąsi, tak zwana selfie. Tym razem w wydaniu Santiego i Nacho. I nie, to zdjęcie nie mówi: hej! Odchodzimy do Atletico! Ono mówi raczej: Zostajemy tutaj! Właśnie wygraliśmy!



4. Oblewanie szampanem. Kolegów, siebie, a potem jeszcze raz kolegów. Bo przecież takiego szampana nie można wypić przy prasie, a trzeba coś z nim zrobić. Flamini znalazł chyba najlepszy sposób na uczczenie rocznicy objawienia Ramseya...



ale i ten nie pozostał dłużny, a nawet zatrudnił do brudnej roboty Jacka. 



5. Rozbierane zdjęcia w szatni. No może nie do końca rozbierane, ale rok temu miałam nadzieję, że skoro 4-te miejsce świętuje się w majtkach to mistrzostwo bez nich. Jak widać przeliczyłam się. I nie to nie tak, że chciałabym zobaczyć bez nich ich wszystkich. Tylko niektórych...

   


6. Selfie z pucharami. Kochamy je wszyscy, a zwłaszcza, kiedy robi je sobie Twój ulubiony piłkarz. No bo przecież nawet mimo kontuzji miał wkład w FA Cup, a bez tego nie byłoby tarczy, prawda?



7. Smutne miny byłych piłkarzy (czyt. zdrajców). Zwłaszcza kiedy masz możliwość ogladania ich po słownym prowokowaniu kibiców. Nasri, you've been bad boy.... 



8. Zdjęciach nowych nabytków. I to takich z uśmiechami na twarzach, bo w końcu przyszli do klubu, który (uwaga!) wygrywa. Czyż nie wygląda to pięknie?




9.  No i na koniec. Drużynowe zdjęcia z trofeum i makietą. Na zawsze pozostają najlepszą pamiątką, a ponadto dostarczają setek ciekawych ujęć, dziwnych min, jeszcze dziwniejszych poz albo po prostu lejącego się szampana (na buty Gibbo?)




A na koniec jeden wniosek i anegdotka. Zacznę od wniosku: Gdyby Vermaelen poczekałby jeszcze jeden dzień z transferem do pewnego hiszpańskiego klubu, to wygrałby jeszcze Tarczę Wspólnoty z Arsenalem.

A teraz dowcip/ anegdotka. Uwaga niektórzy mogą wziąć za bardzo do siebie. 
Jak to jest zamykać otwartego już szampana?
 Nie, wiem. Zapytaj kibiców Liverpoolu, oni robią to co roku. 

09 sierpnia 2014

Piłkarz, malarz, akrobata?

Na szczęście lub nie w dzisiejszych czasach mamy specjalnych ludzi od skandali, hulaszczego trybu życia i wydawania majątku na ciuchy i samochody. Mówi się o nich gwiazdy show-biznesu. Piłkarze więc w spokoju mogą zająć się tym, co umieją najlepiej. Czyli, w niektórych przypadkach, szydełkowaniem, bo przecież nie kopaniem futbolówki. Ale skończyły się już czasy, w których ich wartość przeliczana jest na pary korków, a transfery opłaca się w workach piłek. Teraz potrzeba takiego worka, żeby zmieścić tygodniówkę co obrotniejszych szczęśliwców.

Co więcej, okazuje się, że większość nie spała na lekcjach z podstaw przedsiębiorczości i wie, jak właściwie zainwestować zarobione pieniądze. Mówiąc właściwie nie mam na myśli lokowania pieniędzy w portfelach ich żon, skąd. Chociaż, prawdę mówiąc, niektóre tak wyspecjalizowały się w leżeniu i pachnięciu, że spokojnie mogłyby podchodzić pod kategorię małych nieruchomości...

Przechodząc do sedna: czy byli lub obecni piłkarze Premier League są rekinami biznesu? Sami oceńcie.

1. Dejan Lovren 
Najbardziej obiecujący z ostatnich nabytków the Reds ma dość niecodzienne hobby. Otóż rok temu razem z ekspertem od PR Lovro Krčarem (którego na potrzeby marketingu Dejan nazywa swoim przyjacielem) założył własną markę odzieżową. Russell Brown sygnuje swoje ciuchy czerwoną sową, która ma symbolizować siłę i perfekcję. Czyli rzecz ma się proporcjonalnie odwrotnie do defensywy Liverpoolu. Lista sław noszących jego ubrania jest prawie tak długa, jak spis obrońców łączonych tego lata z Barceloną: Luka Modrić, Mario Mandžukić, Darijo Srna, Vedran Ćorluka  Eduardo da Silva, Franck Ribéry, Karim Benzema... To tylko jej początek, bo dalsze pozycje to gwiazdy innych dyscyplin, a nawet jedna z najpopularniejszych odtwórczyń słabego popu z playbacka chorwackich piosenkarek Lana Jurčević - swoją drogą, patrząc na jej klipy widać, że dziewczyna wie, co dobre

Co najdziwniejsze, produkty sygnowane czerwoną sową wcale nie potrzebują metek w formacie A4 - ich ceny spokojnie mieszczą się na standardowych, bo poszczególne części garderoby to koszt od czterdziestu do dziewięćdziesięciu euro. Coś za coś - kampanie reklamowe też raczej nie pochłaniają fortuny. Sam Lovren przyznaje, że kolejni klienci dowiadywali się o nowo powstałej marce pocztą pantoflową, widząc ubrania na kolegach z drużyny. Co tylko potwierdza moje domysły, że piłkarze w szatni i baby w damskiej toalecie plotkują na takie same tematy - ciuchy, ciuchy i jeszcze czasami ciuchy. Twarzy firmy też nie trzeba było daleko szukać - bo i po co, skoro szef prezentuje się całkiem wyjściowo? Cóż, czekam na kolekcję bielizny...





2. Wayne Rooney
Cóż, niektórym piłkarzom natura nie pozwoliła dorabiać w zawodzie modela. Po drobnej inwestycji w spółkę producencką należącą do Ridleya Scotta, czyli gościa, który zrobił więcej kinowych hitów, niż Roo ma włosów na głowie, przyszedł czas na grubszy biznes. Do spółki z żoną Wayne zainwestował w... konie wyścigowe. Dwa od razu, wietrząc dobry biznes. Jednego z nich nazwał Switcherooney - niechybnie na cześć właściciela - a drugiego Pippy. Na cześć... Pippi Langstrumpf? W sumie też była ruda. Jak widać, tycjanowski kolor Manchesterowi i jego reprezentatnom szczęścia nie przynosi, bo oba konie wygrały tylko raz w dwudziestu trzech startach, co zmusiło je do przejścia na sportową emeryturę. Rooney, zamiast zniechęcić się do inwestycji w inwentarz, albo ewentualnie kupić krowę - teraz importowałby mleko do Rosji i zbijał kokosy - zaryzykował ulokowanie grubej forsy w kolejnym końskim zadzie. Tym razem jednak, mądrzejszy o poprzednie doświadczenia, namówił na to Michaela Carricka, Jonny'ego Evansa i Johna O'Sheę (który, nawiasem mówiąc, w trakcie przedsezonowej trasy Sunderlandu widziany był w jednym z portugalskich nocnych klubów. Inwestował w lokalne młode klacze?). Ryzyko się opłaciło, bo koń najpierw zajął czwarte miejsce w debiucie, po czym zaczął regularnie odnotowywać zwycięstwa. Czyżby jaki sezon właściciela, takie wyniki na wyścigach?




Wayne wyrobił sobie oko nie tylko do koni, ale też do ciuchów. Tu na wyścigach w Chester.

3. Andriej Arszawin
Ten postanowił wyłożyć hajs na najlepszy biznes, jaki tylko istnieje - taki, w którym zarobki są zdecydowanie za wysokie w stosunku do nakładu pracy - chciał zostać politykiem. Co za tym idzie, musiał sfinansować własną kampanię, startując w wyborach do lokalnych władz Sankt Petersburga w 2007 roku z proputinowskiej konserwatywnej partii Jedna Rosja. Noo, Andrzeju, niech ja cię z jabłkiem kiedy zobaczę... Co więcej, wybory te przebiegły dla niego pomyślnie, ale zrezygnował z mandatu.


4. Daniel Agger
Duńczyk z kolei, jak zapewne wiecie, lubuje się w tatuażach. Do tego stopnia, że wyrobił sobie licencję tatuażysty. Cóż, siedząc na ławce w Liverpoolu przez ostatni sezon miał tyle czasu, że mógł nauczyć się tatuować własne plecy. Gdyby tylko miał jeszcze na nich miejsce. Rokrocznie jeździ na Ink Festival w Kopenhadze, podczas którego dwa lata temu promował markę Tattoodo - serwis który założył wspólnie z Christianem Stadilem, właścicielem Hummel International, i tatuażystą Amim Jamesem. Pomaga on w tworzeniu personalizowanych tatuaży - artyści umieszczają w sieci swoje portfolio, klient wybiera najbardziej interesujące i ich właścicielom przedstawia koncept, który oni próbują zaprojektować, a realizowany zostaje ten najlepszy. Jak twierdzi Agger, sam zamierza skorzystać z tej opcji, kiedy najdzie go ochota na kolejny malunek. Oj, Daniel, moje imię w serduszku to nawet napisane Timesem New Roman będzie się dobrze prezentować.


5. Fernando Torres
Rzadko kiedy zdarza się, żeby inwestycja piłkarza była tak kompatybilna z jego funkcjonalnością na boisku - Fernando kupuje nieruchomości. Ale za to jakie! Ma już cztery domy w La Finca - luksusowej dzielnicy Madrytu. Z dogodności, jakimi są: kryty basen i jacuzzi, odkryty basen i jacuzzi dla odmiany, basen i jacuzzi u sąsiadów, siłownia, garaż na dziesięć aut (pół ekstraklasy by mogło parkować...), sala kinowa, sala gier, sala tortur, cztery sypialnie, otwarty salon i kuchnia, a to wszystko na bagatela czterech tysiącach metrów kwadratowych, korzysta aktualnie chociażby Toni Kroos, który wynajmuje od Torresa ten raj na ziemi za 25 tysięcy euro miesięcznie. To się dopiero nazywa gra głową w wykonaniu Fernando.

Swoją drogą, sztuką jest poruszać się po takim domu bez mapy...

6. Mario Balotelli
Na deser najradośniejsza z inwestycji, czyli pomaganie ubogim i wspieranie lokalnych małych przedsiębiorstw. O czym mowa? Ano Balotelli za czasów gry w Manchesterze City oddał bezdomnemu tysiąc euro. Co z tego, że wpierw uszczknął je z dwudziestopięciokrotnie większej sumy wygranej w kasynie? Liczy się gest. Równie wysokie napiwki zwykł zostawiać w lokalnych knajpach. Jak być kelnerką, to tylko w mieście, w którym aktualnie gra Mario!

Bezdomne koty w Manchesterze podobno też dokarmiał.

Tak naprawdę przykłady zaradnych zawodników można mnożyć. Chociażby Vincent Kompany, który kupił w prezencie siostrze... trzecioligowy klub piłkarski FC Bleid z Belgii, a prawie każdy, jak chociażby Steven Gerrard, inwestuje w restauracje, czy - jak Lucas Leiva, José Enrique, Santi Cazorla i Mikel Arteta - w nieruchomości. Nie ma zmiłuj, piłkarz po zakończeniu kariery da sobie jakoś radę, ale WAGs za darmo do końca życia piękne nie będą, nie?

07 sierpnia 2014

Wakacyjne wydarzenia #1

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku to był bardzo ciekawy czas w Polsce i na świecie. Zanotowano wtedy duży rozwój budownictwa, infrastruktury, motoryzacji i technologii. W muzyce też się wiele zmieniło, bo do znanych gatunków dołączyły nowe: rock progresywny z Wielkiej Brytanii, disco, techno i house z USA, oraz nasz rodzimy gatunek - disco polo. Zaszło również wiele zmian politycznych, ale i społecznych. W tych, że latach Polak został papieżem, wielkim zaskoczeniem była śmierć Elvisa Presleya. Dla kibiców piłkarskich były to tłuste lata. Wtedy Polacy dwukrotnie zdobyli brązowy medal na mistrzostwach świata oraz złoty i srebrny medal na igrzyskach olimpijskich. Lata te obfitowały w narodziny niesamowitych piłkarzy, których możemy podziwiać na boiskach całego świata, a kiedy gra schodzi na drugi plan, zaczynają się emocje związane z transferami, nowymi kontraktami, ale i wielkimi przygotowaniami przed rozgrywkami. 
Po tym jakże wyczerpującym i nudnym wstępie pora przejść do konkretów :D

CESC FABREGAS


Czesiek, to ten obiera niezłe kursy! Barcelona-Londyn-Barcelona-Londyn. Szkoda, że nie zawsze wraca do tego samego klubu.


 Jak mówi:
 - Wszystkie oferty z innych klubów rozważałem bardzo ostrożnie i zdecydowanie wierzę w to, że Chelsea to najlepszy wybór. Ze swoim głodem i pragnieniem zdobywania trofeów odpowiadają moim piłkarskim ambicjom. Mają niesamowity skład i niesamowitego menedżera. Jestem w pełni przywiązany do tej drużyny i już nie mogę się doczekać, kiedy zacznę w niej grać.

No cóż, Fabregas na brak ambicji narzekać nie może. Tak w sekrecie wam powiem, że chyba kibice Arsenalu już pokazali co sądzą o jego decyzji. 


Widzicie tę katastrofę a’la Mascherano na jego głowie? Także, ten chyba pora na mały quiz!
 Co mu się stało?
a)      Poszedł do fryzjera, który przypadkiem okazał się być kibicem Kanonierów




b)      Obciął je i sprzedał na aukcji, aby zarobić na zabiegi odmładzające dla Danielli, która po cichu kibicuje Arsenalowi (chyba ta czerwień na ustach zobowiązuje, co nie?)




c)       Jego córka przerzuciła się z modelki na fryzjerkę i kiedy smacznie spał po niezdrowym posiłku postanowiła potraktować tatę jako pierwszego klienta



d)      Lamps wkurzył się na Johna i postanowił mu pokazać, że Czesiek jednak nie podoła go zastąpić z TAKĄ fryzurą


Jak widzicie istnieje kilka teorii dotyczących jego nowej fryzury. Jednak jedno jest pewne, włosy odrosną przed pierwszą bramką w Chelsea. To taki nie suchy suchar, bo już strzelił swoją pierwszą bramkę.



DIEGO COSTA

Jak mowa o Chelsea i Fabregasie to chyba można przy okazji wspomnieć o Diego! Ahhh ten Diego. Już olśniewa formą! Patrzcie!








Upsss o ile pierwsze jest lekkim zaskoczeniem, to drugie jest taaakie przewidywalne. Wybaczcie, ale dalej mam wizję Costy na Mundialu. Czekajcie, jak to leciało? Aaaaa pojawiam się i znikam jak murzyn na pasach! No, tak to mniej więcej wyglądało w jego wykonaniu, a w Chelsea, chyba nie ma miejsca dla większej ilości murzynów… Także, no powodzenia Diego!


KARIM BENZEMA



Karim na dniach podpisał nowy kontrakt z Realem, który będzie obowiązywał do roku 2019. Mimo nagonki, która wybuchła na początku zeszłego sezonu, a nawet jeszcze wcześniej, kiedy to Karim nie zachwycał i wszyscy nie wróżyli mu długiego pobytu co widać poniżej.



Karim chyba wziął sobie do serca uwagi całego świata i bardzo szybko wziął się do roboty, dzięki czemu w oczach Carlo Ancelottiego stał się kluczowym zawodnikiem co pieczołowicie zostało nagrodzone nowym lukratywnym kontraktem. Dzięki temu można się domyślać, że Radamel Falcao raczej nie zostanie w najbliższym okienku zawodnikiem Realu Madryt.




KEYLOR NAVAS



Po bardzo udanym mundialu o Keylora zaczęły walczyć największe kluby, jednak został on zawodnikiem Realu Madryt i nie jest to przypadek. Jak sam mówi:

-Miałem oferty z wielu klubów, ale kiedy z propozycją pojawił się Real Madryt, nie wahałem się ani sekundy. Czekałem na to całe życie – przyznał Kostarykanin, który od dziecka jest kibicem Realu Madryt – Jestem całkowicie spokojny, Wiem, że muszę ciężko pracować, dokładać wszelkich starań, w końcu w Realu grają tylko najlepsi, a bramkarze są tutaj znakomici. Muszę ciężko trenować, być do dyspozycji trenera i być gotowym, gdy dostanę szansę.


Warto wspomnieć, że bardzo prawdopodobne jest wypożyczenie Diego Lopeza do AC Milanu, a Iker Casillas nie jest w szczytowej formie, więc może to być szansa dla Keylora. Ciekawostką jest to, że Navas jest bardzo podobny do legendy Realu – Santiago Bernabeu. Czyżby to był znak, że Kostarykanin może odcisnął swój ślad w historii Realu? Kto wie co może się wydarzyć.




HOWARD WEBB



Po 25 latach Howard żegna się z gwizdkiem i rozpoczyna nowy rozdział w swoim życiu na stanowisku dyrektora technicznego organizacji sędziów PGMOL. Jak sam mówi jest zadowolony z nowego startu i mówi o sobie jako o szczęśliwym i spełnionym:
- Jestem bardzo podekscytowany tym, że rozpoczyna się nowy rozdział w mojej karierze po wspaniałych 25 latach na boisku - powiedział Webb w wywiadzie udzielonym oficjalnej stronie Barclays Premier League. - Ponad dziesięć lat na najlepszym możliwym miejscu, z idealną widocznością, na mecze ekstraklasy, do tego dziewięć turniejów UEFA i FIFA, finały Ligi Mistrzów i Mistrzostw Świata - mogę o sobie mówić jako o szczęśliwym człowieku.

Mimo błędów, które mu się zdarzały i krytyki, która na niego spadała...








warto przyznać, że był jednym z lepszych arbitrów i za parę lat patrząc przez pryzmat obecnych arbitrów z pewnością uznamy, że wcale się nie pomyliliśmy.

LIONEL MESSI




Tutaj nie będę zbytnio komentować, pozostawię innym pole do popisu. Nagłówki są bardzo jednogłośne.





W przeciwieństwie do komentarzy. 




Patrzcie, nawet Reina skomentował, a jak po polsku śmiga! Chyba podczas przeprowadzki do Niemiec trochę zabłądził, albo ten jak mu tam Lewandowski już przeszkolił kolegów jak mieć JUMP.

Co do Messiego cieszmy się, że nie jest tak:



***

Jeżeli chcecie powiedzieć coś na temat transferów, serdecznie zapraszam do dyskusji! :D