Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfabety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alfabety. Pokaż wszystkie posty

26 sierpnia 2014

Poznajmy się lepiej cz.4 (ostatnia?)

Skoro dziewczyny mogły się czuć zainspirowane 5 tysiącami wyświetleń, to ja chyba mogę poczuć podobnie widząc liczbę ponad 22 tysięcy. A tak na serio to po prostu chyba najwyższy czas przywitać się ze wszystkimi jak należy. Wpadłam tutaj jak Filip z konopi i zaczęłam jak gdyby nigdy nic pisać. Powinnam się przedstawić, itd. A co jest lepszym sposobem na przedstawienie się niż alfabet?

Arsenal
Klub, który kocham nad życie. Klub, od którego zaczęła się miłość do klubowej piłki. I wbrew wszystkim hejterom jestem zdania, że to właśnie kibice Arsenalu są  najlepsi na świecie: wierni po porażce, dumni po wygranej. A te wszystkie historyczne #BlameRamsey czy też jak zawsze na czasie #WengerOut nie mają tu większego znaczenia. Przecież każdemu kibicowi zdarza się ponarzekać na kontuzje, przegrany mecz czy też brak spektakularnego transferu, tylko po to, żeby za chwilę wyznać miłość swojemu klubowi. Once Gooner, always Gooner.

Bajeczny
Najlepszy baton na świecie. Taki mały, a sprawia tak wiele radości.

Cesc
Od niego się zaczęło. Pojawił się na mundialu w 2006 roku i tak zawrócił w mojej głowie, że po wizycie w Niemczech ściągnął mnie do Północnego Londynu i sprawił, że pokochałam ten futbol, klub i piłkarzy. Jedyny piłkarz, któremu chyba w stu procentach wybaczyłam transfer, zwłaszcza do Barcelony. I chociaż moja wiara i nadzieja na powrót do domu w północnym Londynie została drastycznie zabita, to nie potrafię nienawidzić go dłużej niż kilka dni.




Draxler
Pewnego dnia zostałam nazwana Draxlerfanką, a ja dodam sama, że chyba jestem pierwszą polską Draxlerfanką. Są tu jeszcze jakieś? Ten chłopak urzekł mnie swoją grą i sympatyczną postawą. A pomyśleć, że nie odkryłabym go gdyby nie Ibi i jego przygoda z Schalke04. Aż dziwne, że dla Afellaya nie starczyło miejsca w tym alfabecie. Co okienko ściskam kciuki za Julka w Arsenalu, bo chyba tylko Zielona wie, jak długo było to moim marzeniem.

Emirates Stadium
Moja prywatna świątynia futbolu, miejsce gdzie dzieje się magia. Co tu więcej mówić? Dla niektórych to tylko genialna konstrukcja, dla mnie do świętość w każdym calu. W każdym pomniku stojącym na zewnątrz, w każdej płytce z dedykacją wyłożonej przed kasami, w każdej armatce.

Fifa
Nie wyobrażam sobie sezonu bez tej gry. Nie wyobrażam sobie nie zakupienia tej gry do domowej kolekcji. To chyba mój taki trochę nałóg. Każdy ma jakiegoś bzika ;)



Gunners
Co tu dużo mówić? Znaczna część mojego życia, to płynie gdzieś w moich żyłach.

Highbury
To już legenda. Żałuję, że za czasów jego świetności nie dane było mi oglądać grę Arsenalu, a zobaczyłam je dopiero w postaci biurowców. Niezmiernie tego żałuję i wiem, że to jedno z  marzeń, jakie się nie spełni.

Isco
El Magician. Uwielbiam jego grę. Niezależnie od tego czy wylądował w Realu czy nie uwielbiam ją oglądać. Szkoda mi jedynie tego, że wylądował w tym klubie na ławce. No i hm… Chyba nie byłabym kobietą gdybym nie dostrzegła jego poza boiskowych walorów, prawda?

Jack Wilshere
Przyszły kapitan mojego klubu – kapitan Jack. I najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że wiesz to nie tylko po jego zapale i miłości do klubu, ale czujesz to widząc go podpisującego autografy. Czujesz tą miłość i czujesz dumę, która bije z tłumu Londyńczyków. Oni już dawno głośno mówią, że to będzie nie tylko ich przyszły kapitan, ale i całego kraju. Że to on kiedyś poprowadzi Anglię po puchary. Osobiście bardzo kibicuję tej kandydaturze. Jak nie powstrzyma go już więcej żadna kontuzja to kto wie?



Koszykówka
Co prawda fanką siatkówki ( jak pewnie większość z Was) to ja nie jestem i nigdy nie byłam. Baaa… Nawet za czasów świetności Indykpolu (dawniej PZU AZS) nie byłam na żadnym meczu, a przecież mam bardzo blisko. W koszykówkę za to uwielbiam grać i to nie tylko na konsoli. Jestem w stanie nawet patrzeć na grę polskiej reprezentacji, ale tym takim głównym marzeniem jest obecność na meczu Chicago Bulls i zobaczenie Derricka Rose’a w akcji. Nie, jak zawsze muszę być mainstremowa i nie kręcą mnie Bryant, Durant, itd. Rose i kropka.

Londyn
Zakochałam się w tym mieście. Dla mnie to moja oaza spokoju, jakkolwiek dziwnie to nie brzmi. Tak można zakochać się w wielkim mieście. Zwłaszcza jeśli to miasto ma duszę, setki przyjaźnie nastawionych ludzi i wszystko czego potrzebujesz do szczęścia. Wiem, że jeszcze nie raz, nie dwa tam wrócę.

Michael Phelps
Idol. A raczej jeden z paru. Uwielbiam tego człowieka, za to co osiągnął w sporcie, za to co zrobił w przerwie i za to, że postanowił wrócić do „gry”. Jestem dumna z tego, że kiedyś będę mogła sobie powiedzieć, że podczas olimpiady w Pekinie ściskałam mocno kciuki za to, żeby zdobył jak najwięcej medali i pobił dotychczasowy rekord. A teraz? Kierunek Rio!




Nie wiem co może być lepszego w Hiszpanii od Atletico
No bo co? Atletico to jest moc. Kiedyś z nimi jedynie sympatyzowałam. Warto zaznaczyć, że zawsze lubiłam ten klub, ale Diego Simeone zaszczepił we mnie coś więcej, jakiś pierwiastek miłości, który sprawił, że cieszę się po każdej strzelonej bramce. Martwię się przy każdej kontuzji i raduję się z przewagi nad Barceloną i Realem. Impossible is nothing ( bo ja przecież nie lubię La Liga).

Okazja
Chyba każda z nas nimi żyje w jakimś stopniu. Zawsze szukamy okazji na kupienie taniej klubowej koszulki, książki opisującej życie naszego idola czy też okazji na wizytę pod stadionem ukochanego klubu. Okazje i to nie tylko te na piłkarskie zakupy to trochę moje życie. Każdą okazję należy w życiu wykorzystać.

Podróże
Uwielbiam podróżować. Nie lubię siedzieć w domu na czterech literach. Chciałabym zjechać cały świat albo chociaż połówkę. A jak nie to chociaż całą Anglię. J I mogę wrócić z tych podróży choćby z pocztówką w ręku, ważne żebym miała ze sobą aparat. Najlepsze pamiątki powstają właśnie za jego pomocą.

Ramsey
One Aaron Ramsey, walijski Messi – Welshie. Niesamowita metamorfoza i kto by pomyślał, że ten chłopak stanie się najlepszym piłkarzem sezonu w Arsenalu? Przynam szczerze i bez bicia, jeszcze na początku zeszłego sezonu należałam do ludzi używających hashtagu #BlameRamsey. Teraz to się bardzo zmieniło, każdy jego pobyt na boisku wlewa w moje serce nadzieję. I jedno jest pewne: Cesc kiedyś miał rację, typując go jako swojego następcę.



Sociedad
S… Długo nie musiałam myśleć, bo pierwsze skojarzenie to właśnie Real Sociedad San Sebastian. Oczywiście mogłam umieścić też tutaj Stomil albo Schalke04… Ale Sociedad wygrał w moim małym prywatnym głosowaniu. Czemu Sociedad? Bo kiedyś tam pojadę, stanę pod ośrodkiem treningowym i będę czekać aż Carlos V pojawi się na parkingu, a ja namówię go na powrót do Arsenalu. No dobra… Może nie będę namawiać, ale wspomnę o tym jak bardzo tam pasuje ;) Uwielbiam ten klub, Ci chłopcy mają w sobie coś, co sprawia, że jakkolwiek by nie grali chce się patrzeć. No i sprawiają wrażenie strasznie pozytywnych mężczyzn.

Theo Walcott
No właśnie Theo. Uwielbiam go, mój drugi ulubiony piłkarz AFC po Cescu. Niesamowita prędkość i przegląd pola. Jeden z piłkarzy za którymi stanę murem choćby cały świat miał go dość. Przeżywam to średnio raz na sezon ( w tym sezonie o dziwo, nie). Od samego początku wiedziałam, że przedłuży kontrakt. No a po za tym? Miałam okazję przekonać się o tym jak niesamowitym i serdecznym człowiekiem jest. I na żywo jest jeszcze przystojniejszy! W każdym bądź razie nie wyobrażam sobie AFC bez niego.





UTA

Warszawa
Długo zastanawiałam się nad wpisaniem Wembley, ale doszłam do wniosku, że Wembley teraz krąży mi po głowie (Que sera, sera…) nie zawsze. Warszawa natomiast jest dla mnie jak drugi dom w Polsce. Uwielbiam to miasto i jeśli nie Londyn w przyszłości to chciałabym zamieszkać właśnie tam. Uwielbiam duże miasta, miasta z metrem. A w Warszawie? Lubię wszystko, nawet nie przeszkadzają mi tamte korki.

Zabrakło miejsca dla Rafinhii

No właśnie… Nie lubię Barcelony, nie będę się kryć. Nie lubię ich piłkarzy. Jest tylko dwóch: Cesc z wiadomych przyczyn i Rafinha. Czemu Rafinha? Jest mega mega mega przystojny. No ale oczywiście grać też potrafi. Śledzę jego losy od zeszłego sezonu, przez Barcę B, przez Vigo aż  do Barcelony. Nie wiem czy podołam oglądaniu go na CN, bo z Cesciem wytrzymałam tylko ubiegły sezon, ale życzę mu jak najlepiej, dlatego uważam, że powinien pójść w ślady brata i uciekać stamtąd jak najszybciej. Wspomniałam już, że między nami jest tylko 182 dni różnicy? To nawet nie pół roku. ;)





Dużo rzeczy i osób nie zmieściłam w tej ankiecie, ale co ja poradzę, że nie zamykam się w normach alfabetu? Nie mniej mam nadzieję, że się Wam podobało i dowiedzieliście się o mnie choć trochę. 


02 maja 2013

Poznajmy się lepiej cz. 3


To jest trzecia i ostatnia odsłona „Poznajmy się lepiej” Należy ona do mnie i szczerze mówiąc nie było mi łatwo to napisać. Ciężko jest opisywać samego siebie, ale jakoś dałam sobie radę, a czy dobrze zadecydujecie wy. Tak, więc tak wygląda mój alfabet:



Aleksandra i Alicja.Dwie najlepsze blogerki na tej ziemi i moje przyjaciółki. Olę „poderwałam na Gerrarda” na ciachach, a Alicję
 poznałam troszkę później już na Facebooku. Cóż mogę o nich powiedzieć? Świetne dziewczyny, które na zawsze odmieniły moje życie J


Barcelona.Największy błąd kibicowski jaki zrobiłam . Na samym początku swojej piłkarskiej przygody kibicowałam właśnie FCB. Powodem tego był David Villa i dzięki niemu widziałam siebie siedzącą na Camp Nou w trykocie z numerem 7 na plecach i z szalikiem w ręce głośno dopingującą swoją drużynę. Jednak, gdy dorosłam zrozumiałam, że znajomość piłkarskich metryk i całej historii to nie kibicowanie  i, że miłości do klubu nie da się na tym stworzyć.


Ciacha.net Serwis, który uświadomił mi, że będąc dziewczyną też mogę kochać piłkę i nie jestem wcale gorsza od chłopaków. Ten serwis poznałam w 2010 roku poprzez trwający Mundial. Jednak wiele czasu wahałam się czy założyć konto. Założyłam je na początku 2012 roku o nicku „kulka1777”. <do dnia dzisiejszego nie wiem co mi do głowy strzeliło, żeby było, aż tyle siódemek> Odłączyłam się od tego serwisu wraz z Alą i Olą, aby stworzyć coś innego, a jednocześnie robiąc to co kocham. Czy żałuję, że zupełnie zrezygnowałam z ciach? Szczerze mówiąc nie, bo zyskałam coś więcej w postaci UniLiverCity.


Dziennikarstwo. Od początku swojej piłkarskiej przygody podziwiałam w telewizji Mateusza Borka. Zawsze cierpliwie czekałam na wydanie wiadomości sportowych w jego wykonaniu. Jednak nie  wiedziałam, że w późniejszym czasie okaże się, że w stronę dziennikarstwa pognają moje wszystkie marzenia. Dziś już wiem, że to cudowny zawód, że miło było by to robić, ale nic na siłę. 


España. Kraj, który poprzez reprezentację zaprowadził mnie do świata piłki. Jednak oprócz futbolu zachęcił mnie do swojego języka i swojej kultury.




Fotografia. Bardzo lubię robić zdjęcia zwłaszcza przyrody. Nie interesuje mnie to czy wychodzi mi to dobrze czy źle ważne, że lubię to robić ;)




Gotowanie. Moja wielka pasja. Od dziecka mama zaganiała mnie do kuchni, a z czasem sama zaczęłam do niej przychodzić, aby pomóc. Tak mi zostało do dziś i jako nastolatka dużo czasu spędzam w kuchni co po prostu sprawia mi przyjemność.




Hart. O nim nie trzeba mówić za dużo :)






Imiona. Całkiem nie dawno przeszukiwałam internet w pogoni za trzecim imieniem. Okazało się, że na żadne imię nie mogę się zdecydować, bo nie pasuje mi do pierwszego i drugiego. Pewnego dnia wpadłam na pomysł, aby wybrać imię jednej z moich przyjaciółek. Padło na Olę. Tak, więc brokenheart45 to tak naprawdę Patrycja Monika Aleksandra B.



Jamie Carragher. Mój ukochany pierniczek z Liverpoolu <3 Cudny piłkarz i żywa historia LFC. Jego poznanie zawdzięczam nikomu innemu jak Silene, która wprowadziła mnie do świata Liverpoolu i pozwoliła mi go poznać. (Dziękuję!)





Kluby. Kluby, którym kibicuję:

  • Liverpool FC
  • Manchester City
  • oraz okazjonalnie wielu innym :)


Lista miejsc do zwiedzenia. Prowadzę taką listę i zapisuję na niej kraje, które mi się podobają i chciałabym je odwiedzić. Oto parę z 
punktów tej listy:

  • Hiszpania
  • Anglia
  • Portugalia
  • Bośnia i Hercegowina
  • Dania




Muzyka. Jest to nieodłączna część mnie. Nie wyobrażam sobie dnia bez słuchania swojej ulubionej muzyki. Zawsze ze słuchawkami w uszach i w swoim świecie.



Nightwish. Zespół, który zupełnie zmienił moje gusta muzyczne. Piosenka „The poet and the pendulum” była moją pierwszą, którą polubiłam i dzięki niej ze słodkich piosenek przeszłam na mroczne. Teraz metal czy mocny rock są moją miłością.





Oasis. Zespół bardzo mocno związany z Manchesterem City. Dzięki Joe Hartowi poznałam „Wonderwall” i zostałam z tym zespołem na dłużej.






Pseudonim. W szkole podstawowej, a dokładnie na samym jej początku chłopcy z mojej klasy nazwali mnie „Ronaldinho” <od razu mówię, że nie jestem do niego podobna> Ten pseudonim wziął się z tego, że będąc małą dziewczynką lubiłam grać z kolegami na korytarzu w piłkę, a dokładniej nie piłką, a korkiem od butelki. Jest to jedno z milszych wspomnień z tamtych czasów.





Reprezentacja. Nigdy właściwie nie kibicowałam reprezentacji Polski w piłkę nożną i chyba tak pozostanie.




Sport. Oprócz piłki nożnej lubię też różnego rodzaju sztuki  walki. Każda gala KSW jest dla mnie świetną zabawą i przyjemnością, bo odczuwam wtedy inne emocje niż te piłkarskie.





Temperament. Ten kto nie poznał mnie osobiście nie wie, że mam niezły charakterek. Każdy powie o mnie coś innego jednak jakbym miała sama siebie opisać powiedziałabym, że jestem mściwa, ambitna i kiedy potrzeba chamska.



UniLiverCity. Blog, który dla każdej z nas jest czymś wielkim. Angażujemy się w niego i przekazujemy wam swoje uczucia związane ze sportem, który kochamy. Jednak ULC to nie tylko my i nasze uczucia, ale i nasi czytelnicy. Bez nich nie byłoby tego wszystkiego.

Włosy. A właściwie ich kolor jest dla mnie chwilami problemem. Bycie blondynką nie jest łatwe. Wszyscy kierują się stereotypami, że jak blondynka to „głupia i pusta”. Nie jednokrotnie ludzie przypisywali mi te cechy, ale mimo wszystko chwilami jestem dumna, że posiadam taki, a nie inny kolor. Mogę tym ludziom udowodnić, że to wszystko nie jest prawdą.



You’ll never walk alone” piosenka, która za każdym razem rozrywa moje serce na kawałki. Jednak jest jedną z moich ulubionych i za każdym razem w mojej głowie huczy milion kibiców śpiewających ten hymn z całym swoim sercem.




Zakończenie. No właśnie nie lubię jak się coś kończy, a to właśnie jest już koniec.



***

Serdecznie was zapraszam do oddania głosu w ankiecie na temat nowych zmian na blogu i wszystkich jego kontach :)

22 kwietnia 2013

Poznajmy się lepiej, cz.2

Nie wiem od czego zacząć. Może zacznę od tego, że czuję się dziwnie podekscytowana i też troszkę przerażona, gdy te 6 tys. wyświetleń patrzy na mnie z lewej strony...
Alfabety piłkarskie to całkiem fajna sprawa, ale jestem pewna, że oni ułożyliby je na zupełnie inny sposób. Chociaż ja wstawiłabym hasło "Suarez <3" przy S w alfabecie Patrice'a Evry, to on skłoniłby się kaczej ku "Summer", "Singing while showering" czy obrałby jakieś inne słowo na S...
Jest jednak jeden alfabet, który na pewno wytypuję dobrze.
Mój alfabet.
A gdzie jest mój Snickers, ja pytam?


Acid Drinkers
I żeby nie było. Nie mam brody do pasa. Glanów. Czarnej skóry nabijanej półkilometrowymi gwoździami. Czarnych farbowanych włosów. Legginsów ze skóry węża. Myję włosy. Mój plecak jest z Nike, nie z wojska. Chodzę do kościoła. Na religię też. Czasami. 
Po prostu uwielbiam Acid Drinkers. I Tytusa. I śpię z jego autografem. I mam zdjęcie z koncertu Acid na tapecie...





Biedni moi znajomi
Dokładnie. Bo codziennie rano budzę się w świetnym nastroju. Zakładam kapcioszki z misiem. Gwiżdżę pod nosem ostatnie wersy Andziakowej przyśpiewki. Sprawdzam co też wydarzyło się piętnaście minut przed moja pobudką na asku/unilivercity/facebooku... Jak przeciętna nałogowiczka. 
I wtedy natrafiam na te moje 40 pytań z rzędu zadane Patrycji na asku. Każde na poziomie równym:
-Który Teletubiś był hetero, który bi, który homo, a który bawił się z odkurzaczem?‎  
A na facebooku widzę moje głębokie zwierzenia dziewczynom na temat stanu mojej szczęki po zderzeniu z niewinną urodą Toma Thorpe'a...
Naprawdę, moi znajomi, przyjaciele, rodzina... Ich wszystkich łączy fakt, że przeze mnie są biedni.

Czołgi
Bo...Alicja...ma czołgomanię. Nie wie nic na temat czołgów (oprócz tego, że są duże, rude i mają prawdziwą lufę), ale się jara. A to wszystko z jednego prostego powodu. Janek Kos. Moja pierwsza prawdziwa miłość. Tylko dla niego w wieku lat 4,5 obejrzałam wszystkie odcinki Pancernych. Dla niego zakazałam nazywać się Alicją i byłam Marusią. Aż do ich ślubu, bo potem... Potem to nie wypada...

D
ziadziuś
Czyli osoba, od której wszystko się zaczęło. Słowem wszystko określam całą moją przygodę z futbolem. Moje nieudolne próby gry. Moją fascynację piłką. 
A zaczęło się od Celticu Glasgow dawno, dawno temu. Później, po tygodniu, przeszło na Manchester i dziwnie się zatrzymało. 
Właśnie dziadzio wyjaśnił mi, że spalony to nie naprzemiennie położone ciemniejsze i jaśniejsze linie na boisku. Że ten krzykacz w innym stroju to nie trener-szaleniec, tylko sędzia. Że aut to nie to samo co gol. Że za trafienie w słupek wcale nie dostaje się bonusowych punktów... 
Dziadzio, który wymyśla najciekawsze teorie narkotyczno-dopalaczowe na świecie.

Evra



A co się będę rozwodzić. 
Jedyny Mu- Afroamerykanin, którego mogłabym poślubić. 
Ot co.

Fascynacje
Ala tak ma. Codziennie jest zauroczona czymś innym. Inną piosenką. Innym piłkarzem. Innym czymś. 
Trudno za nią nadążyć...

Geografia
Jedyny przedmiot, którego nie lubię. Kocham matmę, niemiecki, polski, historię,  fizykę, WF, angielski... Tylko nie geografię. Coś czego nie ogarniam. Nie pojmuję. Nie chcę pojmować. Lekcja, na którą idę ze spuszczoną głową, lękiem w sercu, drapaniem w gardle i straszną antygeograficzną migreną. 
Ale geografię jako naukę, typową geografię lubię. Jak najbardziej. 

Holandia
Kraj na punkcie którego miałam prawdziwego hopla. Ponieważ moją pierwszą piłkarską miłością był Edwin van der Sar. I nie pytajcie dlaczego, bo nie wiem. Może dlatego, że jest wysoki. W każdym razie byłam w nim po uszy zakochana, ale po tygodniu stwierdziłam, że jest dla mnie za stary i lepiej zgłoszę ojca i Edwina do "Zamieńmy się żonami". Tylko żeby to zrobić, powinnam umieć mówić po holendersku.
A jak najlepiej może nauczyć się pierwszoklasistka języka niderlandów? 
Wpisywałam losowe frazy (takie jak: moja mama jest fajna, lubisz zmiany?, mówisz po polsku?, lubisz dużo dzieci?), które miały mi pomóc w Google Tłumacz i klikałam ODSŁUCHAJ. Po tygodniu miałam cały zeszycik z W.I.T.C.H :kwasik: . zapisany jakimiś dziwnymi wyrazami, których teraz nie jestem w stanie odszyfrować. 
Do dzisiaj pamiętam tylko jak jest "kocham cię". Bo jednak stanęło na tym, że wyznam mu miłość, a potem zbajeruję po angielsku.

Ibrahimovič

Czyli facet, na którego punkcie mam hopla. I nawet gdyby zrobił coś złego, byłabym po jego stronie. Także ten. Obiektywności w jakiejkolwiek kwestii z nim związanej ode mnie nie oczekujcie. 
Nawet na WFie moja fryzura to kok a'la Ibra. xD

Jagoda
Bo Alicja drugie imię ma. Jagoda. Nie mam nic do tego imienia. Skądże. Bardzo mi się podoba. 
O ile nikt nie mówi do mnie per "Jagódko", "Jagodzianko" i nie odmienia tego imienia. Bo ja Jagodą się nie czuję. 
Mama wymyśliła to, gdy zobaczyła mnie po raz pierwszy. Miałam okrągłą główkę i byłam jej maleńką Jagódką. 
Ale żeby od razu... imię...

Kluby, którym kibicuję mniej lub bardziej. 
Ponieważ nie jest to raczej odpowiedni temat na kolejne literki (bo za dużo miejsca zajmie), swoje preferencje zawrę w jednym punkcie.
Otóż moja hierarchia prezentuje się następująco:
1. ... *chwila napięcia* Manchester United
2. Real Madryt
3. AC Milan 
4. Lech Poznań
5. Ajax Amsterdam
What's wrong with me?

Lista marzeń.
Jako dwunastolatka spisałam swoje marzenia.
Te najważniejsze, do których wracam ze wzruszeniem, brzmią:
"Prowadzić poczytnego bloga.
Spotkać Romana Kołtonia i powiedzieć mu, że jest fajniejszy od Mateusza Borka.
Zostać żoną Thomasa Morgensterna.
Zostać redaktorką.
Zamieszkać w Manchesterze w jednej kamienicy z sir Alexem Fergusonem."
Ot, takie tam marzenia przeciętnej nastolatki. 

Mama
Dla mnie zawsze najmądrzejsza. Najpiękniejsza. Najbardziej wyrozumiała. Najlepsza po prostu.
I tylko szkoda, że na moje plakaty mówi "zdjęcia potworów"...

Nirvana
Zespół, w który wsiąkłam w październiku 2011 roku. Po kilku latach odkrywania, błądzenia, poszukiwania w końcu znalazłam Nirvanę. 
Mogę chyba egoistycznie powiedzieć, że jest to jedyny zespół, który potrafił wszystkie moje uczucia zawrzeć w swych utworach jeszcze przed moimi narodzinami. Co dziwne, rodzina zaakceptowała to lepiej niż piłkę nożną i przez pewien okres dostawałam okazyjnie tylko płyty Nirvany, a co za tym idzie, mam ich już siedem. 

Ola 
Gorący sierpień, piasek pod stopami, palące słońce i ciacha.net. Idealne okoliczności sprzyjające narodzeniu się prawdziwej fascynacji i zauroczenia blogiem Silene. 
Pamiętam kółkowanie po blogach kobiecego serwisu sportowego w poszukiwaniu jakiegoś przyciągającego uwagę tytułu i wtedy ujrzałam Go. Moje serce zabiło mocniej. Kliknęłam "otwórz". Pochłonęła mnie lektura. Codziennie wchodziłam, by zobaczyć czy nie ma nowych wpisów. 
I kiedy pewnego dnia On zniknął, zaniepokoiłam się. 
Czekałam. Myślałam, że wróci. Ale nie wracał.
Wtedy postanowiłam działać. Napisałam do osoby, która mogła mi pomóc w odnalezieniu zguby. Do Patrycji. 
I mogę powiedzieć, że to była najlepsza decyzja w moim życiu. Zaraz przed tą, dzięki której dostałam się na pokład UniLiverCity

Patrycja
Biedna Patelka. Wyobraźcie sobie, że ktoś kompletnie obcy prosi was o kontakt z waszym przyjacielem. Jakbyście byli przezroczyści.
Ale ja bardzo się bałam. Wtedy. I raczej nie myślałam o tym, żeby zawierać znajomości. Po prostu chciałam utrzymać jakiśtam choćby i marny, comiesięczny kontakt. Chciałam odnaleźć każdego kolejnego bloga Silene...
Ale swoimi namiarami wymieniłyśmy się także z Patrycją. I z każdą kolejną wiadomością stawałyśmy się sobie coraz bliższe. 
Doszło do tego, że zna mnie na wylot. Tak na wylot, że ja dopiero jako druga dowiaduję się o tym, co właśnie czuję. I w większości przypadków ma diablica rację. 

Runej




















Najbardziej poszkodowany przez naszą trójkę piłkarz. 
Pomimo niewymownej mej sympatii do tegoż cudownego faceta, z przymrużeniem oka słucham komentarzy dziewczyn na jego temat a i sama często dodaję coś od siebie. Z wspomnianej sympatii oczywiście. 
Podczas runejowych dyskusji najczęściej padają hasła:
1. Dywanik na głowie
2. Dywanik pod koszulą
3. Dywanik z Kaiopsa (psa, który należy do Kaia)
4. Prysznic Rooneya
5. Wieczne bokserki Rooneya
6. Mydło do włosów Rooneya
Jesteśmy takie oryginalne... 

Scholes
Czyli mój idol. Moja maskotka. Ulubiony piłkarz Manchesteru. 
Wolę jego aniżeli Giggsa, sama nie wiedząc dlaczego. 
Nie żebym nie lubiła Ryana, ale Paul ma szczególne miejsce w moim sercu. 
Po prostu każda dziewczyna ma swojego Rudzusia, no.



Thomas Morgenstern

Moja druga miłość. A pierwsza sportowa. 
Bo moja cała przygoda ze sportem jako takim zaczęła się właśnie od skoków. Zawsze gdy układałam sobie spokojnie klocki na dywanie w pokoju z telewizorem, dziadziuś oglądał jak to skacze Małysz. I chcąc, niechcąc musiałam zobaczyć co to jest. Co zabiera mi wieczorynkę w sobotnie wietrzne wieczory. Co nie daje mi się skupić na budowaniu domu dla mnie i Janka Kosa. I zobaczyłam jak człowiek może pokonywać bariery. Może latać...
Wtedy też zobaczyłam Morgensterna. Powypadkowego. Po Kuusamo. Usłyszałam magiczne, książkowe hasło: "miał wstrząśnienie mózgu" i tak mi się go zrobiło żal, że zaczęłam oglądać skoki. Z czasem pokochałam więcej elementów światka narciarskiego, ale wciąż na pierwszym miejscu mam Morgensterna. Dla którego postanowiłam ewoluować w Austriaczkę i zaczęłam się na własną rękę wcześniej niż koledzy z klasy uczyć niemieckiego.
I żeby nie było. Wcale się nie cieszę z tego, co wydarzyło się niedawno...

Unilivercity
Czyli cała masa uczuć, wen, natchnień, chęci... Mogę tylko napisać, że jestem dumna z bycia częścią tego bloga wśród tak cudownych dziewczyn. 

Woda mineralna
Czy pisałam już, że jestem strasznym wodożłopem? Nie? Więc muszę to uwzględnić. Ponieważ te ogromne ilości wody wlewane w siebie uniemożliwiają mi normalne funkcjonowanie. 
Kiedyś wypiłam przed meczem trzy półtoralitrowe Nałęczowianki. Do dzisiaj się nie otrząsnęłam... To był horror, a nie mecz. 

Zdjęcie, które uwielbiam(y)


Bez niego nie ma niczego. 
To jest oficjalne zdjęcie naszej konferencji UniLiverCity.

Żart
Mój ukochany żart o Smudzie zamknie ten oto alfabet. 
-Jak nazywa się Smuda bez uda.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
.
-Sm. 
:wstydzi się za siebie:



Taki jest mój alfabet, a jakie są wasze? 
Serdecznie zachęcam do podzielenia się nimi pod postem. ;)

20 kwietnia 2013

Poznajmy się lepiej, cz.1

Zachęcone odzewem z okazji pięciu tysięcy wyświetleń i nastawione na jeszcze huczniejsze uczczenie naszego małego sukcesu, postanowiłyśmy zabawić się w stworzenie najbardziej oklepanego blogowego wpisu, czyli pokazać wam nasz alfabet. Abstrahując od faktu, że to pomysł stary jak Carragher i wykorzystany już na wszystkie możliwe sposoby, wydaje się nam, że każda okazja jest dobra, do lepszego ''poznania się''.  Czekamy oczywiście na wasze alfabety w komentarzach. A więc zaczynamy!

A.
Ala.
Współprowadząca bloga, czyli Red.Alice. Poznałyśmy się poprzez wzajemne komentowanie naszych pierwszych blogów. Przyznam szczerze, wtedy czułam między nami element rywalizacji, bo obie dostawałyśmy podobną ilość uwagi czytelniczek, poruszałyśmy podobne tematy, miałyśmy podobny styl. Zaczęłyśmy rozmawiać już po mojej rezygnacji z poprzedniego bloga i -z ręką na sercu- warto było to zrobić tylko dlatego, żeby Ala później znalazła drogę kontaktu ze mną i spytała, co mi, do stu tysięcy bromance'ów Evry i Suareza, do głowy strzeliło, żeby znikać z blogowego światka.

B.
Bayern Monachium.
Cóż tu dużo tłumaczyć, chyba każdy, kto kiedykolwiek interesował się Budesligą w czasach, kiedy Lewandowski przewracał się, biegnąc po linii prostej (wiele się nie zmieniło...), wie, że nie da się uniknąć sympatyzowania z jedynym FCB, który dam radę oglądać dłużej, niż pięć minut.

C.
ciacha.net
Odkryte w okolicach roku 2008. Chyba niedługo zacznę ubiegać się o jakieś odszkodowanie z tytułu ubytków w mózgu, jakie pozostawił po sobie ten serwis. Kiedyś byłam normalną, lubiącą oglądać mecze dziewczyną. Później nagle weszłam na ten portal i odkryłam, że nogi piłkarzy nie są do biegania, tylko do podobania się dziewczynom, że nie zdejmują oni koszulek po meczu, żeby się nimi wymienić, tylko żeby fanki mogły sikać z radości na ich widok, że nie chodzą oni cały czas w stroju piłkarskim, tylko mają tysiące stylizacji tylko po to, żebyśmy miały o czym plotkować, no i że połowa ich zarobków pochodzi z reklam, a nie z premii za mistrzostwa. I nagle sposób patrzenia na zawodników zmienił mi się o sto osiemdziesiąt stopni. Z tego miejsca chciałabym przeprosić wszystkich piłkarzy, których doklejałam do mojego zdjęcia i z którymi swój ślub planowałam, to musiało być dla nich bardzo bolesne.

D.
Dudek.
Wszystko zaczęło się od niego, a właściwie od mojego taty, który kiedyś położył pilot od telewizora na górnej półce, żebym nie mogła go dosięgnąć, i powiedział, że albo teraz oglądamy mecz, bo przecież Polak w finale Ligi mistrzów gra, albo idę spać. No to oglądałam. Ah, to były te piękne czasy, w których na bazarku można było kupić koszulki Liverpoolu z wszystkimi możliwymi nazwiskami, mało brakowało, a zaczęliby robić takie z Żurawskim i Żewłakowem, też pewnie by się sprzedawały na fali popularności klubu Polaka-bohatera.

E.
Everton.
Przyznam szczerze, że nigdy nie udało mi się wykrzesać choć krzty prawdziwej nienawiści do tego klubu. Zawsze derby Merseyside budziły większe emocje od pozostałych meczów, ale pozostawały raczej ciekawostką, niż bitwą. Cóż, niestety, w kwestii nienawiści to Manchester United dzierży palmę pierwszeństwa.

F.
Fernando Torres.
Pierwszy i jedyny mężczyzna, który złamał mi serce. Jego okres świetności przypadał akurat na czasy, kiedy ja wkraczałam w bardzo zobowiązujący wiek gimnazjalny. Zobowiązujący do robienia największych głupot w życiu, oczywiście. Jedną z nich na pewno było zaufanie Torresowi do tego stopnia, że udało się mu nabrać mnie tuż przed transferem. Ale nie powiem, że był to bezowocny romans. Nie wiem, jak wielką moc miały jego tamtejsze blond pióra, lecz wystarczyło jej, by nakłonić mnie do nauki hiszpańskiego... Mówiłam, że to był okres robienia największych głupot.

G.
Gomez Mario.
Moja... poczekajcie, policzę... czwarta piłkarska miłość. Podczas Euro 2008 byłam z niego cholernie niezadowolona, nie znosiłam go i miałam ochotę wystrzelić w kosmos, żeby poszukał wszystkich piłek, które posłał tam, zamiast trafić w bramkę z trzech metrów. Ale później koleżanka pokazała mi pewne zdjęcie. A ja wrażliwa na piękno jestem...


H.
Hiszpania.
Kraj niby piękny, futbol niby porywający, a do mnie jakoś nie trafia. Zawsze miałam ciągoty do tego języka, muzyki i do Torresa. Ale nic poza  tym. Niestety, w przypadku tego ostatniego, nasiliło się to do tego stopnia, że -chcąc zrozumieć jego wywiady- wybrałam się do dwujęzycznego liceum wbrew wszystkim i wszystkiemu. Niby nie żałuję, fajnie znać język, ale ludzie nie przestaną na mnie patrzeć krzywo dopóty, dopóki będę się upierać, że zamiast wyjeżdżać do Hiszpanii na wakacje, wolałabym Anglię. Półwysep Iberyjski i jego mieszkańcy, z którymi styczność mam praktycznie codziennie, bardzo mi spowszednieli. Ale po reakcjach dziewcząt w szkole, które piszczą na widok moich hiszpańskich nauczycieli, widzę, że jestem ze swoimi odczuciami zupełnie odosobniona.

I.
Istambuł.
Co tu dużo pisać. Mecz-legenda, obejrzany już na pewno dwucyfrową liczbę razy, najlepszy poprawiacz humoru i jednocześnie wzruszacz na świecie.

J.
Jagiellonia.
Czasami nachodzą mnie myśli, że to nie fair, iż z lokalną drużyną mam tak niewiele wspólnego i postanawiam to zmienić, ale na postanowieniach się kończy.

K.
kulka177 (pewnie zgubiłam jakąś siódemkę, wybacz, Patrycjo!).
Odezwała się do mnie, kiedy pisałam jeszcze pierwszego bloga. Spryciara, wiedziała, jak mnie podejść, bo zapytała o Gerrarda. Więc ja, będąc w siódmym niebie, ochoczo weszłam w konwersację i tak nam zostało. Do dziś. 


L.
Lewandowski Robert.
W moim przypadku to przykry temat. Niestety. Otóż zachowałam się nie jak kibic, a jak zaborcza narzeczona. Lewandowski przechodzi ze Znicza do Lecha? Fantastycznie, zaczęłam oglądać mecze Lecha. I to całkiem intensywnie; przyznam, że polubiłam całą drużynę, bo trafiłam akurat na okres największych tryumfów w Pucharze UEFA- ciężko było nie docenić chłopców po meczu z Grasshoppers czy Austrią Wiedeń. A później on sobie odszedł do Borussii i na nic zdało się tłumaczenie, że jest mu to potrzebne do dalszego rozwoju. Romans się zakończył, zostałam przy Lechu i nie 'wyemigrowałam' za nim do Dortmundu. Co więcej, nagle zaczął mnie irytować, z resztą, chyba wcale nie bez powodu. Ale cóż, zanim to nastąpiło, przeżyłam szereg przyjemnych chwil związanych z sympatyzowaniem się z Lechem.
Cóż, prześladowanie sławnych osób na facebooku mam chyba we krwi.

M.
Magazyny sportowe. 
Kto to widział, żeby dawać dwunastoletniej dziewczynce 'Piłkę Nożną'? No cóż, mój tata. I udało mu się przede wszystkim wyleczyć mnie z uzależnienia od plakatów z Bravo Sport i wycinania stron ze sportem ze Współczesnej. Ale skutkiem ubocznym jest to, że zwyczaj czytywania słowa drukowanego mi już został i sterta magazynów sportowych w moim pokoju powoli zaczyna sięgać sufitu. W życiu nie zgodzę się z tymi, którzy twierdzą, że nie potrzebują prasy, bo wszystko można znaleźć w internecie. 

N.
Niezależność. 
Cecha, którą cenię sobie u innych i staram się wypracować ją u siebie. Zaczęło się od wrzucenia na głęboką wodę i wybycia do Białegostoku trzy lata temu. Oczywiście nie mogło obyć się bez problemów, bo koleżanki, które miały ze mną mieszkać, szybko okazały się tylko ''koleżankami'' i zostałam sama. Przez dwa miesiące metodą prób i błędów poznawałam drogę z nowego domu do szkoły. Ale wkrótce samodzielność zaczęła mi się szalenie podobać. Z tego miejsca chciałabym przeprosić wszystkie znajome ze szkoły, z którymi nie chcę pracować w grupie na zajęciach, bo wolę zrobić wszystko na własną rękę....

O.
Opowiadania fan fiction.
Tak często poruszam ten temat na blogu, bo tak naprawdę bardzo lubię je czytać, porównywać, oceniać. Z pisania już wyrosłam, ale przyznam szczerze, że dobre kilka lat temu i mnie dotknęła ta plaga...

-Jesteś pewna, że to dobry pomysł? - Mira nerwowo splotła palce -Przecież twój brat nigdy mnie nie lubił.
-Niby skąd to wiesz? Widział cię może ze trzy razy, kiedy byłaś jeszcze gówniarą. - szczupła brunetka skarciła koleżankę, nie przebierając w słowach -W końcu obiecałam ci, że jakoś pomogę, a nie widzę innego sposobu. No zgódź się... 
-No dobrze już, zamieszkam z twoim bratem. 
[teraz następuje długa retrospekcja, którą pominiemy]
-Dziewczyno, zapukasz wreszcie, czy nie? - Ebru zdenerwowała się, widząc, że jej przyjaciółka już czwarty raz podejmuje tę ja pierniczę, napisałam 'tę' zamiast 'tą' mając jakieś 11 lat, jestem geniuszem! próbę i za każdym razem cofa rękę. W końcu zebrała się w sobie, zacisnęła zęby i zapukała. Kiedy drzwi się otworzyły, stanęła oko w oko koko koko euro spoko z najbardziej brązowymi z brązowych oczu, jakie w życiu widziała. Wiele razy słyszała, że Serdar Tasci to najgorętszy towar w mieście skąd ja znałam takie określenia? , ale zawsze śmiała się z tego. Mógł być sławny, przystojny i bogaty, ale dla niej i tak najważniejszy był charakter to mi się trochę priorytety pozmieniały.
-Cześć, słyszałam, że szukasz gosposi... 

Nie, przepraszam, dalej nie mogę, koniec tej zabawy. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co musiało mną kierować, pisząc te farmazony. Papier zniesie wszystko, a ja mam trzydzieści rozdziałów tego soft porno.

P.
Przemek Rudzki.
Tu należy się wam kilka słów wyjaśnienia w związku z moją wczorajszą eksplozją fangirlingu. Sorx, Przemas. Wiem, że masz żonę. Otóż kilka tygodni temu z letargu podczas lekcji języka polskiego (akurat zapomniałam krzyżówek, sudoku, albo chociaż książki do matmy, co ja tam niby miałam robić...) wyrwał mnie głos nauczycielki, a dokładniej mówiąc, jedno słowo: m a t u r a. Kiedy już dotarło do mnie, że nie przespałam całego roku i nie piszemy matury za miesiąc,  a jedynie musimy wybrać temat na prezentację, byłam wręcz wniebowzięta. Mina lekko mi zrzedła, kiedy zerknęłam na listę, bo tylko jeden wydawał się być w moim zasięgu i dotyczył analizy języka komentatorów sportowych. Jeszcze zanim zadzwonił dzwonek na przerwę, wiedziałam już, że chcę poprosić o pomoc kogoś, kto zna problem od środka, a Szpakowski akurat nie odbierał mojego telefonu, więc padło na Rudzkiego. Nie wiedziałam o nim wiele, ale urzekł mnie jego komentarz w meczu Liverpoolu z Aston Villą i zdecydowałam, że spróbuję. Pewnie gdybym wtedy zrobiła odpowiedni risercz, gdybym widziała, jak lakonicznie odpowiada na wiadomości na twitterze, i jakich ostrych słów używa do dyskusji na swoim blogu, wystraszyłabym się i nie podjęłabym się tego za żadne skarby świata. Ale będąc nieświadomą tego, na co się porywam, wystosowałam najbardziej profesjonalną wiadomość, na jaką było mnie stać. 
Jak widzicie po długości suwaka z prawej strony, materiał udało mi się zebrać z nawiązką, i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa. Najzabawniejsze było to, że wysłałam tę wiadomość w dniu, kiedy LFC grali mecz, który on komentował. Przez okrągłe dziewięćdziesiąt minut nie mogłam przestać się uśmiechać. Zwłaszcza, że później obejrzałam kilka filmów zza kulis jego programu w C+ i dodatkowo zaczęłam jeszcze piszczeć z wrażenia. Taaaakże teeego...

R.
Reprezentacja. 
O dziwo, najmniej do powiedzenia mam na temat tej polskiej. Pamiętam piękne czasy, kiedy flaki wypruwałam kibicując chłopcom przed telewizorem, ale jako że to miało miejsce wtedy, kiedy w naszej kadrze było przynajmniej trzech łysych panów i Jacek Krzynówek, to wiecie już, że owe czasy dawno minęły. Teraz została tylko krew, pot, łzy i Lewandowski, a ja nie mam ochoty się w to nadmiernie angażować. Z resztą, już dawno kupili mnie Niemcy i nie potrafię pozbyć się nawyku kibicowania im w każdym większym turnieju. 

S. (to zdecydowanie moja ulubiona literka)

T.
Twitter.
Na początku nie widziałam zupełnie zalet tego tego serwisu. Ale teraz już wszystko rozumiem. Pewnego dnia weszłam tam i zobaczyłam coś, co odmieniło moje życie. 
U. 
Unilivercity.
Pomysł na bloga zrodził się podczas wspólnej debaty na piłkarskie tematy joł ta, dats rap werszyn. Cała nasza trójka tęskniła za pisaniem, więc postanowiłyśmy wznowić działalność, tym razem w tandemie. Mimo, że nie jest to twórczość najwyższych lotów, sprawia mi nieopisaną przyjemność. 

W.
Wembley.
Moje jeszcze niespełnione marzenie. A moja niewiemnicosporcietomainstreamowarozrywkadlamas przyjaciółka mawia: ''Pamiętam Wembley '74, Wojciech Fibak zdobył rzut za trzy punkty na dystansie trzech kilometrów...''.

Z. 
Zajebisty przepis na ciasto znalazłam, idę piec.