Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czegoś pięć i czegoś osiem.... Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czegoś pięć i czegoś osiem.... Pokaż wszystkie posty

27 kwietnia 2013

Jakie zasady piłki kopanej chciałybyście zmodyfikować?

Wiecie już, o czym dziś będziemy rozmawiać, prawda?

Pełna złych przeczuć zabierałam się za mecz z Chelsea. Złych, bo widziałam różnice w podejściu do ostatnio rozegranych przez obie drużyny meczów. The Blues, niesieni falą zwycięstw, mogli być bardzo groźni. My natomiast nie mieliśmy żadnego dodatkowego napędu, jedyne frustrację po dwóch fatalnych remisach. Dlatego też, mimo że marzyła mi się wygrana, swojego majątku raczej bym na to nie postawiła. Inna sprawa, że nie straciłabym zbyt wiele... No i faktycznie wszystko wskazywało na to, że czarny scenariusz się ziści. Tylko kto by przypuszczał, że będzie on aż tak czarny? Evra się chowa... 

Pomijając przebieg meczu i to, że prawie dostałam zawału ze zdziwienia, kiedy pan Rudzki, mówiąc o Benitezie, dodał: ''Ostatnio dużo się dzieje: rocznica katastrofy na Hillsborough, no i moje pięćdziesiąte trzecie urodziny...'', a ja przez dobre pięć minut byłam przekonana, że chodzi o niego samego, pomijając mały brendanowy jubileusz - pięćdziesiąty mecz w Liverpoolu, pomijając wszystko inne, skupmy się na Suarezie. Tak, wiem, to temat omówiony już wzdłuż i wszerz, ale pokuszę się o małą retrospekcję. W sześćdziesiątej ósmej minucie spotkania, przy wykonywaniu przez Chelsea rzutu rożnego, Luis, nie dość, że sprokurował karnego, to jeszcze ugryzł w ramię Serba Ivanovicia. Nie pierwszy raz coś takiego strzeliło mu do tego szalonego, urugwajskiego łebka, bo jeszcze za czasów Ajaksu posmakował szyi Otmana Bakkala z PSV Eindhoven. Ukarano go wtedy siedmiomeczową pauzą. No spoko, da się przeboleć, głupio zrobił. Później, już w Anglii, miał osiem spotkań przerwy z powodu Evry i rasistowskiego nie-podania-mu-ręki. Czujecie, jak to absurdalnie brzmi? Zwłaszcza w świetle późniejszych wygłupów samego ''poszkodowanego''. W międzyczasie zdarzyła mu się jeszcze 'Ręka Boga 2', czyli wybicie ręką piłki z linii bramkowej na Mundialu w RPA podczas meczu z Ghaną. Luis mało ma w sobie spokojnego, wyważonego angielskiego piłkarza. Bo też i nim nie jest. Jego poświęcenie kojarzyło mi się zawsze z młodymi chłopcami, którzy wrzucali śniadanie do kieszeni i na łeb na szyję zbiegali do kolegów na podwórko, żeby od rana do nocy rozgrywać mecze o honor i poważanie na osiedlu. Tylko czy dlatego, że Suarez aż tak wyróżnia się na tle zachowawczych, opanowanych Angoli, musi być traktowany inaczej? Musi być zawieszany z powodu tego, że: ''Mecz oglądało zbyt wielu ludzi, daje on zły przykład młodzieży, zapewnia pożywkę mediom, robi Premier League czarny PR i jest w top trendach na twitterze''? Nie, to nie żart, to prawdziwy raport FA. Czy ktoś w takim razie może pokazać mi raport z sytuacji, w której Defoe ugryzł Mascherano i -ojej, cóż za niedopatrzenie- dostał tylko żółtą kartkę? Podsumowując, to jedna z najbardziej absurdalnych sytuacji w mojej karierze kibica. Nie wybielam Luisa, chłopak naprawdę potrzebuje profesjonalnej pomocy i nauki radzenia sobie z emocjami, kary również, ale bez przesady, ok? Czy odejdzie od nas tego lata? W tym momencie marzę tylko o tym, żeby to się nie stało.

Przechodząc jednak do głównego problemu, który chcę dzisiaj poruszyć, zastanówmy się nad tym, czy nasz ukochany sport, piłka nożna, oparty jest na regułach, które bardzo, ale to bardzo chciałybyśmy zmienić. Na podstawie uaktualnienia przepisów gry z roku 2013 opracowałam własną listę:

1. Sztuczna nawierzchnia pola gry musi być koloru zielonego.
Really? A czy ktoś może wytłumaczyć mi, po co? Czy nie przyjemniej oglądałoby się nam mecze, gdyby kolor nawierzchni dobierany był do trykotów drużyny gospodarzy? Albo po prostu... różowy?


2. Wszystkie linie nie mogą mieć więcej niż 12 cm szerokości.
Nasuwa się pytanie, po co komu te linie? Żeby Robbie Fowler miał co wciągać?


3. Każdy zawodnik drużyny może zamienić się funkcją z bramkarzem.
No fantastycznie! To o co tyle krzyku było, jak Suarez jednak tę piłkę na MŚ ręką wybił?


3. Jeśli zawodnik ma pod spodem bieliznę, jej kolor musi odpowiadać głównemu kolorowi stroju podstawowego.
A tego to już w ogóle nie rozumiem. Z resztą, nie tylko ja... Stevie, pokaż państwu.


4. Piłka zostaje wprowadzona do gry, kiedy zostanie kopnięta i poruszy się do przodu.
Czy to aby nie jest trochę za łatwe? Proponuję wprowadzenie w Anglii specjalnych przepisów: piłka zostaje wprowadzona do gry, gdy zawodnik wprowadzający złapie się lewą dłonią za prawe ucho, podskoczy pięć razy na jednej nodze, przeturla się po boisku, trzy razy zakrzyknie imię swojej ukochanej i podrzuci w górę trenera drużyny przeciwnej. A za niewykonanie zadania będą kary. Dziesięć meczów od FA. A to i tak brzmi bardziej logicznie, niż to, co zrobiono Suarezowi. 

5. Rzut wolny bezpośredni przyznawany jest, gdy zawodnik atakuje przeciwnika ciałem.
He he he... A podobno homofobia jest zła.


To by było na tyle ode mnie, zdaję sobie sprawę z tego, że wpis ten ocieka rozgoryczeniem i kiepską ironią, ale dokładnie takie odczucia wywołuje we mnie cała ta sprawa. Powiedzcie, czy są jakieś przepisy w futbolu, które chciałybyście zmienić!

PS.:Nie zostawiajcie nigdy przy mnie Faktu ze zdjęciem szefa działu sportowego, bo takie rzeczy później wychodzą.

19 kwietnia 2013

4 wady związku z kibicem.

Kiedy spodenki piłkarskie sięgały mi do kostek, na Liverpool mówiłam ''liwelpul'' i wycinałam z Teletygodnia artykuły o Gerrardzie, byłam pewna, że to właśnie on będzie moim chłopakiem. Bo przecież to ideał mężczyzny, młody, bogaty, ładnie ubrany (a przynajmniej raz w tygodniu był ładnie ubrany- kiedy wychodził na boisko), wygadany, przystojny... I jeszcze zna przynajmniej dziesięciu innych przystojnych i bogatych piłkarzy, więc gdybym chciała odmiany, mogłabym przebierać, jak w ulęgałkach.

Kiedy odrobinkę podrosłam i zorientowałam się, że to marzenie się nie spełni, trochę je doprecyzowałam. OK, przeżyję bez ślubu z kapitanem ukochanej drużyny. Ale niech mój wybranek będzie chociaż jej kibicem! Oczyma wyobraźni widziałam nas wspólnie na stadionie, na derbach, po których wygraniu mój chłopak-kibic-multimilioner wyciąga pierścionek z kilogramowym brylantem i prosi mnie o rękę, po czym dostaje w twarz od jedenastu piłkarzy, którzy chcieli zrobić to samo. Ja oczywiście zgadzam się i żyjemy dłużej i szczęśliwiej, niż to zwykle w bajkach  bywa, bo przecież jesteśmy wyjątkowi.

Czy naprawdę byłoby tak różowo? Czy taki związek to same zalety? Nauczona empirią mówię wam: nie!

1. Kłótnie o taktykę, transfery i trenerów.

Piękne, niedzielne popołudnie, piękny niedzielny, popołudniowy mecz, burza w szklance wody. Krzyczycie na cały blok, wasze dziecko notuje nazwiska zagranicznych piłkarzy, bo wydaje się mu, że to jakieś egzotyczne przekleństwa i koledzy na podwórku takich nie znają, a ty gonisz męża ze ścierą po całym domu wrzeszcząc:
-To za to, że za mało gramy skrzydłami, a ty upierasz się, że środkiem! Amator! Nie takiego cię pokochałam!- na co on odpowiada, że wyprowadza się do mamusi i żąda podziału majątku. Tobie natomiast wydaje się, że jest najgłupszym indywiduum pod słońcem, skoro nie podoba mu się fryzura Hendersona chce wystawiać zawodnika X na prawej flance, podczas gdy ty wolisz tam zawodnika Y.

2. On jest zazdrosny o twoich ulubionych piłkarzy.

Masz na ścianie zdjęcie Stevena Gerrarda. Masz w szafie zdjęcie Stevena Gerrarda. Masz je też w kuchni. W telefonie. Skarpetki z Gerrardem. Majtki z Gerrardem. Przesadziłam. Podczas meczów produkujesz hektolitry śliny na widok jego pięknych nóg, a wieczorną modlitwę kończysz słowami: ''Panie Boże, spraw, żeby Alex Gerrard w końcu zatrzasnęła się w solarium.''. A twój facet? Cóż, potajemnie wrzuca wszystkie oszczędności do skarbonki z napisem ''NA OPERACJĘ PLASTYCZNĄ''...


3. Ty jesteś zazdrosna o jego ulubionych piłkarzy.

Nosi cię, kiedy twój mężczyzna, zamiast zapytać się grzecznie o zdanie ukochanej, pędzi do fryzjera ze zdjęciem swojego idola. Chce nazwać waszego synka jego imieniem. Masz pewne podejrzenia, że po kryjomu już nazywa tak waszego psa. A kiedy jego idol strzeli gola, z radości odpala fifę i zdobywa nim dziesięć bramek przeciwko Barcelonie. Cóż ty, biedna, możesz wtedy zrobić? Może poćwiczyć trochę piłkarskie triki?


4. Nie możecie oglądać meczów razem. 

No bo tak: kiedy ty oglądasz mecz, musi być wszystko idealnie przygotowane: przyciemnione światło, grono chichoczących koleżanek, zdrowe przekąski, malowanie paznokci w przerwie i obowiązkowe ocenianie butów piłkarzy. Kiedy on ogląda mecz, musi być piwo, słone żarcie, rechoczący kumple włażący z butami na twój puszysty dywan w salonie i używający wdzięcznych określeń przymiotów wybitnie męskich do krzyczenia na co drugiego piłkarza drużyny przeciwnej. Sędziemu też się dostaje. Okrzyki radości brzmią tak samo, jak te zawodu, i zaczynają się na ''k''. O kurka wodna. Przecież tych dwóch światów nie da się połączyć. Można tylko kupić dwa telewizory...

5. Nie, jednak się przeliczyłam... Aż tylu wad nie jestem w stanie znaleźć.

----------------------------------------------------------------------------
Wpis ten jest małym rozładowywaczem rosnącego napięcia związanego z ogłoszeniem wyników naszego konkursu, który rozstrzygniemy na dniach, a zwyciężczyni już w niedzielę spodziewać się może radosnej wiadomości w swojej skrzynce mailowej.


02 kwietnia 2013

Na zakupy: w jakich piłkarzy nie warto inwestować?


Zakupy. Niesamowicie ważna czynność życiowa. Pozwalająca na jakiekolwiek próby podtrzymania tych pozostałych. No bo jak tu oddychać ze świadomością, że w naszej szafie nie ma tej super-mega-boskiej-i-niesamowicie-fantastycznej koszulki z herbem ukochanego klubu na środku i ornamentem z:
a) wersja dla kategorii wiekowej <100: ze słodkich buziaków Kaia R
b) wersja dla kategorii wiekowej >12: zdjęć Shinji Kagawy, na których memła dekolt swojej koszulki
c) wersja dla kategorii wiekowej >16: uda Stevena Gerrarda
d) wersja dla...dla zdesperowanych: tego, czego nie ma kobieta, a z pewnością ma Jonjo Shelvey

Wraz z trudnościami przy oddychaniu, pojawia się stopniowy zanik apetytu. Później dochodzi niechęć do opuszczania domu, bo przecież ludzie zobaczą, że nie mamy TEJ koszulki. Stajemy się osowiałe, tracimy reakcje na bodźce. Libido staje się zupełną odwrotnością tego Johna's one. My po prostu musimy kupować, gromadzić, wypisywać w sklepie internetowym, żeby żyć.
Teraz wczujmy się w rolę trenerów największych potęg piłkarskich. Nie dość, że w większości są dobrze [a nawet lepiej] zarabiający i mają stałą [no chyba, że są trenerami Chelsea] posadkę (czyt.żonaci) i raczej ich domowe zakupy ograniczają się do nocnych wizyt w supermarketach [bo nagła potrzeba taka zaszła, no], to jeszcze ich zakupy biurowe ograniczają się do dwóch razy w rok. A kiedy zupełnym przypadkiem zwiedzie ich kusząca reklama i nabędą całkowitego bubla, mogą stracić nawet i pracę, i wizerunek w oczach kibiców.

Ponieważ jednak kobietami jesteśmy i ryby w wodzie czują się jak my na zakupach (a nie odwrotnie!), a sztukę tę opanowałyśmy zanim oni jeszcze zbudowali nam te superanckie superowe supermarkety, chcę odwdzięczyć się facetom listą typów piłkarzy, których sama bym nigdy nie kupiła dla klubu:




1. Piłkarz- emeryt. Jedną nogą w domu.
I co z tego, że nie jest aż taki drogi? Czy warto kupować co tydzień nowe kartonowe adidasy? Nowe-stare kartonowe adidasy? Nowe-stare kartonowe wychodzone adi... W każdym razie nie warto. Wad takiego zawodnika jest na pączki.
Po pierwsze: jest wychodzony. Nie wniesie ożywienia do gry całej drużyny. Co innego mieć legandę, a ukraść komuś legendę. Taki Giggs w United, nawet na trybunach tworzy styl gry zespołu. Młodzicy, początkujący stawiający pierwsze kroki w klubie wzorują się na nim, nie na Inieście czy Xabim Alonso. Nieco starsi gonią Pędziwiatra na rozgrzewce, bo skoro taki dziadek może biegać tak szybko i ma taki power, to głupio by było staruszka nie przegonić, no nie? Poza tym skoro ma więcej wigoru od nich, ich żony... Dobra, ja już nic nie mówię. :confused Ala: Wracając, starszy, niezwiązany emocjonalnie z klubem piłkarz nie będzie dawał z siebie stu procent. Będzie już głową w domku, w szlafroczku, kapcioszkach i innych fifraczkach. Bo wykorzystując pełnię swych umiejętności, może narazić się na kontuzję. Bo sprzedali go do jakiegoś obcego klubu.
Po drugie wraz z nim NIE PRZEJDĄ sezonowcy, którzy napędzą koniunkturę klubu poprzez masowe ogołocanie klubowych sklepów z koszulek swego idola. Ten kibic Bayernu, który kupiłby sobie żółto-czarną koszulkę Lahma z herbem BVB tuż obok serca, niech rzuci kamieniem.
Po trzecie taki piłkarz jest już-nie-taki-młody, a co za tym idzie- kruchy. Jak porcelanowa lalka. Moja jedyna skończyła tragicznie. Pierwszego dnia spadła z balkonu. I nieważne, że ją zrzuciłam, żeby mama kupiła mi Barbie... Młodzi leczą się o wiele szybciej. Większość żywych legend nie wykaraskałaby się karaskać, karaskać, karaskać, kocham ten wyraz już ze skręcenia kostki, a co dopiero otwartego złamania czy zerwania więzadeł.
Podsumowując: ani nie zarobimy, ani nie ożywimy, ani nie mamy pewności, że wytrwa do końca kontraktu. Poza tym...szkoda odbierać klubowi piłkarza, który chce skończyć karierę w tym klubie, no nie?



2. Tknij-mnie-a-dostanę-alergii-astmy-grypy-nogamisięzłamie-wkażdymrazietegonieprzeżyję.

Czyli najbardziej niepożądany typ piłkarza w Premier League. Stańmy się na chwilę losowym angielskim trenerem.
-Eh... Tragedia. Jak tak dalej pójdzie, to mamy sezon z głowy. W tym okienku musimy kupić szybkiego, ofensywnego pilkarza. Nie musi być wyskoi, ma napędzać grę. Cena nie gra roli. Kreatywny, bramkostrzelny, młody, przystojny...
Kupujemy młodego Hiszpana. Szybki? Tak. Kreatywny? Bardzo. Jak Terry w łó... Kurczę, udał nam się ten zakup. Podebraliśmy go samemu Juve! Jest gotowy do gry? Tak? To wystawiamy!
I wystawiamy... W pierwszym składzie. Wszyscy są hepi. Zawodnik, bo spełniło się jego marzenie i gra w Premier League. Trener, bo ma na boisku perełkę. Kibice, bo jest młody i obiecujący. Kobiety, bo ma takie piękne, brązowe oczy... I co się dzieje potem? Nasz brylancik gra dobrze. Debiutuje z klasą. Biegnie skrzydłem napędzając kolejną akcję, gdy nagle w nogi wjeżdża mu rozpędzony Luiz. he he he. Torres by nie trafił w nogi. Tylko w piłkę. Bo by chciał w nogi i... nieważne. Na boisko zapraszamy lekarzy. W tym czasie Luiz dostaje tylko żółtą kartkę, bo to przecież nie był aż taki brutalny wślizg... Chłopak schodzi i ma sezon z głowy. Zapomnieliśmy o twardości. Nieustępliwości. Wręcz sile fizycznej. Żeby moje wywody nie były takie prosto z kosmosu, podam inny przykład.
Ruud van Nisterlooy. Świetny. Bramkostrzelny. Legenda. Kontuzjogenny. Arjen Robben. Świetny. Bramkostrzelny. Legenda. Kontuzjogenny... W łagodnej lidze osiągnęliby jeszcze więcej.



3. Hurtem ich, hurtem.

a) kupno hurtowe
lato 2011
-Dzień dobry, tu [tu wstaw nazwisko dowolnego trenera z czołowej europejskiej ligi]. Poproszę pół kilo składu.
-...co?
-Pół składu. Połowę. Połowę drużyny. Podobno macie dobrych zawodników.
-Ale w Lechu? Mamy, ale...ale nie rozumiem.
-To ja nie rozumiem. Skoro są dobrzy i tani, to poproszę sześciu. Na wynos.
-Ale panie, toć oni sobie w Polsce jako-tako radzą. Piąte miejsce w lidze.

Abstrakcja, no nie? Ale gdyby w jednym okienku transferowym niemiecka drużyna kupiła kilku Polaków, nikt by się raczej nie zdziwił. Chyba, że to byłby Bayern.
Bo wiecie dziewczyny, z kupnem hurtowym to jest tak, że trzeba po pierwsze być w 100% pewnym marki. Nabywając pół polskiej drużyny, bo jest tak dobry piłkarz, z którym reszta gra jak natchniona, robimy błąd. To tylko perełka. Całej małży nie warto kupować. A marka jest droga..
Po drugie: to, że tacy np. Falcao, Hulk i Guarin grali razem w Porto bardzo dobrze, wcale nie daje pewności, że w zestawieniu z Iniestą, Messim i Xavim będą tak samo dobrze współpracować. To może przynieść naprawdę odwrotny efekt. Starcie dwóch światów. Dwóch różnych wizji gry. Przecież to może się skończyć przemocą w szatni!
-Ty ciole, to podanie miało być po ziemi.
-Ale to nie było do ciebie, tylko do Falcao, ciocie mamuta!
-Ja też chcę dostać podanie, bo muszę mieć Złotego Buta!
-Jeszcze jeden taki numer i z wami nie gram!
-Nie, to nie. Trudno się mówi.
-Ej, Messi. Lio. Proszę. Leo! Nie łaskoocz! Nie pod kolanem.
-Dobrze ci tak.
Poza tym, to jest kupno hurtowe. Nie kupujemy jednego piłkarza za 20 mln funtów, ale kilku za kilkakrotność tej kwoty. Jeśli jeden się nie przyjmie, oczywiście żal, ale co dopiero jeśli nasz sześćdziesięciomilionowy zakup na całe lata się nie zaaklimatyzuje?
Płacz i zgrzytanie zębów.




4. Wrażliwiec, Sentymencik, Pan i Władca Ławki.
Czyli najprościej mówiąc: zawodnik tracący skuteczność, szybkość i wszystkie swe atuty, które skusiły klub do wydania niebagatelnej sumki na niego, wraz z debiutem w jego barwach (opcja 1) lub stopniowo, z każdym kolejnym meczem (opcja 2). I nie mówcie mi, że takich nie ma, bo...bo są. A tego...przykładu...tego...ee...*chrząka bardziej znacząco, niż gdy mówi, że nie podoba jej się Evra* no-wiecie-no. Otóż ten najsłynniejszy pan, któremu po zmianie barw wszystko (prócz liczby hejterów) nagle zmalało i którego nazwiskiem nie chcę tu rzucać. Dzieciak z niego i tyle w tym temacie. A Bozia takich karze. Nieskutecznością. Impo...nieważne. W każdym razie to już nigdy nie był ten sam piłkarz. Nie wart pierwiastka ze swojej ówczesnej ceny.





* od razu mówię, że CR7 nie jest przykładem typu Foszka. Po prostu ten mem jest boski.

5. Nie no. No foszek!
I tak jest w większości przypadków, kiedy mentalne dziecko trafia do dużego klubu piłkarskiego. Są trzy podgrupy takich osobników:

a) mówię co myślę i czego nie myślę, a raczej to o czym jeszcze nie pomyślałem, ale warto się podzielić moimi przemyśleniami tym

-Kupiliście mnie? To dlaczego siedzę na trybunach?! To co, że mam kontuzję/na mojej pozycji gra ktoś inny, a ja nie przesunę się na lewo, bo nie chcę grać w jednej drużynie z tym pieprzonym złodziejaszkiem/nie daję z siebie niczego/pauzuję przez 10 meczów za nauczkę wymierzoną Terry'emu za to, co zastałem w domu? No co? Przecież skoro wydaliście na mnie te 15 milionów ojro, to mam prawo chyba decydować o losach drużyny? Hej, oddaj mi opaskę spasiony jagnięciaku! Trener dał mi ją do potrzymania!1! Nie? To foch forever! Zmieniam klub. Nie jesteście godni mej dostojności w tym czymś co nawet nie jest klubem... Wy źli ludzie!

b) introwertyk

Kolejną grupą jest introwertyk. Nie powie ci taki o co chodzi. Gra sobie na treningu w drużynie z narzutkami stop przemocy. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Strzela gola! Jego drużyna prowadzi 1:0, ale wtedy drużyna bez narzutek wyrównuje. Nasz delikwent (choć jeszcze delikwentem nie jest) postanawia wziąć sprawy w swoje ręce..tfu! nogi.Biega, drybluje, haruje za trzech. I nagle znajduje się w świetnym miejscu o świetnym czasie. Na czyściutkiej pozycji. Przed nim tylko Torres robiący za bramkarza, bo tylko Cech chce grać, a reszta golkiperów Chelsea poszła do toalety. I... wszystko byłoby pięknie, gdyby miał piłkę. Ale ma ją kolega z drużyny. Obrońca. Nono akcja życia. Idzie na przebój i chybi o milimetry. O nie. Co za wredny kolega. Nie podał naszemu szajnin' star. Fooo-szeeeek! I schodzi taki z płyty boiska, a potem automatycznie udaje się do swego managera z rozkazem negocjowania kontraktu...

c) ukryta świnia aka działam prawie w konspiracji
Zdecydowanie najgorszy typ...
No więc [tak.wiem.no więc.już nie będę] na początku wszystko jest cudowne jak w przypadku introwertyka. Gra często. Czasem pauzuje, ale trener bardzobardzo mu ufa i gdyby nie przeszkody (kontuzja, kartki, poród żony, wesele szwagra), pewnie nie opuściłby meczu. Wynagrodzenie? Cóż, najwyższe w klubie, a przynajmniej na swej nominalnej pozycji. Relacje z trenerami i kolegami z drużyny? No perfecto! Idealnie. Sam przyznaje- to jego raj na ziemi.
Problem pojawia się z czasem. Jedzie na kadrę, gra w pierwszym składzie [prezent za świetne występy w klubie] i nagle... przydarza mu się tragiczny wypadek. Dostaje piłką w głowę. Z całej siły. Auć! I na konferencji prasowej postanawia wyznać całemu światu CAŁĄ PRAWDĘ.

  • że w klubie zarabia tylko 200 tys. funtów tygodniowo
  • że koledzy są be i wcale nie potrafią się ubrać (bo każdy prawdziwy facet wie, że morski błękit nie pasuje tak do burgundu, jak do amarantu)
  • że trener jest gejem i ma za długie włosy
  • że działacze kradną pączki z kieszeni piłkarzy
  • że on sam nie może znaleźć swojego miejsca w drużynie
  • że drużyna to banda idiotów
  • że nie rozumie głupich kibiców... "Jak można wspierać coś takiego?!"

ŻENADA.

I znowu kasa wyrzucona w błoto... Na świnię.



***



Troszkę przynudziłam...
Cóż, to są te najgorsze według mnie towary piłkarskie. Zgadzacie się ze mną? Cz wcale nie mam racji? A może chcecie coś dodać? Z tego miejsca serdecznie zapraszam do dzielenia się swoją opinią w komentarzach ;)




29 marca 2013

5 typów kibiców, których nienawidzę.

Jak zapewne się orientujecie, nasza reprezentacja ma za sobą już właściwie półmetek eliminacji do Mistrzostw Świata 2014. Co za tym idzie, aktywność kibiców naszych Orłów jest bardzo wzmożona. A ja? Cóż... Zacisnęłam zęby i Ukrainę obejrzałam. Jednym okiem, bo drugie biegało za matematycznymi wzorami w zeszycie. Całe szczęście, że transmisja meczu Anglii z San Marino niemiłosiernie się zacinała, bo musiałabym wykombinować też oko numer trzy. Mecz z San Marino postanowiłam sobie odpuścić. Wcale nie dlatego, że nie spodziewałam się emocji (te pościgi, te wybuchy...), ale niestety Steven Gerrard ukradł sto procent mojej uwagi wychodząc w pierwszym składzie na mecz Anglików z Czarnogórą (ah, ah, widziałyście bramkę dla Anglii? Gdyby Stevie i Rooney mieli dziecko, nazwaliby je Perfekcją.). Ale o tym meczu może innym razem, teraz natomiast chciałabym porozmawiać o zjawisku zaobserwowanym wśród fanów krajowej i niekrajowej piłki kopanej. Na warsztat wzięłam moich znajomych i tych, których rozmowy słyszy się czasami przypadkiem w autobusie, w kawiarni czy w pubie po meczu. Odkryłam, że kibic kibicowi nierówny. Jednych się podziwia za wiarę, dumne reprezentowanie barw narodowych czy klubowych, niezałamywanie się po porażce i umiejętność wystawienia konstruktywnej krytyki. A drugich... Drugich się, niestety, nienawidzi. Kim oni są?

1. Żony Lewego.
Każda z nas ma jakiegoś piłkarskiego idola. Każda z nas kiedyś marzyła, że będzie miała dziecko z Owenem, wybuduje piękny dom z Reiną i zamieszka w nim z Aggerem i Skrtelem. Jasne. Ja też. Ale fascynujące jest zjawisko pojawiania się jak grzyby po deszczu dziewcząt ogłaszających publicznie swe najskrytsze marzenia. Wygląda to mniej więcej tak:























Nie wiem, jak wam, ale mi byłoby trochę głupio, gdybym była panną Anną Stachurską i dowiedziała się, że fanki mojego narzeczonego życzą mi śmierci i planują zasadzkę na cmentarzu. Oczywiście nie jest to zjawisko odosobnione, dotyczące tylko Roberta Lewandowskiego. Ofiarami bardzo często są też piłkarze hiszpańscy, niemieccy, czy nawet mało popularny w młodzieżowych kręgach Steven Gerrard, któremu pewne stuknięte fanki budują ołtarzyki, śpią w jego koszulkach, piszą o nim wiersze i nazywają się Silene. 

2. Brendan OUT!

Malkontenci nie powinni zajmować się kibicowaniem, od tego można zginąć. Bo wiecie, jest taka sytuacja: w dalekim zamorskim kraju istnieje sobie klub, który ostatni raz stabilną tabelę wyników miał pięć lat temu, po czym został powoli poddany destrukcji przez złe decyzje zarządu, który zatrudniał złych trenerów, którzy kupowali złych piłkarzy... I tak oto znalazł się w pobliżu końca pierwszej dziesiątki tabeli. Zatrudniono nowego trenera, przemeblowano lekko skład. I to był największy błąd. Dlaczego? Bo kibice od razu zaczęli obiecywać sobie gruszki na wierzbie, Manchester United na tarczy i komplet punktów w każdym meczu. Niestety, na to trzeba jeszcze trochę poczekać, ale z tego zdają sobie sprawę nieliczni. Reszta tłucze talerze po każdym straconym golu, a po końcowym gwizdku i otarciu w czerwony szalik łez bezsilności, obowiązkowo loguje się w sieci i rozpoczyna kibicowską martyrologię: ''Aj aj aj, jakiż ja jestem biedny, że też mi przyszło kochać ten klub w czasach, w których są w nim same patałachy, musimy zwolnić pana XX, wypieprzyć pana YY, pan ZZ jest beznadziejny, życzę mu połamania nóg, a ten czarny to nawet dzieci robić nie umie, bo miał mieć troje, a podobno tylko jedno zrobił. Brendan OUT!''. No powiedzcie, czy taka osoba nie dostanie zawału po kolejnym przegranym meczu? Może czas zmienić hobby i zająć się układaniem puzzli?


*wszelka zbieżność osób i zdarzeń przypadkowa, wcale nie chodzi mi o Liverpool FC i jego polskich kibiców.

3. Kibicuję Barcelonie Madryt. 
-No cześć, widziałeś mecz?
-Jasne! Zawsze oglądam Gran Derbi i... wszystkie inne... Derbi.
-A podobało ci się bardziej jak Ramos strzelił tego karnego w końcówce? Mistrzostwo świata, tak przyłożył ze śródstopia, posłał tę futbolówkę na lewy słupek, aż Valdesowi rękę urwało, czy...
-No, super!
-...jak Messi popędził lewą flanką przez całe boisko, przełożył piłkę na prawą nogę i huknął w okienko?
-No, super!
-To komu ty właściwie kibicujesz?
-No, super!




4. Shity, Cwelsea i Loserpool.
A tego to nie zrozumiem nigdy. Wiecie, zakładacie sobie rano kulturalnie koszulkę ulubionej drużyny, bo akurat wieczorem gra mecz i chcecie ładnie wyglądać w pubie, krzycząc do telewizora zza kufla piwa. Chcąc nie chcąc, musicie wyjść tak na ulicę. I zewsząd słyszycie:

-To ile ten twój klubik ostatnio przegrał? 
-A gra tam trio z Borussii? Nie? Boże, co za szajs...
-LOL, KIBICUJESZ IM?!
Bo gdzieś w społeczeństwie, w którym żaden obywatel poniżej dwudziestego roku życia nie uświadczył międzynarodowego sukcesu lokalnej drużyny, w którym reprezentacja kraju nakłada podwójną warstwę antyperspirantu przed meczem z San Marino, bo poci się ze strachu, w którym Związek Piłki Nożnej nie ma z nazwą wiele wspólnego, narodziło się przekonanie, że każdy, kto ma inne zainteresowania niż my sami, jest gorszy i nie warto mieć dla niego szacunku. Nikt nie próbuje nawet zrozumieć i pojąć piękna kibicowania drużynie, która czymś musiała nas urzec, bo inaczej nie robilibyśmy tego, co robimy.  Cóż, nie bójmy się zakładać koszulek QPR, co nas nie zabije, to nas wzmocni. 

5. Kibic Wędrowniczek.
Zazwyczaj zaczynamy kibicować danemu klubowi w wieku cielęcym, obejrzenie pierwszego wżyciu meczu poprzedzając płaczliwym jękiem zawodu, że dziś nie ma dobranocki (nie śmiejcie się, wielcy tak zaczynali. Na przykład ja.). Kiedy już zahipnotyzuje nas atmosfera stadionu, wciągną ci śmieszni ubrani tak samo faceci biegający po trawce, zauważamy, że jeden z nich zdecydowanie się wyróżnia. Świetnie gra głową. Wysyła genialne podania. Perfekcyjnie wykonuje rzuty wolne. Ma ładne oczy. Nieważne. Ważne, że zaczynamy bliżej przyglądać się jego poczynaniom. Początkowo oglądamy mecze tylko dla niego, później stopniowo poznajemy resztę drużyny, trenera, rezerwowych, historię klubu, przyśpiewki i tak oto stajemy się pełnoprawnymi kibicami. Ale dane statystyczne pokazują, że faceci zdradzają średnio co trzy lata. Więc, dajmy na to, taki Ferdynand Bykowski najpierw zaczarował swoimi golami wszystkich kibiców swojego klubu, a później nagle zdecydował się na skok w bok bo odkrył, że lepiej mu w niebieskim. Co  robią kibice? Chowają koszulki z napisem ''El Dzieciak'' na plecach głęboko do szafy, bo takim śliskim materiałem źle zmywa się podłogę, więc cóż innego można z nimi zrobić. Co robią ''kibice''? Kupują barwniki w pasmanterii, wsadzają czerwoną koszulkę w niebieską farbę, nucą pod nosem ''blue is the colour, pam pam pam'' i zdają się nie rozumieć żalu kibiców poprzedniej drużyny pana Ferdynanda Bykowskiego, mało tego - żeby odeprzeć atak wymyślają Legendę o Kontuzji Kolana i inne tego typu historie. Gdzie sens, gdzie logika?

***

To by było na tyle, moje kochane czytelniczki. A czy wy macie jakieś kibicowskie osobowości, które w mniejszym lub większym stopniu was irytują? 

PS.: Na przekór zjadliwej treści powyższego wpisu chciałabym teraz polać trochę świątecznego lukru i życzyć wam wesołego oglądania wielkanocnej kolejki!