Zakupy. Niesamowicie ważna czynność życiowa. Pozwalająca na jakiekolwiek próby podtrzymania tych pozostałych. No bo jak tu oddychać ze świadomością, że w naszej szafie nie ma tej
super-mega-boskiej-i-niesamowicie-fantastycznej koszulki z herbem ukochanego klubu na środku i ornamentem z:
a) wersja dla kategorii wiekowej <100: ze słodkich buziaków Kaia R
b) wersja dla kategorii wiekowej >12: zdjęć Shinji Kagawy, na których memła dekolt swojej koszulki
c) wersja dla kategorii wiekowej >16: uda Stevena Gerrarda
d) wersja dla...dla zdesperowanych: tego, czego nie ma kobieta, a z pewnością ma Jonjo Shelvey
Wraz z trudnościami przy oddychaniu, pojawia się stopniowy zanik apetytu. Później dochodzi niechęć do opuszczania domu, bo przecież ludzie zobaczą, że nie mamy
TEJ koszulki. Stajemy się osowiałe, tracimy reakcje na bodźce. Libido staje się zupełną odwrotnością tego
Johna's one. My po prostu musimy kupować, gromadzić, wypisywać w sklepie internetowym, żeby żyć.
Teraz wczujmy się w rolę trenerów największych potęg piłkarskich. Nie dość, że w większości są dobrze
[a nawet lepiej] zarabiający i mają stałą
[no chyba, że są trenerami Chelsea] posadkę
(czyt.żonaci) i raczej ich domowe zakupy ograniczają się do nocnych wizyt w supermarketach
[bo nagła potrzeba taka zaszła, no], to jeszcze ich zakupy biurowe ograniczają się do dwóch razy w rok. A kiedy zupełnym przypadkiem zwiedzie ich kusząca reklama i nabędą całkowitego bubla, mogą stracić nawet i pracę, i wizerunek w oczach kibiców.
Ponieważ jednak kobietami jesteśmy i ryby w wodzie czują się jak my na zakupach
(a nie odwrotnie!), a sztukę tę opanowałyśmy zanim oni jeszcze zbudowali nam te
superanckie superowe supermarkety, chcę odwdzięczyć się facetom listą typów piłkarzy, których sama bym nigdy nie kupiła dla klubu:
1. Piłkarz- emeryt. Jedną nogą w domu.
I co z tego, że nie jest aż taki drogi? Czy warto kupować co tydzień nowe kartonowe adidasy? Nowe-stare kartonowe adidasy? Nowe-stare kartonowe wychodzone adi... W każdym razie nie warto. Wad takiego zawodnika jest
na pączki.
Po pierwsze: jest wychodzony. Nie wniesie ożywienia do gry całej drużyny. Co innego mieć legandę, a ukraść komuś legendę. Taki Giggs w United, nawet na trybunach tworzy styl gry zespołu. Młodzicy, początkujący stawiający pierwsze kroki w klubie wzorują się na nim, nie na Inieście czy Xabim Alonso. Nieco starsi gonią Pędziwiatra na rozgrzewce, bo skoro taki dziadek może biegać tak szybko i ma taki power, to głupio by było staruszka nie przegonić, no nie?
Poza tym skoro ma więcej wigoru od nich, ich żony... Dobra, ja już nic nie mówię.
:confused Ala: Wracając, starszy, niezwiązany emocjonalnie z klubem piłkarz nie będzie dawał z siebie stu procent. Będzie już głową w domku, w szlafroczku, kapcioszkach i innych fifraczkach. Bo wykorzystując pełnię swych umiejętności, może narazić się na kontuzję. Bo sprzedali go do jakiegoś obcego klubu.
Po drugie wraz z nim NIE PRZEJDĄ sezonowcy, którzy napędzą koniunkturę klubu poprzez masowe ogołocanie klubowych sklepów z koszulek swego idola. Ten kibic Bayernu, który kupiłby sobie żółto-czarną koszulkę Lahma z herbem BVB tuż obok serca, niech rzuci kamieniem.
Po trzecie taki piłkarz jest
już-nie-taki-młody, a co za tym idzie- kruchy. Jak porcelanowa lalka.
Moja jedyna skończyła tragicznie. Pierwszego dnia spadła z balkonu. I nieważne, że ją zrzuciłam, żeby mama kupiła mi Barbie... Młodzi leczą się o wiele szybciej. Większość żywych legend nie wykaraskałaby się karaskać, karaskać, karaskać, kocham ten wyraz już ze skręcenia kostki, a co dopiero otwartego złamania czy zerwania więzadeł.
Podsumowując: ani nie zarobimy, ani nie ożywimy, ani nie mamy pewności, że wytrwa do końca kontraktu. Poza tym...szkoda odbierać klubowi piłkarza, który chce skończyć karierę w tym klubie, no nie?

2. Tknij-mnie-a-dostanę-alergii-astmy-grypy-nogamisięzłamie-wkażdymrazietegonieprzeżyję.
Czyli najbardziej niepożądany typ piłkarza w Premier League. Stańmy się na chwilę losowym angielskim trenerem.
-Eh... Tragedia. Jak tak dalej pójdzie, to mamy sezon z głowy. W tym okienku musimy kupić szybkiego, ofensywnego pilkarza. Nie musi być wyskoi, ma napędzać grę. Cena nie gra roli. Kreatywny, bramkostrzelny, młody, przystojny...
Kupujemy młodego Hiszpana. Szybki? Tak. Kreatywny? Bardzo. Jak Terry w łó... Kurczę, udał nam się ten zakup. Podebraliśmy go samemu Juve! Jest gotowy do gry? Tak? To wystawiamy!
I wystawiamy... W pierwszym składzie. Wszyscy są
hepi. Zawodnik, bo spełniło się jego marzenie i gra w Premier League. Trener, bo ma na boisku perełkę. Kibice, bo jest młody i obiecujący. Kobiety, bo ma takie piękne, brązowe oczy... I co się dzieje potem? Nasz brylancik gra dobrze. Debiutuje z klasą. Biegnie skrzydłem napędzając kolejną akcję, gdy nagle w nogi wjeżdża mu rozpędzony Luiz.
he he he. Torres by nie trafił w nogi. Tylko w piłkę. Bo by chciał w nogi i... nieważne. Na boisko zapraszamy lekarzy. W tym czasie Luiz dostaje tylko żółtą kartkę, bo to przecież nie był aż taki brutalny wślizg... Chłopak schodzi i ma sezon z głowy. Zapomnieliśmy o twardości. Nieustępliwości. Wręcz sile fizycznej. Żeby moje wywody nie były takie prosto z kosmosu, podam inny przykład.
Ruud van Nisterlooy. Świetny. Bramkostrzelny. Legenda. Kontuzjogenny. Arjen Robben. Świetny. Bramkostrzelny. Legenda. Kontuzjogenny... W
łagodnej lidze osiągnęliby jeszcze więcej.
3. Hurtem ich, hurtem.
a) kupno hurtowe
lato 2011
-Dzień dobry, tu
[tu wstaw nazwisko dowolnego trenera z czołowej europejskiej ligi]. Poproszę pół
kilo składu.
-...co?
-Pół składu. Połowę. Połowę drużyny. Podobno macie dobrych zawodników.
-Ale w Lechu? Mamy, ale...ale nie rozumiem.
-To ja nie rozumiem. Skoro są dobrzy i tani, to poproszę sześciu.
Na wynos.
-Ale panie, toć oni sobie w Polsce jako-tako radzą. Piąte miejsce w lidze.
Abstrakcja, no nie? Ale gdyby w jednym okienku transferowym niemiecka drużyna kupiła kilku Polaków, nikt by się raczej nie zdziwił.
Chyba, że to byłby Bayern.
Bo wiecie dziewczyny, z kupnem hurtowym to jest tak, że trzeba po pierwsze być w 100% pewnym marki. Nabywając pół polskiej drużyny, bo jest tak dobry piłkarz, z którym reszta gra jak natchniona, robimy błąd. To tylko perełka. Całej małży nie warto kupować. A marka jest droga..
Po drugie: to, że tacy np. Falcao, Hulk i Guarin grali razem w Porto bardzo dobrze, wcale nie daje pewności, że w zestawieniu z Iniestą, Messim i Xavim będą tak samo dobrze współpracować. To może przynieść naprawdę odwrotny efekt. Starcie dwóch światów. Dwóch różnych wizji gry.
Przecież to może się skończyć przemocą w szatni!
-Ty ciole, to podanie miało być po ziemi.
-Ale to nie było do ciebie, tylko do Falcao, ciocie mamuta!
-Ja też chcę dostać podanie, bo muszę mieć Złotego Buta!
-Jeszcze jeden taki numer i z wami nie gram!
-Nie, to nie. Trudno się mówi.
-Ej, Messi. Lio. Proszę. Leo! Nie łaskoocz! Nie pod kolanem.
-Dobrze ci tak.
Poza tym, to jest kupno
hurtowe. Nie kupujemy jednego piłkarza za 20 mln funtów, ale kilku za kilkakrotność tej kwoty. Jeśli jeden się nie przyjmie, oczywiście żal, ale co dopiero jeśli nasz sześćdziesięciomilionowy zakup na całe lata się nie zaaklimatyzuje?
Płacz i zgrzytanie zębów.
4. Wrażliwiec, Sentymencik, Pan i Władca Ławki.
Czyli najprościej mówiąc: zawodnik tracący skuteczność, szybkość i wszystkie swe atuty, które skusiły klub do wydania niebagatelnej sumki na niego, wraz z debiutem w jego barwach (opcja 1) lub stopniowo, z każdym kolejnym meczem (opcja 2). I nie mówcie mi, że takich nie ma, bo...bo są. A tego...przykładu...tego...ee...
*chrząka bardziej znacząco, niż gdy mówi, że nie podoba jej się Evra* no-wiecie-no. Otóż ten najsłynniejszy pan, któremu po zmianie barw wszystko (prócz liczby hejterów) nagle zmalało i którego nazwiskiem nie chcę tu rzucać. Dzieciak z niego i tyle w tym temacie. A Bozia takich karze. Nieskutecznością.
Impo...nieważne. W każdym razie to już nigdy nie był ten sam piłkarz. Nie wart pierwiastka ze swojej ówczesnej ceny.
* od razu mówię, że CR7 nie jest przykładem typu Foszka. Po prostu ten mem jest boski.
5. Nie no. No foszek!
I tak jest w większości przypadków, kiedy mentalne dziecko trafia do dużego klubu piłkarskiego. Są trzy podgrupy takich osobników:
a) mówię co myślę i czego nie myślę, a raczej to o czym jeszcze nie pomyślałem, ale warto się podzielić moimi przemyśleniami tym
-Kupiliście mnie? To dlaczego siedzę na trybunach?! To co, że
mam kontuzję/na mojej pozycji gra ktoś inny, a ja nie przesunę się na lewo, bo nie chcę grać w jednej drużynie z tym pieprzonym złodziejaszkiem/nie daję z siebie niczego/pauzuję przez 10 meczów za nauczkę wymierzoną Terry'emu za to, co zastałem w domu? No co? Przecież skoro wydaliście na mnie te 15 milionów ojro, to mam prawo chyba decydować o losach drużyny? Hej, oddaj mi opaskę spasiony jagnięciaku! Trener dał
mi ją do potrzymania!1! Nie? To foch forever! Zmieniam klub. Nie jesteście godni mej dostojności w tym czymś co nawet nie jest klubem... Wy źli ludzie!
b) introwertyk
Kolejną grupą jest introwertyk. Nie powie ci taki o co chodzi. Gra sobie na treningu w drużynie z narzutkami
stop przemocy. Wszystko jest w jak najlepszym porządku. Strzela gola! Jego drużyna prowadzi 1:0, ale wtedy drużyna bez narzutek wyrównuje. Nasz delikwent
(choć jeszcze delikwentem nie jest) postanawia wziąć sprawy w swoje
ręce..tfu! nogi.Biega, drybluje, haruje za trzech. I nagle znajduje się w świetnym miejscu o świetnym czasie. Na czyściutkiej pozycji. Przed nim tylko Torres
robiący za bramkarza, bo tylko Cech chce grać, a reszta golkiperów Chelsea poszła do toalety. I... wszystko byłoby pięknie, gdyby miał piłkę. Ale ma ją kolega z drużyny. Obrońca.
Nono akcja życia. Idzie na przebój i chybi o milimetry. O nie. Co za wredny kolega. Nie podał naszemu szajnin' star.
Fooo-szeeeek! I schodzi taki z płyty boiska, a potem automatycznie udaje się do swego managera z rozkazem negocjowania kontraktu...
c)
ukryta świnia aka
działam prawie w konspiracji
Zdecydowanie najgorszy typ...
No więc [tak.wiem.no więc.już nie będę] na początku wszystko jest cudowne jak w przypadku introwertyka. Gra często. Czasem pauzuje, ale trener
bardzobardzo mu ufa i gdyby nie przeszkody (kontuzja, kartki, poród żony, wesele szwagra), pewnie nie opuściłby meczu. Wynagrodzenie? Cóż, najwyższe w klubie, a przynajmniej na swej nominalnej pozycji. Relacje z trenerami i kolegami z drużyny? No perfecto! Idealnie. Sam przyznaje- to jego raj na ziemi.
Problem pojawia się z czasem. Jedzie na kadrę, gra w pierwszym składzie
[prezent za świetne występy w klubie] i nagle... przydarza mu się tragiczny wypadek. Dostaje piłką w głowę. Z całej siły. Auć! I na konferencji prasowej postanawia wyznać całemu światu CAŁĄ PRAWDĘ.
- że w klubie zarabia tylko 200 tys. funtów tygodniowo
- że koledzy są be i wcale nie potrafią się ubrać (bo każdy prawdziwy facet wie, że morski błękit nie pasuje tak do burgundu, jak do amarantu)
- że trener jest gejem i ma za długie włosy
- że działacze kradną pączki z kieszeni piłkarzy
- że on sam nie może znaleźć swojego miejsca w drużynie
- że drużyna to banda idiotów
- że nie rozumie głupich kibiców... "Jak można wspierać coś takiego?!"
ŻENADA.
I znowu kasa wyrzucona w błoto... Na świnię.
***
Troszkę przynudziłam...
Cóż, to są te najgorsze według mnie
towary piłkarskie. Zgadzacie się ze mną? Cz wcale nie mam racji? A może chcecie coś dodać? Z tego miejsca serdecznie zapraszam do dzielenia się swoją opinią w komentarzach ;)