20 kwietnia 2014

Jakich kobiet potrzebują kibice?

Gdzie szukacie odpowiedzi na ważne, życiowe pytania? Zazwyczaj w celu rozwiania egzystencjalnych wątpliwości udajemy się do wróżek, księży, profesorów, Wikipedii... Jednak co odważniejsi śmiałkowie udają się w takich sytuacjach na naszego bloga, co jak na dłoni widać w statystykach:
Wyjątkowo pominę pytanie o ulubione piosenki Cristiano, chwilowo nie mam dostępu do jego playlisty, ale jak tylko znowu do mnie zadzwoni, błagając o randkę, nie omieszkam o to zapytać, a zajmę się zagadnieniem, przez które osiwieli najstarsi filozofowie, a Rooney wyłysiał. Otóż obracając się od kilku lat w środowisku kibiców zauważyłam, że, teoretycznie, aby oczarować fana futbolu, wystarczy nosić spódnicę i wiedzieć, co to spalony (kibice Celtiku Glasgow się nie liczą). Jedak wiele dziewczyn ciągle wzdycha tylko do piłkarzy, w samotności odświeżając stronę z ruskim sopcastem. Co pomoże w zdobyciu wymarzonego chłopaka - kibica?

1. Dobre profilowe.
W dobie mediów społecznych nawet pracodawcy traktują przeglądanie facebookowych profili swoich pracowników jak niezbędną część procesu rekrutacyjnego. Łatwo domyślić się więc, że podobnie przebiega badanie terenu przez szukających drugich połówek kibiców. Porządne zdjęcie profilowe przyciąga uwagę tak, jak Suarez obrońców przeciwnika. Oczywiście jego obowiązkowym elementem jest klubowa koszulka, a jeśli dodatkowo całujesz naszyty na niej herb drużyny, możesz spodziewać się ekspresowych oświadczyn.

UWAGA: Upewnij się, że całujesz herb, a nie logo adidasa po przeciwnej stronie.



2. Demonstrowanie wiedzy.
Na stronach i forach poświęconych ukochanym drużynom rozpościera się szerokie pole do popisu. Takie do ekstensywnej uprawy flirtu. Wystarczy rzucić kilka ogólnych uwag o meczu, o nowym zawodniku, o atmosferze na stadionie, synonimy przymiotnika "dobry" zazwyczaj wystarczą. Przecież twoje potencjalne ofiary nie muszą wiedzieć, że nie masz pojęcia, czym różni się Tim Howard od Howarda Webba.

UWAGA: Jeśli masz dużą wiedzę na temat piłki nożnej, nie pokazuj tego - nikt wtedy nie uwierzy w to, że jesteś dziewczyną.

3. Barwy ponad życie.
Im więcej emblematów i kolorów symbolizujących twoją ukochaną drużynę wokół ciebie, tym lepiej. Paznokcie w barwach klubowych, hymn jako dzwonek telefonu i zdjęcie ukochanego piłkarza w portfelu powinno załatwić sprawę. Nie sądzę, żeby jakikolwiek kolega po szalu przeszedł obok ciebie obojętnie.

UWAGA: Dbaj o to, żeby wszystkie gadżety sygnowane były przez ten sam klub.



4. Cały stadion śpiewa z nami.
Logiczną sprawą jest, że największe kibicarium to stadion, więc wypada go odwiedzić przynajmniej przy okazji jakiegoś ligowego hitu. Wystarczy cieszyć się po golach dla właściwej drużyny i ładnie wyglądać, aby w oczach sektora z ultrasami awansować do rangi bogini.

UWAGA: "Blue is the colour" to nie jest pieśń, którą śpiewa się wszystkim drużynom w niebieskich trykotach.



Gwarantuję wam, że stosując się do moich złotych rad, osiągniecie zamierzony cel i w oczach każdego kibica będziecie uchodzić za ideał. Uważajcie tylko, bo z taką dawką futbolowego uroku przez pomyłkę poderwiecie nie fana, a kapitana ukochanej drużyny...

***
Cóż, mam nadzieję, że powyższy tekst jest trochę mniej ciężkostrawny, niż wielkanocne jajka, ale przynajmniej tak ciekawy, jak bieżąca kolejka Premier League. Zdaję sobie sprawę, że temat kibicowskich związków poruszany jest u nas często, natomiast ciągłe zainteresowanie nim sprawiło, że nabrałam ochoty na stworzenie jego kolejnej odsłony. 

My, dziewczyny z UniLiverCity, chciałyśmy przypomnieć o naszym istnieniu i zapowiedzieć małe zmiany na blogu już niedługo. Wesołych Świąt!

07 lutego 2014

Walentynki z piłkarzem?

   Zbliża się radosny czas serduszek, kwiatków i ton czekolady pożeranych samotnie przed telewizorem emitującym serię o Bridget Jones. Brzmi pięknie! Jeśli jednak gruba Renée Zellweger to nie jest osoba, z którą chcecie spędzić ten wyjątkowy dzień, mamy coś dla was. Niedawno zadzwoniło do nas kilku miłych panów z propozycją towarzystwa w dzień świętego Walentego... i nie tylko. Z niektórych ofert już skorzystałyśmy (Beckham na przykład. Myślicie, że to ostatnie wideo, które wyciekło do sieci, to reklama H&M? Proszę was, nagrałam to w moim pokoju...), ale częścią chcemy się z wami podzielić i urozmaicić trochę to komercyjne święto.

   Zainspirowały nas bardzo romantyczne kartki od piłkarzy Arsenalu, które od niedawna krążą po sieci i cieszą oko. Cóż, nasze pomysły ucieszyły przede wszystkim same autorki, bo miałyśmy sporo frajdy przy ich produkcji. Niektóre są zabawne i mieszczące się w granicach dobrego smaku, inne mniej, ale przynajmniej mają ładne zdjęcia. Doceńcie.




A teraz, moje panie, ściągać obcasy, zmazywać makijaż! Zaczyna się najtrudniejszy czerwony szlak dla zawodowców. Wiemy, że nie każdemu ten rodzaj dowcipów przypadnie do gustu, ale hej! Lubicie przecież różowe sceny w fan fiction. To te są lepsze, bo z obrazkami.



   Jeśli jeszcze nie macie dość, na koniec będzie mocne uderzenie...


   Tak, zdajemy sobie sprawę, że to bardziej utopia samego Mosesa, niż którejkolwiek z czytających to w tej chwili dziewczyn. 

   
                                                                                    Ola, Ala, Patka.

26 grudnia 2013

Gracz cz. 2, czyli nie śmiejmy się razem.


Obudził się, dygocząc zimna. Było to dla niego dziwne, ponieważ zasypiał pocąc się ciepła. (...) Resztkami sił próbował odtworzyć przebieg wieczoru, jednak, jak na złość, youtube było już zamknięte. 
Popatrzył na zegarek, ale zegarka nie było. Przestraszył się, ale nie bał się. Został gdzieś, nie będzie już szukał. My nadal o zegarku? Kupi sobie nowy. Uff, tak. 

Dziękujemy za wspólnie spędzoną podróż i przepraszamy za opóźnienie - trzeszczący głośnik wydał jęk sic!, co wyrwało Janka ze snu. Złapał starą przedwojenną sportową torbę i stanął w pośpiechu na równe nogi, które nagle przestały być krzywe jak nawiasy kwadratowe. Ludzie siedzący w przedziale popatrzyli na niego ze zdziwieniem. Dopiero teraz zorientował się, że pociąg dojeżdża do miejsca przeznaczenia. Ładnie teraz nazywają te dworcowe ubikacje...

Rozprostował kończyny, które po kilku godzinach jazdy zaczęły go boleć. Myślałam, że etap rozprostowywania nóg mamy już za sobą. Może teraz pora na ręce? 


Nad Warszawą wschodziło letnie słońce, do upału pozostało jeszcze kilka godzin. (...) Chmury jakby zapomniały o tym mieście, ponieważ wszystkie zawędrowały tam, gdzie mi akurat przyszło spędzać wakacje. Zapowiadał się potwornie gorący dzień, kiedy na klatkach schodowych śmierdzi spalonym kotletem mielonym, kocim moczem i potem pana Józka z parteru. Oprócz tego w powietrzu unoszą się subtelne tony rozkładającego się ciała oraz gnijących jajek państwa Kowalskich. 

*dwa wersy później*
Z poprzedniej wizyty [na Dworcu Centralnym] zapamiętał smród fekaliów seriously? Znowu?, zardzewiałe blachy, narkomanów i pijaków. To miejsce źle mu się kojarzyło, ale widok dworca po remoncie znacznie poprawił mu humor. To nic, że jestem sam w Warszawie, w dodatku ubrany jak idiota, który nie ma ani grosza przy duszy, a przy ciele przechowuję jedynie 350 zł... Dworzec jest odnowiony! Życie jest piękne! Poczuł wielkość miasta. Przypomniał sobie, po co tu przyjechał. Siły wróciły. Jak bumerang by wrócił. Tak i siły. Właśnie. Popatrzył na swe odbicie w rozsuwanych drzwiach, które właśnie były rozpostarte niczym skrzydła Realu Madryt, i nie widział niczego złego w swoim wyglądzie. 

(Janek udaje się w podróż taksówką, którą prowadził łysy kibol stołecznego Powiśla.)

Na pierwszy rzut oka można było spokojnie dać mu Jankowi, nie kibolowi dwadzieścia, może dwadzieścia jeden [lat]. Wysoki, dobrze zbudowany, z ciemną oprawą oczu, piękny jak młody bóg. Bo przecież bohater opka, tudzież powieści, nie może być małym, grubym blondynem.

Nie było to kłamstwo z kategorii tych, za które idzie się do piekła. Było to kłamstwo z kategorii tych, za które idzie się do diabła. 

Przenosimy się przed stadion Powiśla, gdzie niejaki Joe Crox raźnym krokiem wychodzi z budynku klubowego, a następnie oddaje się rozważaniu sensu życia. 
Czuł, że forma woskowa, z której jutro zostanie wytopiony drugi Marcin Gortat jest naprawdę wysoka. Jeszcze dwa tygodnie temu, gdy jego agent powiedział mu o ofercie z Polski, nie chciał nawet o tym słyszeć. Powiśle Warszawa? To gdzieś na Ziemi? 

Trenejro Powiśla ratuje Janka przed zapłatą nieuczciwemu taksówkarzowi.
-Na szybie zaraz napiszę ci: ZŁODZIEJ. A później staniesz w kącie i będziesz rozważał swoje zachowanie, dopóki nie nauczysz się, jak postępować. Nie wstydzisz się tak rolować synka? Magda Gessler by cię wyśmiała! 

Crox patrzył z niedowierzaniem. A takie było miłe miasto - pomyślał. A taka była ładna składnia - nie pomyślał. 

- Bo ja..., tutaj... Dziękuję panu bardzo. - wycedził chłopak - Przepraszam, nie przedstawiłem się. Przyjechałem tutaj na testy. 
- Na jakie testy? - Walasek podrapał się po brodzie. Dobrze, że nie broda po Walasku.
- No testy. 
- A, na testy! 
- Właśnie, na testy.
- Na te czy na tamte?
- Na te testy. 
- Było w gazecie. W szkole już nie było. Się. Czytałem. A jednak! - z kieszeni wyjął pomiętą stronę z dziennika "Golizna". 
- Aaaaaaa, te testy! Wiedziałam. - trener klepnął się dłonią w czoło i uśmiechnął szeroko. 
- No, dokładnie, właśnie te - Janek odzyskał wiarę w siebie. 
- Przykro mi chłopcze, testów nie ma - odparł. ...to najinteligentniejszy dialog, jaki czytałam od czasów tego:

- Skąd przyjechałeś, chłopcze? - przerwał własne myśli. 
- Z Pomorza - Janek marzył tylko o tym, żeby się nie rozpłakać. Przypominając sobie tę nazwę, przypomniał także i dom. Zanucił bezszelestnie melodię swej ulubionej piosenki One Republic, noszącej wdzięczny tytuł "Come home". Nie dbał o to, że wszyscy patrzą na niego jak na wariata. Nic nie liczyło się już dla Janka. Był tylko on. On i jego głos. Uda się na casting do "Must be the music". Tak, to dobry pomysł! 


Mężczyzna i jego córka. Ja i moja szkoła. Wspólny obiad, trochę przedwczesny i trochę zbyt elegancki jak na dwuosobową rodzinę.


Człowiekowi w stalowej Woli marynarce spodobał się ten wyciąg z myśli kelnera. Wyciąg z myśli kelnera. Uhm. Chyba był on wiernym fanem skoków narciarskich. 

Do drzwi zadzwonił telefon. Aleksander Wolf się go spodziewał. 

23 grudnia 2013

Analiza prawie taktyczna - "Gracz", cz.1.

Nigdy nie sądziłam, że doczekam się w swoim życiu tak przełomowego momentu. Chwili, w której poziom polskiej literatury i poziom polskich blogasków z opowiadaniami autorstwa przedwcześnie wkraczających w dorosłość nastolatek sprowadzi się do wspólnego mianownika w jednej książce.

Miałam poważny dylemat, co zrobić z wolną godziną wyłuskaną między rybami, pierogami i świątecznymi kłótniami z kochającą rodziną. No co, w końcu trzeba mieć za co przepraszać, łamiąc się opłatkiem.  Słabo z moją asertywnością, więc sięgnęłam po "Gracza" pióra słynnego już znawcy polskich gimnazjalistów i nóg ich mam. Będąc zewsząd atakowaną pozytywnymi recenzjami, liczyłam na dziecko Agaty Christie i Paula Mersona, a dostałam... Zobaczcie sami.

Gracz - ścieżka dźwiękowa
Lykke Li - I Follow Rivers
...
Eminem - Lose Yourself
 Przy wszystkich fan-fiction publikowanych w sieci mamy odnośnik do zakładki, w której możemy znaleźć zdjęcie Maćka Zakościelnego z podpisem: ''Były chłopak głównej bohaterki. Zaborczy skurwiel, nie daje jej spokoju odkąd go zostawiła'', a przed każdym rodziałem dostajemy okienko z piosenką, której powinno się słuchać w trakcie czytania. Wiecie, to tak na wypadek, gdyby historia była na tyle słaba, że nie będzie w stanie sama z siebie uruchomić wyobraźni czytelnika. 

Jakby na uspokojenie strażnika, Michał jeszcze raz uśmiechnął się bardziej naturalnie, pokazał mu pierścionek z brylantem i szyjkę butelki szampana, schowanej pod ciemnozieloną wiatrówką z River Island. 
Ach, ciemnozielona wiatrówka z River Island... Zanotujcie! To na pewno kluczowy fakt dla rozwoju fabuły. 
 
Dziewczyny - czy one będą płakać? Czy zatęsknią? Co powie Ona?
Ach, te piękne czasy, kiedy wydawało nam się, że skoro zaimki świadczące o apostrofach piszemy w listach wielką literą, to przy wzmiankowaniu o osobach trzecich też należy trzymać się tej reguły... 

Strażnik odwrócił głowę i zauważył tylko doskonale wciętą w pośladki sukienkę wieczorową, bordową, bardzo drogą i idealnie skrojoną. 
Też kiedyś miałam coś wcięte w pośladki. Jak próbowałam chodzić w spodniach, które ostatnio miałam na sobie w podstawówce. Pomna na swe doświadczenia chciałabym zanegować fakt, że coś, co robi takie dziwne rzeczy z naszymi pośladkami, może być idealnie skrojone.

Mały czarny punkcik w powietrzu nie miał prawa zostać przez kogokolwiek zauważony. Gościu skakał z Shanghai Tower? Im bliżej był ziemi, tym stawał się większy. Panie i panowie, oto nobel z fizyki!

19:15 - to nie jest idealny moment na samobójczą śmierć reprezentanta Polski.
Zdecydowanie lepszym byłaby 22:30.

Tym miłym akcentem zakończyliśmy wstęp, czas więc na rozdział pierwszy, w którym brat denata przyjeżdża z prowincji na studia na SGH testy.

Był zbyt źle ubrany na wizytę w stolicy, ale jeszcze nie zdawał sobie z tego sprawy. Jeszcze, bo ciągle udawało mu się uniknąć dostania od straży miejskiej mandatu za brak ciemnozielonej wiatrówki z River Island. Albo chociaż z Zary. Gdyby przez przypadek został przyłapany na ulicy przez podrzędnych stylistów-gejów kręcących program o modzie, śmialiby się z niego do rozpuku. Woli i Tysio wcale nie kręcą programów o modzie... 

- Stadion Powiśla, jesteśmy na miejscu synu. Dwieście pięćdziesiąt się należy!
- Ile!? - chłopak zrobił się blady i cały zdrętwiał.
A to akurat samo życie. Bo wiecie, w Białymstoku to ja za dwieście pięćdziesiąt złotych przejadę przez całe miasto, a w wycieczkę wliczony będzie dwugodzinny przystanek na kupowanie pamiątek. Stolica to co innego, tam wszystko się ceni i nie raz mój portfel boleśnie się o tym przekonał.

- What's going on? - zapytał dwóch skaczących sobie do gardeł mężczyzn. Jednak żaden z nich nie wyglądał na kogoś, kto rozumie jego słowa. 
Potrzeba jeszcze mocniejszych argumentów, żeby udowodnić, iż polskie szkolnictwo to dno i wodorosty?

Ascetyczne wnętrze ekskluzywnej restauracji dziś zdawało się być jeszcze bardziej ascetycznym wnętrzem ekskluzywnej restauracji. Dzień dobry, panie psychologu, to ja, treść. Czuję, że forma mnie przerasta. A może to ściany z białej cegły, masywne, dębowe blaty, bagietki w koszach i zieleń za oknem czyniły to miejsce tak wyjątkowym? No to faktycznie ekskluzywna ta restauracja. W tych słabszych to zieleń spotyka się częściej na bagietkach, niż za oknem. 

Córka Alexa, śliczna Amy, usiadła obok ojca i spojrzała na niego, po czym uśmiechnęła się szeroko i zanuciła pod nosem We found love. Ta piosenka jej się podobała. 
Czuję, że niedługo nurt tej wartkiej akcji porwie mnie w siną dal... Jak najdalej od "Gracza". Ale nie no, spoko, uśmiechające się dzieci zawsze wprowadzają w historię nastrój grozy, może to o to chodziło. Cel wzmianki o upodobaniach ślicznej, dziewięcioletniej Amy, do prężącej dzielnie swe wdzięki w każdym klipie Rihanny  - nieznany. 

Kristy na parapetach z egzotycznego drewna ustawiła świece o zapachu mango. 
Egzotyczne drewno? Może dąb?

-Krystyno droga, Hiszpania czy Rosja? Zresztą, po co ja w ogóle pytam! Nie chodzi o to, żeby zmarznąć, tylko żeby się opalić, co? - zagaił Gruby.
Hę? Nie mówcie mi, że w Rosji nie da się opalić... Patrząc na tamtejsze kobiety nasuwa się zgoła inny wniosek...
  
 - Zainwestowałem w Powiśle dwieście milionów złotych [...]. Chcę drużyny, która za rok zagra w pucharowej fazie Ligi Mistrzów. Z Barceloną, Manchesterem United, Milanem i PSG. 
Skoro już mamy Powiśle, to wypadałoby mieć też Katalonię, Szalone Diabły, AC Mediolan i Paryski Szyk, jak cenzura, to cenzura. A tak nawiasem mówiąc, Milan za rok w Lidze Mistrzów, he he he...
 
- Czytałeś biografię sir Alexa Fergusona? 
Umiejętne lokowanie produktu to rzecz nieunikniona w dzisiejszych czasach, bo, jak mniemam, chodzi o tę biografię, którą tłumaczył Szanowny Autor. Wyobrażacie sobie Stasia mówiącego do Nel: ''Proszę, weź, poczytaj sobie "Ogniem i mieczem", od razu przypomnisz sobie ojczyznę...", albo dzieci z Bullerbyn czytające w szkole o przygodach Pippi? No właśnie.   

Dalej mamy głównego bohatera pobitego i opatrzonego przez ex-lekarza, obecnie bezdomnego, który leczył również jego brata, ciemnego mercedesa i takie rzeczy, że aż muszę sobie zrobić małą przerwę, bo zapomnę, jak się nazywam. Wesołych Świąt!

30 maja 2013

Huczny Dzień Dziecka- prezenty...

Z okazji Dnia Dziecka także i my dałyśmy się wciągnąć w świąteczny klimat: postanowiłyśmy zabawić się w hojne ciocie i rozdać kilku maluchom prezenty, abstrahując od faktu, że dzieci piłkarzy mają wszystko, czego tylko zapragną. 
Być może nasze prezenty przy prezentach od rodziców będą małe, szare i ponure, ale przecież liczy się gest, mam rację? 
Funkcję prezentorozdawaczki od dzisiaj do jutra piastuje red.alice, która to wpadła na ten iście absurdalny pomysł i w tej chwili zajęta jest pisaniem tej oto notki. 

1. Na pierwszy ogień idzie panna Delfina S.

Dla panny Suarez przygotowałam coś specjalnego. Z okazji Dnia Dziecka w jej posiadanie wchodzi specjalny spray przeciw nietoperzom oraz wampirom. Tak, aby nic jej nie ugryzło. 
I chociaż żadna z nas nie wierzy w to, aby Luis (ten sam, którego plakat mam na drzwiach) mógł kiedykolwiek ugryźć swoją ukochaną pieszczotkę, to jednak warto chyba ją ubezpieczyć. Zwłaszcza, że jest z pewnością bardzo wpływową osóbką w rodzinie Suarez. Ponadto w genach być może otrzymała zawziętość i gryzienie murawy dla osiągnięcia sukcesu, co byłoby dobrą cechą u manchesterowej pani od PRu czy kogoś takiego. Więc otoczmy ją opieką...

2. Stefanek Vidič także chce coś dostać...

Stefanku drogi, najsłodsze dziecko świata piłkarskiego, dla ciebie mamy także coś specjalnego! :te beznadziejne rymy nie były zamierzone: Znając skłonności pana Nemy Vidičia do pokrzykiwania na kolegów z drużyny, postanowiłam ofiarować temu ślicznemu chłopcu... stopery. 
Nazwa także jest adekwatna, czyż nie? Wszystko pasuje.

3. Coś dla Tevezówn, Teveziaczek, Teveziówien... Eh, dla Teveziątek.

A dla panienek Tevez przygotowałam dodatkowe różowe pasy do ich różowych fotelików. Z tatusiem, który za kierownicą staje się istnym zwierzakiem, strach jeździć. Ja bym nie wsiadła. Jeszcze by mnie jakimś RIPem potraktował. Na plakacie. 

4. Benjamin Aguero- prezent od brokenheart45

Muszę przyznać szczerze, z ręką na herbie, że nie miałam pojęcia co ofiarować małemu panu Aguero. Rozważając mój wpis z brokenheart, podsunęła mi pomysł, by małemu ofiarować bilet w jedną stronę. Jak wiemy, państwo Aguero rozstali się już jakiś czas temu. Widząc radość w oczach malca na filmikach, gdy bawi się z tatusiem, myśl, że to już minęło bezpowrotnie, smuci. Chciałybyśmy, aby Benjamin spędzał więcej czasu ze swoim tatusiem w Manchesterze. Cudowne miasto. 

5. Kai Rooney

Pan Wayne Rooney wyznał już dawno temu, że bez szumu suszarki, pralki czy innego sprzętu domowego :świadczącego o jego bogactwie: nie jest w stanie zasnąć. Jako że najbardziej na świecie nie lubię, kiedy mi coś buczy, postanowiłam... odciąć prąd w mieszkniu Rooneyów. 

Ponieważ jeszcze nie jesteśmy na tyle hojne, aby obdarować wszystkie dzieciaki, kończymy zaledwie na piątce, a Was serdecznie prosimy o prezenty dla reszty maluchów...

23 maja 2013

Mgnienia minionego sezonu - Liverpool FC.

Oklepany frazes mówi, że wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Nawet Ferguson. Ale on nie był dobry. Końca dobiegł również sezon 2012/13 w Premier League. Czy był dobry? Dla piłkarzy i kibiców Liverpoolu na pewno lepszy, niż ubiegły. Skoczyliśmy o miejsce wyżej, mając o dziewięć punktów i dwadzieścia cztery strzelonych bramek więcej, z mniejszą o pięć oczek stratą do pierwszej czwórki. Aczkolwiek nie jestem pewna, czy wszyscy kibice byliby zdolni wyrecytować  te statystyki wyrwani ze snu o mistrzostwie o trzeciej nad ranem.Czy jest coś, co zapadnie nam w pamięć po tym sezonie?

1. Uśmiech Brendana Rodgersa.
Niewiele o nim wiedziałam, przyjmując z otwartymi ramionami w liverpoolskie progi. Tyle tylko, że jest młody i ma fajny akcent. Później okazało się też, że jest całkiem wygadany, inteligentny i na szczęście nie zwykł korzystać z książki ''100 wymówek po przegranym meczu''. No nie śmiejcie się, to obowiązkowa lektura na szkoleniach trenerów w Polsce. Smuda napisał. Za to ładnie opowiadał o nowej taktyce, o kompletnym przetasowaniu starego porządku i o wielkich chwilach LFC, które mają nadejść. Niestety, kibice nie zrozumieli, że czas przyszły w tym przypadku nie służy do ukrycia informacji, że mają nadejść po dwóch meczach. Z tego powodu niektórzy czują się bardzo zawiedzeni. Nie ja. Ja człowiek głębokiej wiary jestem.

Brenny, nie tak miało być. Uśmiechnij się ładnie!


2. Najpiękniejsze zdjęcie świata.
Pierwszy transfer nowego trenera, pierwsza wielka niewiadoma. W Liverpoolu słyszano o nim mniej więcej tyle, na ile pozwalały jego poprzednie kluby, których kibice od czasu do czasu wyrażali na forach niezadowolenie z powodu jego odejścia. Bardziej niż bramki, rozsławiły go cieszynki- charakterystyczny gest noża między zębami. Miał pokazać włoski temperament, waleczność i pazur. Póki co chowa to na specjalne okazje, pokazując nam jedynie zdjęcia, na których wygląda o wiele lepiej, niż gra.

Szczerze? Jestem skłonna dać mu ostatnią szansę. Bo wiecie, po kontuzji chłopak. Bo i tak miał być tylko od dostawiania swojej pięknej nóżki do piłek podsuniętych mu perfekcyjnie przez kolegów. Bo dodaje fajne tweety o pizzy.

3. Motyle z poczwarek.
Mowa tu oczywiście o naszych dwóch Potencjalnych Zbawcach Drużyny Dalglisha, czyli Hendersonie i Downingu. No cóż, tuż po starcie w czerwonych barwach doprowadzili do tego, że zaczęto szukać dla nich pracy w klubowej kuchni, bo do niczego innego się nie nadawali. Aż tu nagle zaczął się nowy sezon, oni akurat wracali sobie z zakupów, uderzyli głowami o latarnię i coś im się tam poprzestawiało tak, że już potrafią kopać. Ot, cała historia. A mówiąc szczerze, nie wiem, kto i jak wyczarował to, że w końcu Hendo przestał udawać, że umie grać tylko długimi podaniami, a Downing przeniósł na murawę energię wykorzystywaną wcześniej na kłótnie z byłymi dziewczynami. Nie wiem, ale się dowiem. I postawię temu komuś duże piwo.


4. Piłkarski Klub Plotkarski.
Zaczęło się od dokumentu, w którym najlepsze było pierwsze kilka początkowych i końcowych minut odcinka, Środek to nieporadnie urządzający mieszkanie Borini, nazbyt nieśmiałe córki Gerrarda i bombilla Suareza. Wszystko okraszone hollywoodzkimi uśmiechami i słodyczą wystarczającą do produkcji kilograma krówek. Czy taki projekt był potrzebny? Zdecydowanie tak, wszak trzeba podążać za futbolową komercjalną modą. Wolałabym jednak reklamy gaci od Armaniego. Co jeszcze sprawiło, że było o nas głośno? Potrojone dziecko Sterlinga, efekt przedawkowania "Zmierzchu" przez Suareza (ja polecałabym mu zająć się jednak "Pięćdziesięcioma twarzami Greya". Przynajmniej pani Suarez by się ucieszyła.) i obiady stawiane przez trenera zawodnikom mającym za sobą trzy wygrane z rzędu.Mówiąc krótko- działo się!




5. Show must go on.
Ciężko mi nawet wyrazić, jak bardzo będzie mi brakować Carraghera. Równie ciężko jest opisać zdziwienie ludzi niezwiązanych z Premier League, kiedy im o tym mówię. Mimo, że w pojedynku bohaterów Anfield zawsze prowadził u mnie Steven, to Jamie wzbudzał specyficzne odczucia. Miało się wrażenie, że jest stalowy. Że na śniadanie pije litr kawy, skoro jest tak pobudzony na boisku. Patrząc na chłopaków schodzących po pierwszej słabej połowie do szatni, wszyscy kibice wiedzieli już, kto będzie krzyczał najgłośniej. Carra w Liverpoolu był taką dziewczyną Bonda. Wiecie, niby to Pierce Brosnan śmiga z giwerą i zabija złoczyńców, ale tak naprawdę wszystko zależy od Izabeli Scorupco. I żaden Kolo Touré w tej roli lepszy nie będzie.


Jest coś, co zostawiło szczególny ślad  na waszej psychice pominęłam? Piszcie w komentarzach!

09 maja 2013

Kobieta-kibic: dobry czy zły pomysł?

 Wielokrotnie w dziejach ludzkości kobiety czuły się niedostatecznie wyemancypowane. Walczyły o noszenie spodni, prawo do głosowania, możliwość zapraszania facetów na randki... Chciały pracować w kopalniach, zostawać politykami i inżynierami. Wszystko to już osiągnęły. Krzykiem, płaczem i tupaniem nóżką, jak to baby. Czy na pewno? Wydaje mi się, że zostało kilka dziedzin, w których nie udało nam się wywalczyć równouprawnienia i pokazać, że znamy się na tym równie dobrze. Cóż to takiego? Po pierwsze, motoryzacja- facet, który nie klepał zdrowasiek widząc parkującą kobietę, niech pierwszy rzuci kamieniem! Po drugie - futbol, i tym właśnie się dzisiaj zajmiemy.
  Dziś, żeby być dobrym kibicem, wcale nie trzeba być również facetem. Płeć piękna odkryła zalety futbolu już jakiś czas temu, jednak nawet w tak niszowym środowisku możemy wyróżnić kilka podstawowych stereotypów. Po pierwsze na pewno nasuwa się myśl, że jedyna kobiecie do szczęścia potrzebna rzecz, to przystojni piłkarze. Bo też zazwyczaj od tego się zaczyna, a naszego przyszłego idola wypatrujemy raczej w spotach reklamowych, niż na boisku. Wraz z wiekiem zamiłowanie do piłki ewoluuje i oklejanie pokoju roznegliżowanymi zdjęciami Gerrarda nie wystarcza. Wtedy można wybrać jedną z dwóch dróg: 
a) obciąć wszystkie swoje spódniczki do długości mini, kupić karnet na cały sezon i po każdym meczu zaciekle dawać obiektowi zainteresowania sygnały, dopóki tylko wystarczy bielizny, coby było co na boisko wrzucać;
b) zacząć zbierać na operację zmiany płci, żeby w końcu móc spokojnie zasiąść na kotle i dopingować razem z resztą kibiców jak równy z równym. Utarło się przekonanie, że ''kobieta kibicująca'' to oksymoron, a panie zazwyczaj przychodzą na mecze traktując stadion jak duże biuro matrymonialne - jeżeli nie uda im się poderwać piłkarza, to może chociaż jakiś przystojny kibic się za nimi obejrzy...? W obliczu takiego stereotypu niektórym z nas ciężko otwarcie przyznać się do kierunku, w jakim podążają nasze zainteresowania. 
 Pamiętam swoje pierwsze zderzenie mojego małego fanowskiego światka z płcią brzydką. Druga klasa gimnazjum, hormony buzują a największym priorytetem jest chęć zaimponowania starszym kolegom. Jak to zrobić? Ano najlepiej pochwalić się, że widziało się wszystkie mecze Mistrzostw Europy. Że pamięta się wyniki pierwszej kolejki ekstraklasy. Że wie się, kto stoi na bramce w lokalnym klubie. Co mi to dało? Niewiele, bo w tamtych czasach umiejętności teoretyczne trzeba było potwierdzić też na boisku. 
Niestety, już od dzieciństwa wiedziałam, że piłki to ja kopnąć prosto nie potrafię. Nie rozumiem, dlaczego miałoby to wadzić w zgłębianiu tajemnic futbolu. Houllier wybitnym piłkarzem też raczej nie był, a jednak koronę z Liverpoolem zdobył. Szybko więc straciłam swój autorytet wśród chłopców, a koleżanki czasami pukały się w głowę, kiedy próbowałam dyskutować z nimi na temat ostatniego meczu. Te nieprzyjemne doświadczenia sprawiły, że kiedy zmieniłam otoczenie po rozpoczęciu nauki w szkole średniej, długo nie przyznawałam się nowym znajomym do tego, jak spędzam sobotnie popołudnia. Ale kiedy już zdecydowałam, że nie ma co się kryć, posypały się pytania: ''Co jest w tym niby ciekawego?'', ''Dlaczego nie siatkówka? To taki dziewczyński sport.'', ''Na którego piłkarza lecisz? Lewandowski?'', ''No to powiedz mi, co to spalony...''. Po czym z przykrością odkryłam, że większość moich znajomych nie dzieli ze mną zainteresowań, więc, nie znając sprawy od podszewki, posługują się jedynie utartymi przesądami. Wtedy też  zaczęłam szukać odpowiedzi na to, jak postrzegają nas faceci interesujący się taktyką czy nowinkami transferowymi troszkę intensywniej niż przeciętny pan Kowalski traktujący mecz jako najlepszy dodatek do piwa. 
  Zadałam kilka kluczowych pytań chłopakom, którzy znają się na tym lepiej, niż ktokolwiek inny:
- Oskar, siedemnastoletni obrońca ŁKS, redaktor na portalu LFC.pl,
- Kamil, 19 lat, piłkarz grającego w Klasie A grupy podlaskiej Uczniowskiego Klubu Pionier Brańsk, od 2002 r. kibic AC Milan.
- Maciek, 20 lat, od pięciu lat filar redakcji LFC.pl, jest w szczęśliwym związku z fanką The Reds
- Adrian, od roku 2004 pisze na fcbarca.com
- Ricardo, 30 lat, od dwóch lat mieszka w Polsce, zapytany o to, czy jest fanem FC Barcelony opowiada: ''Nie jestem fanem, jestem fanatykiem!''. 
- Sebastian, 16 lat, fan United
  Przyznam szczerze, że przeprowadzone rozmowy mnie zaskoczyły. Spodziewałam się skrajnych opinii poprzedzonych piętnastominutowym turlaniem się ze śmiechu na widok naszego bloga, na którego musiałam ankietowanych zaprosić, chcąc nakreślić obraz tego, w czym przyszło brać im udział. Tudzież w ogóle nie spodziewałam się odpowiedzi, a w większości przypadków dostałam odzew z nawiązką. Przechodząc do sedna, najpierw postawiłam pytanie dotyczące najbardziej nurtującej mnie kwestii: czy stereotyp, że kobiety rodzą się z blokadą mózgową zabraniającą pojąć im reguły odgwizdywania spalonego i z natury nie mogą znać się dobrze na futbolu, jest prawdziwy?

Sebastian: Nie, nie wierzę w takie rzeczy. Sam mam kuzynkę, która dobrze zna się na futbolu. Jeżeli to naprawdę kręci dziewczynę, to pojmie zasady piłki nożnej.

Oskar: Kobieta to też normalny człowiek (ktoś to w końcu zauważył...-dop.aut) i jak najbardziej może znać się dobrze na futbolu. Stereotyp spalonego jest bezsensowny, bo każdy jest w stanie zrozumieć to po kilkusekundowym wytłumaczeniu. Powiedziałbym, że kluczową kwestią jest tutaj małe 
zainteresowanie wśród płci pięknej.

Ostatnie zdanie jest kwestią sporną. Przecież my wiemy, że wcale nie jesteśmy nieliczną grupą. Wystarczy spojrzeć chociażby na licznik odwiedzin mojego bloga, na użytkowniczki portali takich, jak ciacha.net czy kickette.com. A może wrażenie, że kobieta-kibic to zjawisko niszowe, wynika z tego, że połowa z nas boi się, dajmy na to, ujawnić na klubowym forum pod damskim nickiem, obawiając się niezrozumienia lub bolesnej ignorancji? Czy nasze obawy są uzasadnione?

Kamil: Jeśli dziewczyna nie potrafi wymienić chociażby zawodników z wyjściowej jedenastki owego zespołu, ani nie zna podstawowych informacji o drużynie (np.: ''Pepe Reina? Znam, to ten trener Barcelony!''), to żenujące. Natomiast jeśli naprawdę kibicuje, jest to zdecydowanie jej zaletą.

Z bólem przyznaję, że znam oba przypadki. Rozmowa z kompletnym laikiem jest o wiele przyjemniejsza niż dyskusja z kimś, kto ewidentnie nie ma o temacie bladego pojęcia, a stara się udowodnić, że jest inaczej. Nie należy mylić faworyzowania zawodnika z powodu aparycji z wspieraniem drużyny. A właśnie, czy facetom przeszkadza, kiedy ich dziewczyny nie ukrywają przy nic fascynacji gwiazdami sportu? Należy okazać zazdrość, czy zignorować zjawisko?

Maciek: Co do niektórych ''przystojniaków'' mamy bardzo odmienne zdanie, ale z niektórymi typami mojej dziewczyny trudno się nie zgodzić, Borini na przykład. Nie mogę tylko zrozumieć podziwiania zawodników, którzy robili bardzo niedżentelmeńskie rzeczy poza boiskiem. Chociażby zdradzający swoje żony Terry czy Giggs. Dla mnie to, jakimi są ludźmi, skreśla ich.

Oskar: Raczej zignorowałbym to, bo wiadomo, że każdy ma swoich ulubieńców, chyba, że zakrawa to o przesadę. Na przykład kiedy wchodzę do domu, mówię dziewczynie, że kupiłem nowy samochód, a ona ma to gdzieś i oglądając w tym czasie mecz Realu odpowiada: ''Ale piękny zarost ma ten Alonso...''. 

W pierwszej wypowiedzi poruszono bardzo ważną kwestię. Mianowicie my, dziewczyny, gloryfikujemy gwiazdy sportu, muzyki czy kina, a nie zwracamy uwagi na to, że w życiu prywatnym krzywdzą oni swoje żony, córeczki. Co się stało z naszą siostrzaną miłością i wsparciem? Ale to tak na marginesie. Wracając do clou, zastanowiłam się też wspólnie z chłopakami, czy partnerka powinna kibicować tej samej drużynie.


Ricardo: Jak się zakocham, to się zakocham, nie ma zmiłuj. Byłoby idealnie, gdybyśmy chodzili razem na mecze, omawiali taktykę, na pewno nie byłoby nudno... Ale nie jest to konieczność.

Oskar: Jeżeli kibicuje rywalom, to tylko mały minusik, który może przerodzić się w plus. Kibicowanie jednej drużynie byłoby bardzo spójne, ale z drugiej strony troszeczkę nudne. Oczywiście obecnie łaskawszym okiem spoglądam na fanki mojego ukochanego Liverpoolu, ale jeśli poznałbym idealną dziewczynę, a byłaby ona fanką United, to uśmiechnąłbym się tylko pod nosem i dogryzał, jak tylko mógł. Oczywiście w pozytywnym tonie.

Maciek: Po prostu oglądalibyśmy dwa razy więcej meczów.

Adrian: Niekoniecznie. Trzeba rozróżnić miłość, związek, życie prywatne od zainteresowań, upodobań.  (Tak właśnie mężowie tłumaczą się, kiedy ich żony popadają w kompleksy po obejrzeniu zdjęć pań z tych pisemek znalezionych w najciemniejszej części garażu) Ale chciałbym kiedyś trafić na dziewczynę, która nie będzie marudzić, że oglądam mecz, a sama z ciekawością przysiądzie, obejrzy i będzie wraz ze mną dzieliła pasję.

A skoro już przy żonach jesteśmy, to wybiegnijmy lekko w przyszłość. Otóż czytając autobiografię Stevena Gerrarda natknęłam się na zdanie, że cieszy go niezmiernie spokój, jaki zastaje w domu po powrocie ze stadionu. Nikt nie truje mu nad głową, że źle podał w pięćdziesiątej minucie i że nie przelobował bramkarza, a miał szanse na gola do szatni, bo ani Alex, ani ich córeczki po prostu futbolem się nie interesują. Spytałam ankietowanych, czy wizja, w której oni są piłkarzami jednej z czołowych lig i mają żonę, która ogląda uważnie wszystkie mecze i krytykuje każde podanie, im się podoba.

Oskar: Ciężkie pytanie. Raczej nie chciałbym rozmawiać ze swoją kobietą o detalach taktycznych, ale miło by było usłyszeć jej luźną opinię o meczu. Jako, że osobiście żyję futbolem 24h na dobę, nie potrzebuję odpoczynku od niego.

Kamil: Wolałbym z nią o tym nie rozmawiać, chociaż w sumie to zależałoby od samopoczucia. (''Znowu nie strzeliłeś hattricka?! Seksu dzisiaj nie będzie!'')

Maciek: To zależy, ile pracy piłkarz przynosi ze sobą do domu, zainteresowania żony są chyba drugorzędne. Poza tym, żeby zostać żoną piłkarza, musi się w jakiś sposób interesować tematem i pewnie wie, kiedy coś doradzić, zaznaczyć, pocieszyć czy pochwalić za dane zagranie. (Tak siedzę i myślę sobie, że łatwiej po prostu zostać kochanką...)

***
Poznałyście już odpowiedzi na nurtujące nas od wieków pytania, mam nadzieję, że rozwiało to chociaż część waszych wątpliwości związanych z trudami bycia fanką futbolu. Nie ma potrzeby ukrywania się, strach, że powiemy coś nie tak, rzucimy głupią uwagę i staniemy się w oczach mężczyzn ''głupiutkimi kobietkami'', jest irracjonalny. No, pod warunkiem, że nasze ''kibicowanie'' nie wygląda w sposób następujący:

Także tego. Jeżeli jeszcze jakieś pytania zaświtają w waszych głowach, dajcie mi znać w komentarzu, mój sztab ekspertów spróbuję coś na to zaradzić!

PS.: Za pomoc w tworzeniu artykułu serdecznie dziękuję wszystkim chłopakom, którzy zgodzili się na rozmowę. Większości z nich nie znałam wcześniej, a ten mały wywiad był naszą pierwszą wymianą zdań, więc również gratuluję odwagi! A bo mało to zboczeńców się po internecie kręci...? Gorące podziękowania składam również na ręce moich koleżanek blogerek i użytkowniczki 07zielona - dzielnie pomagały mi w zbieraniu materiału. Na koniec, w ramach rozrywki dla władających hiszpańskim czytelniczek, zostawiam wam całą, koszmarnie długą, dwuminutową rozmowę z Ricardo.


08 maja 2013

He came to us from heaven...



                              
Cóż, nie do końca wiem od czego zacząć. Żadne słowa nie wyrażą tego, co czuję. Zupełnie inaczej wyobrażałam sobie moją reakcję. Miałam płakać, a jestem po prostu poruszona. Każdy już chyba wie, że Boss odchodzi. Każdy powoli oswaja się z tą nowiną. Każdy przeżywa to w inny sposób. Niebawem emocje opadną, nad Old Trafford uniesie się biały dym, a oczy wszystkich kibiców z całej Premier League zwrócą się na następcę sir Alexa Fergusona. Na następcę tego, który uczynił Manchester United najbardziej utytułowanym klubem w Premier League. Wyniósł na piłkarskie wyżyny. Człowiek ten będzie miał przed sobą nie lada wyzwanie. Utrzymać kolosa na powierzchni. Wtoczyć głaz jeszcze wyżej.

Ośmielę się powiedzieć, że sir Alex pozostawił drużynę kompletną. Najsilniejszą w porównaniu do ostatnich kilku sezonów. Myślę nawet, że lepszą niż tą z Moskwy. Czasy zmieniają się bardzo szybko. Większość klubów robi postępy. Na naszych oczach rodzą się legendy, krystalizują się drużyny, które sięgać będą o najwyższe trofea. Gdzieś w tle upadają gwiazdy i umierają duchy zespołów. Jednak tego nie widać, to jest tylko marginesem. Na ich miejsce wchodzą młode wilczki wgryzające się i napawające smakiem zwycięstwa. Liga kilka lat temu a liga dzisiaj różną się zasadniczo. Coraz więcej jest "smaczków", agresji i coraz mniej pewności o dobry wynik. Coraz ciężej jest wygrywać i trzymać się kurczowo ścisłej czołówki. Demon pieniędzy napędza karuzelę piłkarską, a ta kręci się o wiele szybciej niż jeszcze całkiem niedawno...

Facet jest cholernym perfekcjonistą. Nigdy w historii Manchesteru United nie będzie drugiego Fergusona. Będą zupełnie inni trenerzy, wcale nie gorsi. Jednak piętno jakie wywarł sir Alex na tym klubie, na całej Premier League jest unikatowe, niezmienne. Na zawsze zostanie zapamiętany jako trener Manchesteru United.
Mawiał często, że nie ma ludzi niezastąpionych. Nie ma. Jego też można zastąpić. Ale nikt oprócz najzagorzalszych rywali Czerwonych Diabłów nie chce tego robić. Bo pozostawia po sobie dziurę, lukę, pustkę obok wspomnianej kompletnej drużyny i wspaniałej historii, którą sam napisał... Nie oszukujmy się, właśnie kończy się pewien rozdział w dziejach angielskiej piłki. Nic już nigdy nie będzie takie samo. No może postępująca siwizna Giggsa i uśmiech na twarzach kibiców. Nie jesteśmy pewni przyszłości. Może nie być kolorowo. Zawsze jednak będziemy mogli wspomnieć to, czego żaden inny klub nie miał.
Odniosę się jeszcze do tej kompletnej drużyny, bo trąbię o niej w co drugim akapicie. Jak to kompletna? Przecież ten sezon wcale nie był taki niesamowity. Co to jest jedna korona? Cóż, myślę że w chłopcach drzemie niezwykły potencjał. Musimy zrobić wietrzenie magazynów. Musimy pozbyć się kilku piłkarzy. To będzie nieuniknione. Ten sezon także wniósł świeżość w nasze szeregi. Kolejny będzie zagadką, której kontury, jednak, znamy..


Odejście Bossa traktowane jest jako tragedię. Niektórzy porównują ją ze śmiercią legendy. Cóż, wydaje mi się, że kto jak kto, ale Ferguson na tamten świat się nie wybiera. Ma tyle pasji, talentów. Nareszcie znajdzie czas na pielęgnację działkowego ogródka... Tylko czy aby na pewno trawa będzie miała ten sam kolor? Kolor marzeń. Z Teatru Marzeń.
                              

05 maja 2013

Podeprzyjcie powieki zapałkami i przeczytajcie: Liverpool 0:0 Everton.

Ledwie żyję, ale żyję. Niby głupie dziewięćdziesiąt trzy minuty siedzenia na tyłku i gapienia się na kilku dobrych piłkarzy i kilkunastu inwalidów, a i tak jestem wycieńczona.

W ten oto sposób kibice Liverpoolu dziękowali kolegom zza rzeki za wsparcie w sprawie Hillsborough. To naprawdę niesamowite- mimo iż niekiedy na boisku w czasie derbów jest ogień, to kibice szanują się i są w stanie udzielić sobie wzajemnego wsparcia. Ale na tym kończą się pozytywy tego spotkania.
Wyszliśmy na mecz składem, który od ostatniego tygodnia nie uległ żadnej modyfikacji. Wyszliśmy, mając w pamięci frajersko stracone dwa punkty w poprzednim spotkaniu, kiedy to najpierw nie utrzymaliśmy prowadzenia, a później, kiedy wydawało się, iż losy meczu jednak się odwrócą, sędzia nie uznał prawidłowo zdobytej przez Luisa Suareza bramki. Wyszliśmy na derby po raz ostatni ze składem zawierającym Carraghera, dla którego był to trzydziesty mecz przeciwko Evertonowi. I zaczęliśmy od faulu Gerrarda w środku pola. 

Myślę właśnie, czy opłaca się omawiać chronologicznie przebieg spotkania, w którym nikomu nic się nie chciało. Nie, nie opłaca się. Więc może po prostu usiądziemy sobie jak starzy, dobrzy znajomi i poplotkujemy o kilku najważniejszych sprawach?

1. Najlepszy zawodnik w czerwonym trykocie. 
Szczerze mówiąc, waham się bardzo. Niestety, nie z tego powodu, że mam zatrzęsienie kandydatów. Po prostu nie wiem, czy większe wrażenie wywarła na mnie waleczność Gerrarda, czy może stalowość Aggera. On jest kuloodporny, mówię wam. Śmiem twierdzić, że gdybym była ze dwa lata młodsza i w dzisiejszym meczu widziała Stevena po raz pierwszy, zakochałabym się bez pamięci w jego precyzyjnych crossach do Sturridge'a, inteligentnych faulach, pracy w defensywie i pięknych oczach. Ewentualnie jeszcze w zgrabnych udach. I może... No, pomińmy to. Natomiast dodać do tych peanów możemy jeszcze jego rzut wolny z trzydziestej drugiej minuty, któremu dosłownie centymetrów brakowało do transformacji w wyjątkowej urody bramkę. Ehh, gdyby ktoś mógł przed każdym meczem wmawiać naszemu kapitanowi, że zaraz wyjdzie na Everton... Malutkie plusiki postawiłam też przy nazwiskach Lucasa i Coutinho, bo ten pierwszy naprawdę wreszcie obudził się z porekonwalescencyjnego letargu, drugi natomiast może grać z uciętą nogą, a i tak będzie błyszczał geniuszem. Zastanawiam się, co zrobić z Carragherem, ale po znajomości chyba też zaliczę go do Grupy Tych, Którzy Jakoś Tam Jednak Grali. W końcu dostał niesamowicie trudne zadanie, gdyż w polu karnym musiał przedzierać się przez gąszcz włosów Fellainiego. Krył go raz lepiej, raz gorzej, ale przeżył, więc punkt dla niego. 

2. ''Niezłe centry Enrique'', Glen Johnson i inni przegrani.
Nie mam pojęcia, gdzie komentator widział tę ''niezłość'', ale na pewno nie w celności tychże podań. Gra Jose naprawdę dzisiaj bolała, i to bardzo. Nie wiem, czy ja za dużo od niego wymagam?
Glen za to dzisiaj w ogóle pozostawał poniżej krytyki przez całe spotkanie. Był ogrywany przy każdej możliwej okazji, psuł wypracowane przez kolegów akcje, i w ogóle dajcie mi Kelly'ego. Kolejna Złota Malina futbolu wędruje dziś do Sturridge'a. No bo kto to widział, być tak samolubnym w takim meczu? Panie, popisywać to się pan możesz z Newcastle przy stanie 6:0. Poza tym, czas chyba powtórzyć naszą mantrę: brakowało wykończenia.

3. Zmiany, zmiany.
Najpierw Borini za Hendersona, później Skrtel za Downinga, co w efekcie dało ustawienie przed bramką Reiny trzech obrońców ze Słowakiem w środku i przesunięcie Glena i Jose na skrzydła. Cieszę się, Brendnan, że jesteś optymistą, ale ta dwójka naprawdę do niczego się dziś nie nadawała. Oczywiście spuściłabym na to zasłonę milczenia, gdyby zaproponowane przez trenera zmiany były dla nas korzystne. Jednak Borini, po obiecującym początku z ubiegłego tygodnia, nagle zapomniał, że toto okrągłe czarno-białe   się kopie i sprawiał wrażenie dziecka wpuszczonego do sklepu z zabawkami - był tak oszołomiony, że nie wiedział, gdzie biec najpierw. Chyba czas powiedzieć już, że brakuje nam Suareza, prawda?
Podejrzewam, że Delfina była dziś najszczęśliwszym dzieckiem na świecie - tylu pajaców na jednym boisku na raz...

4. Fellaini. 
Wybaczcie, ale ja czuję się troszkę pokrzywdzona. Jakbym sama od niego łokciem z pięć razy dostała. Bo pracował, oj pracował nieprzepisowo. Niestety, nikt tego jakoś nie zauważył, ale czy to pierwszy raz?
A mówią, że to Suarez jest brutalem... Nawiasem mówiąc, powiedzcie, jak to zrobić, żeby podkraść Evertonowi Jagielkę. Niesamowity instynkt, bardzo przyjemnie patrzyło mi się na jego grę w obronie. A skoro już jesteśmy przy obronie i niesprawiedliwym traktowaniu, to należy chyba wspomnieć o sytuacji z pięćdziesiątej piątej minuty, kiedy Distin strzelił bramkę, która została przez sędziego nieuznana z powodu faulu, otóż ten sam zawodnik podobno oparł się o Carraghera. Podobno, bo gdyby mnie wzięto na tortury, powiedziałabym, że przewinienia nie było, ale cii, nikomu nie mówcie. 

Na koniec, starając się przepędzić jakoś ten pomeczowy marazm, chciałam pokazać wam najbardziej profesjonalną wymianę zdań, na jaką było stać dwie największe kibicki LFC w Polsce tuż po końcowym gwizdku.