20 kwietnia 2013

Poznajmy się lepiej, cz.1

Zachęcone odzewem z okazji pięciu tysięcy wyświetleń i nastawione na jeszcze huczniejsze uczczenie naszego małego sukcesu, postanowiłyśmy zabawić się w stworzenie najbardziej oklepanego blogowego wpisu, czyli pokazać wam nasz alfabet. Abstrahując od faktu, że to pomysł stary jak Carragher i wykorzystany już na wszystkie możliwe sposoby, wydaje się nam, że każda okazja jest dobra, do lepszego ''poznania się''.  Czekamy oczywiście na wasze alfabety w komentarzach. A więc zaczynamy!

A.
Ala.
Współprowadząca bloga, czyli Red.Alice. Poznałyśmy się poprzez wzajemne komentowanie naszych pierwszych blogów. Przyznam szczerze, wtedy czułam między nami element rywalizacji, bo obie dostawałyśmy podobną ilość uwagi czytelniczek, poruszałyśmy podobne tematy, miałyśmy podobny styl. Zaczęłyśmy rozmawiać już po mojej rezygnacji z poprzedniego bloga i -z ręką na sercu- warto było to zrobić tylko dlatego, żeby Ala później znalazła drogę kontaktu ze mną i spytała, co mi, do stu tysięcy bromance'ów Evry i Suareza, do głowy strzeliło, żeby znikać z blogowego światka.

B.
Bayern Monachium.
Cóż tu dużo tłumaczyć, chyba każdy, kto kiedykolwiek interesował się Budesligą w czasach, kiedy Lewandowski przewracał się, biegnąc po linii prostej (wiele się nie zmieniło...), wie, że nie da się uniknąć sympatyzowania z jedynym FCB, który dam radę oglądać dłużej, niż pięć minut.

C.
ciacha.net
Odkryte w okolicach roku 2008. Chyba niedługo zacznę ubiegać się o jakieś odszkodowanie z tytułu ubytków w mózgu, jakie pozostawił po sobie ten serwis. Kiedyś byłam normalną, lubiącą oglądać mecze dziewczyną. Później nagle weszłam na ten portal i odkryłam, że nogi piłkarzy nie są do biegania, tylko do podobania się dziewczynom, że nie zdejmują oni koszulek po meczu, żeby się nimi wymienić, tylko żeby fanki mogły sikać z radości na ich widok, że nie chodzą oni cały czas w stroju piłkarskim, tylko mają tysiące stylizacji tylko po to, żebyśmy miały o czym plotkować, no i że połowa ich zarobków pochodzi z reklam, a nie z premii za mistrzostwa. I nagle sposób patrzenia na zawodników zmienił mi się o sto osiemdziesiąt stopni. Z tego miejsca chciałabym przeprosić wszystkich piłkarzy, których doklejałam do mojego zdjęcia i z którymi swój ślub planowałam, to musiało być dla nich bardzo bolesne.

D.
Dudek.
Wszystko zaczęło się od niego, a właściwie od mojego taty, który kiedyś położył pilot od telewizora na górnej półce, żebym nie mogła go dosięgnąć, i powiedział, że albo teraz oglądamy mecz, bo przecież Polak w finale Ligi mistrzów gra, albo idę spać. No to oglądałam. Ah, to były te piękne czasy, w których na bazarku można było kupić koszulki Liverpoolu z wszystkimi możliwymi nazwiskami, mało brakowało, a zaczęliby robić takie z Żurawskim i Żewłakowem, też pewnie by się sprzedawały na fali popularności klubu Polaka-bohatera.

E.
Everton.
Przyznam szczerze, że nigdy nie udało mi się wykrzesać choć krzty prawdziwej nienawiści do tego klubu. Zawsze derby Merseyside budziły większe emocje od pozostałych meczów, ale pozostawały raczej ciekawostką, niż bitwą. Cóż, niestety, w kwestii nienawiści to Manchester United dzierży palmę pierwszeństwa.

F.
Fernando Torres.
Pierwszy i jedyny mężczyzna, który złamał mi serce. Jego okres świetności przypadał akurat na czasy, kiedy ja wkraczałam w bardzo zobowiązujący wiek gimnazjalny. Zobowiązujący do robienia największych głupot w życiu, oczywiście. Jedną z nich na pewno było zaufanie Torresowi do tego stopnia, że udało się mu nabrać mnie tuż przed transferem. Ale nie powiem, że był to bezowocny romans. Nie wiem, jak wielką moc miały jego tamtejsze blond pióra, lecz wystarczyło jej, by nakłonić mnie do nauki hiszpańskiego... Mówiłam, że to był okres robienia największych głupot.

G.
Gomez Mario.
Moja... poczekajcie, policzę... czwarta piłkarska miłość. Podczas Euro 2008 byłam z niego cholernie niezadowolona, nie znosiłam go i miałam ochotę wystrzelić w kosmos, żeby poszukał wszystkich piłek, które posłał tam, zamiast trafić w bramkę z trzech metrów. Ale później koleżanka pokazała mi pewne zdjęcie. A ja wrażliwa na piękno jestem...


H.
Hiszpania.
Kraj niby piękny, futbol niby porywający, a do mnie jakoś nie trafia. Zawsze miałam ciągoty do tego języka, muzyki i do Torresa. Ale nic poza  tym. Niestety, w przypadku tego ostatniego, nasiliło się to do tego stopnia, że -chcąc zrozumieć jego wywiady- wybrałam się do dwujęzycznego liceum wbrew wszystkim i wszystkiemu. Niby nie żałuję, fajnie znać język, ale ludzie nie przestaną na mnie patrzeć krzywo dopóty, dopóki będę się upierać, że zamiast wyjeżdżać do Hiszpanii na wakacje, wolałabym Anglię. Półwysep Iberyjski i jego mieszkańcy, z którymi styczność mam praktycznie codziennie, bardzo mi spowszednieli. Ale po reakcjach dziewcząt w szkole, które piszczą na widok moich hiszpańskich nauczycieli, widzę, że jestem ze swoimi odczuciami zupełnie odosobniona.

I.
Istambuł.
Co tu dużo pisać. Mecz-legenda, obejrzany już na pewno dwucyfrową liczbę razy, najlepszy poprawiacz humoru i jednocześnie wzruszacz na świecie.

J.
Jagiellonia.
Czasami nachodzą mnie myśli, że to nie fair, iż z lokalną drużyną mam tak niewiele wspólnego i postanawiam to zmienić, ale na postanowieniach się kończy.

K.
kulka177 (pewnie zgubiłam jakąś siódemkę, wybacz, Patrycjo!).
Odezwała się do mnie, kiedy pisałam jeszcze pierwszego bloga. Spryciara, wiedziała, jak mnie podejść, bo zapytała o Gerrarda. Więc ja, będąc w siódmym niebie, ochoczo weszłam w konwersację i tak nam zostało. Do dziś. 


L.
Lewandowski Robert.
W moim przypadku to przykry temat. Niestety. Otóż zachowałam się nie jak kibic, a jak zaborcza narzeczona. Lewandowski przechodzi ze Znicza do Lecha? Fantastycznie, zaczęłam oglądać mecze Lecha. I to całkiem intensywnie; przyznam, że polubiłam całą drużynę, bo trafiłam akurat na okres największych tryumfów w Pucharze UEFA- ciężko było nie docenić chłopców po meczu z Grasshoppers czy Austrią Wiedeń. A później on sobie odszedł do Borussii i na nic zdało się tłumaczenie, że jest mu to potrzebne do dalszego rozwoju. Romans się zakończył, zostałam przy Lechu i nie 'wyemigrowałam' za nim do Dortmundu. Co więcej, nagle zaczął mnie irytować, z resztą, chyba wcale nie bez powodu. Ale cóż, zanim to nastąpiło, przeżyłam szereg przyjemnych chwil związanych z sympatyzowaniem się z Lechem.
Cóż, prześladowanie sławnych osób na facebooku mam chyba we krwi.

M.
Magazyny sportowe. 
Kto to widział, żeby dawać dwunastoletniej dziewczynce 'Piłkę Nożną'? No cóż, mój tata. I udało mu się przede wszystkim wyleczyć mnie z uzależnienia od plakatów z Bravo Sport i wycinania stron ze sportem ze Współczesnej. Ale skutkiem ubocznym jest to, że zwyczaj czytywania słowa drukowanego mi już został i sterta magazynów sportowych w moim pokoju powoli zaczyna sięgać sufitu. W życiu nie zgodzę się z tymi, którzy twierdzą, że nie potrzebują prasy, bo wszystko można znaleźć w internecie. 

N.
Niezależność. 
Cecha, którą cenię sobie u innych i staram się wypracować ją u siebie. Zaczęło się od wrzucenia na głęboką wodę i wybycia do Białegostoku trzy lata temu. Oczywiście nie mogło obyć się bez problemów, bo koleżanki, które miały ze mną mieszkać, szybko okazały się tylko ''koleżankami'' i zostałam sama. Przez dwa miesiące metodą prób i błędów poznawałam drogę z nowego domu do szkoły. Ale wkrótce samodzielność zaczęła mi się szalenie podobać. Z tego miejsca chciałabym przeprosić wszystkie znajome ze szkoły, z którymi nie chcę pracować w grupie na zajęciach, bo wolę zrobić wszystko na własną rękę....

O.
Opowiadania fan fiction.
Tak często poruszam ten temat na blogu, bo tak naprawdę bardzo lubię je czytać, porównywać, oceniać. Z pisania już wyrosłam, ale przyznam szczerze, że dobre kilka lat temu i mnie dotknęła ta plaga...

-Jesteś pewna, że to dobry pomysł? - Mira nerwowo splotła palce -Przecież twój brat nigdy mnie nie lubił.
-Niby skąd to wiesz? Widział cię może ze trzy razy, kiedy byłaś jeszcze gówniarą. - szczupła brunetka skarciła koleżankę, nie przebierając w słowach -W końcu obiecałam ci, że jakoś pomogę, a nie widzę innego sposobu. No zgódź się... 
-No dobrze już, zamieszkam z twoim bratem. 
[teraz następuje długa retrospekcja, którą pominiemy]
-Dziewczyno, zapukasz wreszcie, czy nie? - Ebru zdenerwowała się, widząc, że jej przyjaciółka już czwarty raz podejmuje tę ja pierniczę, napisałam 'tę' zamiast 'tą' mając jakieś 11 lat, jestem geniuszem! próbę i za każdym razem cofa rękę. W końcu zebrała się w sobie, zacisnęła zęby i zapukała. Kiedy drzwi się otworzyły, stanęła oko w oko koko koko euro spoko z najbardziej brązowymi z brązowych oczu, jakie w życiu widziała. Wiele razy słyszała, że Serdar Tasci to najgorętszy towar w mieście skąd ja znałam takie określenia? , ale zawsze śmiała się z tego. Mógł być sławny, przystojny i bogaty, ale dla niej i tak najważniejszy był charakter to mi się trochę priorytety pozmieniały.
-Cześć, słyszałam, że szukasz gosposi... 

Nie, przepraszam, dalej nie mogę, koniec tej zabawy. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co musiało mną kierować, pisząc te farmazony. Papier zniesie wszystko, a ja mam trzydzieści rozdziałów tego soft porno.

P.
Przemek Rudzki.
Tu należy się wam kilka słów wyjaśnienia w związku z moją wczorajszą eksplozją fangirlingu. Sorx, Przemas. Wiem, że masz żonę. Otóż kilka tygodni temu z letargu podczas lekcji języka polskiego (akurat zapomniałam krzyżówek, sudoku, albo chociaż książki do matmy, co ja tam niby miałam robić...) wyrwał mnie głos nauczycielki, a dokładniej mówiąc, jedno słowo: m a t u r a. Kiedy już dotarło do mnie, że nie przespałam całego roku i nie piszemy matury za miesiąc,  a jedynie musimy wybrać temat na prezentację, byłam wręcz wniebowzięta. Mina lekko mi zrzedła, kiedy zerknęłam na listę, bo tylko jeden wydawał się być w moim zasięgu i dotyczył analizy języka komentatorów sportowych. Jeszcze zanim zadzwonił dzwonek na przerwę, wiedziałam już, że chcę poprosić o pomoc kogoś, kto zna problem od środka, a Szpakowski akurat nie odbierał mojego telefonu, więc padło na Rudzkiego. Nie wiedziałam o nim wiele, ale urzekł mnie jego komentarz w meczu Liverpoolu z Aston Villą i zdecydowałam, że spróbuję. Pewnie gdybym wtedy zrobiła odpowiedni risercz, gdybym widziała, jak lakonicznie odpowiada na wiadomości na twitterze, i jakich ostrych słów używa do dyskusji na swoim blogu, wystraszyłabym się i nie podjęłabym się tego za żadne skarby świata. Ale będąc nieświadomą tego, na co się porywam, wystosowałam najbardziej profesjonalną wiadomość, na jaką było mnie stać. 
Jak widzicie po długości suwaka z prawej strony, materiał udało mi się zebrać z nawiązką, i jestem z tego powodu niezmiernie szczęśliwa. Najzabawniejsze było to, że wysłałam tę wiadomość w dniu, kiedy LFC grali mecz, który on komentował. Przez okrągłe dziewięćdziesiąt minut nie mogłam przestać się uśmiechać. Zwłaszcza, że później obejrzałam kilka filmów zza kulis jego programu w C+ i dodatkowo zaczęłam jeszcze piszczeć z wrażenia. Taaaakże teeego...

R.
Reprezentacja. 
O dziwo, najmniej do powiedzenia mam na temat tej polskiej. Pamiętam piękne czasy, kiedy flaki wypruwałam kibicując chłopcom przed telewizorem, ale jako że to miało miejsce wtedy, kiedy w naszej kadrze było przynajmniej trzech łysych panów i Jacek Krzynówek, to wiecie już, że owe czasy dawno minęły. Teraz została tylko krew, pot, łzy i Lewandowski, a ja nie mam ochoty się w to nadmiernie angażować. Z resztą, już dawno kupili mnie Niemcy i nie potrafię pozbyć się nawyku kibicowania im w każdym większym turnieju. 

S. (to zdecydowanie moja ulubiona literka)

T.
Twitter.
Na początku nie widziałam zupełnie zalet tego tego serwisu. Ale teraz już wszystko rozumiem. Pewnego dnia weszłam tam i zobaczyłam coś, co odmieniło moje życie. 
U. 
Unilivercity.
Pomysł na bloga zrodził się podczas wspólnej debaty na piłkarskie tematy joł ta, dats rap werszyn. Cała nasza trójka tęskniła za pisaniem, więc postanowiłyśmy wznowić działalność, tym razem w tandemie. Mimo, że nie jest to twórczość najwyższych lotów, sprawia mi nieopisaną przyjemność. 

W.
Wembley.
Moje jeszcze niespełnione marzenie. A moja niewiemnicosporcietomainstreamowarozrywkadlamas przyjaciółka mawia: ''Pamiętam Wembley '74, Wojciech Fibak zdobył rzut za trzy punkty na dystansie trzech kilometrów...''.

Z. 
Zajebisty przepis na ciasto znalazłam, idę piec. 

19 kwietnia 2013

4 wady związku z kibicem.

Kiedy spodenki piłkarskie sięgały mi do kostek, na Liverpool mówiłam ''liwelpul'' i wycinałam z Teletygodnia artykuły o Gerrardzie, byłam pewna, że to właśnie on będzie moim chłopakiem. Bo przecież to ideał mężczyzny, młody, bogaty, ładnie ubrany (a przynajmniej raz w tygodniu był ładnie ubrany- kiedy wychodził na boisko), wygadany, przystojny... I jeszcze zna przynajmniej dziesięciu innych przystojnych i bogatych piłkarzy, więc gdybym chciała odmiany, mogłabym przebierać, jak w ulęgałkach.

Kiedy odrobinkę podrosłam i zorientowałam się, że to marzenie się nie spełni, trochę je doprecyzowałam. OK, przeżyję bez ślubu z kapitanem ukochanej drużyny. Ale niech mój wybranek będzie chociaż jej kibicem! Oczyma wyobraźni widziałam nas wspólnie na stadionie, na derbach, po których wygraniu mój chłopak-kibic-multimilioner wyciąga pierścionek z kilogramowym brylantem i prosi mnie o rękę, po czym dostaje w twarz od jedenastu piłkarzy, którzy chcieli zrobić to samo. Ja oczywiście zgadzam się i żyjemy dłużej i szczęśliwiej, niż to zwykle w bajkach  bywa, bo przecież jesteśmy wyjątkowi.

Czy naprawdę byłoby tak różowo? Czy taki związek to same zalety? Nauczona empirią mówię wam: nie!

1. Kłótnie o taktykę, transfery i trenerów.

Piękne, niedzielne popołudnie, piękny niedzielny, popołudniowy mecz, burza w szklance wody. Krzyczycie na cały blok, wasze dziecko notuje nazwiska zagranicznych piłkarzy, bo wydaje się mu, że to jakieś egzotyczne przekleństwa i koledzy na podwórku takich nie znają, a ty gonisz męża ze ścierą po całym domu wrzeszcząc:
-To za to, że za mało gramy skrzydłami, a ty upierasz się, że środkiem! Amator! Nie takiego cię pokochałam!- na co on odpowiada, że wyprowadza się do mamusi i żąda podziału majątku. Tobie natomiast wydaje się, że jest najgłupszym indywiduum pod słońcem, skoro nie podoba mu się fryzura Hendersona chce wystawiać zawodnika X na prawej flance, podczas gdy ty wolisz tam zawodnika Y.

2. On jest zazdrosny o twoich ulubionych piłkarzy.

Masz na ścianie zdjęcie Stevena Gerrarda. Masz w szafie zdjęcie Stevena Gerrarda. Masz je też w kuchni. W telefonie. Skarpetki z Gerrardem. Majtki z Gerrardem. Przesadziłam. Podczas meczów produkujesz hektolitry śliny na widok jego pięknych nóg, a wieczorną modlitwę kończysz słowami: ''Panie Boże, spraw, żeby Alex Gerrard w końcu zatrzasnęła się w solarium.''. A twój facet? Cóż, potajemnie wrzuca wszystkie oszczędności do skarbonki z napisem ''NA OPERACJĘ PLASTYCZNĄ''...


3. Ty jesteś zazdrosna o jego ulubionych piłkarzy.

Nosi cię, kiedy twój mężczyzna, zamiast zapytać się grzecznie o zdanie ukochanej, pędzi do fryzjera ze zdjęciem swojego idola. Chce nazwać waszego synka jego imieniem. Masz pewne podejrzenia, że po kryjomu już nazywa tak waszego psa. A kiedy jego idol strzeli gola, z radości odpala fifę i zdobywa nim dziesięć bramek przeciwko Barcelonie. Cóż ty, biedna, możesz wtedy zrobić? Może poćwiczyć trochę piłkarskie triki?


4. Nie możecie oglądać meczów razem. 

No bo tak: kiedy ty oglądasz mecz, musi być wszystko idealnie przygotowane: przyciemnione światło, grono chichoczących koleżanek, zdrowe przekąski, malowanie paznokci w przerwie i obowiązkowe ocenianie butów piłkarzy. Kiedy on ogląda mecz, musi być piwo, słone żarcie, rechoczący kumple włażący z butami na twój puszysty dywan w salonie i używający wdzięcznych określeń przymiotów wybitnie męskich do krzyczenia na co drugiego piłkarza drużyny przeciwnej. Sędziemu też się dostaje. Okrzyki radości brzmią tak samo, jak te zawodu, i zaczynają się na ''k''. O kurka wodna. Przecież tych dwóch światów nie da się połączyć. Można tylko kupić dwa telewizory...

5. Nie, jednak się przeliczyłam... Aż tylu wad nie jestem w stanie znaleźć.

----------------------------------------------------------------------------
Wpis ten jest małym rozładowywaczem rosnącego napięcia związanego z ogłoszeniem wyników naszego konkursu, który rozstrzygniemy na dniach, a zwyciężczyni już w niedzielę spodziewać się może radosnej wiadomości w swojej skrzynce mailowej.


14 kwietnia 2013

96.


I. 
Siedzisz, dłubiesz patyczkiem w ziemi i patrzysz na drogę w stronę, z której, jak się spodziewasz, przyjedzie tata. Nie wiesz, czy mu się udało, ale nie dopuszczasz do siebie innej myśli. 
-Sarah!- krzyczysz, kiedy z daleka słyszysz warkot znajomego silnika. Siostra przybiega co sił w nogach, jedną ręką ocierając czoło spocone po ciężkim wysiłku- od rana sprzątała starą szopę. Mało brakuje, a biegałybyście dookoła taty, który ledwie zdążył wysiąść z auta, takie jesteście rozentuzjazmowane. Czekacie. 
-Masz?
-Jak zawsze.- uśmiecha się pod wąsem.

II.
Co się dzieje, przed chwilą to żelazko było jeszcze ciepłe! Ze zrezygnowaniem wzruszasz ramionami, chwytasz kurtkę i wybiegasz przed dom. Brr, zimno. Narzucasz ją na siebie, zakrywając Czerwonego Ptaka na twojej piersi. 

III. 
-Chcę stać, będę lepiej widzieć!- spoglądasz na rozentuzjazmowaną siostrę. Spokojnie mała, wystoisz się na Wembley, na finale, myślisz. Ale zgadzasz się, ciągnięta już za rękę przez Sarah. Ściskasz bilet w spoconej z emocji dłoni. Oglądasz się przez ramię - wszędzie czerwono. Do licha, przecież oni wszyscy nie zdążą wejść przed pierwszym gwizdkiem, nie przy takiej drobiazgowej kontroli! Ale chrzanić to, ważne, że jesteś już na trybunie i w tłumie wypatrujesz znajomych. Tata został na dole, poszedł kupić sobie kawę. Jak można przegapić pierwszy gwizdek?

IV. 
Śpiewasz, ile sił w płucach, a jest tak głośno, że nie słyszysz własnego głosu. Kątem oka widzisz, że jakiś rudy chłopak siedzący kilka rzędów dalej uśmiecha się do ciebie. Trącasz siostrę łokciem, chcesz pokazać jej, kogo zainteresowanie wzbudziłaś. Ale kiedy podnosisz głowę, już go nie odnajdujesz, zamiast jego ognistej czupryny jest  tylko płynący tłum. Nagle czujesz uderzenie, napór. 
-Hej, bez popychania, ok? Tu się ogląda!- chcesz się odwrócić, ale jest tak ciasno, że nie możesz się ruszyć. 
-...i nigdy nie będziesz szedł sam!- zaintonowało trzydzieści tysięcy gardeł, do których dołączały co raz to nowe, wchodzące na stadion głosy. Zaśpiewałabyś razem z nimi, gdyby tylko troszkę się cofnęli i przestali cię tak chamsko popychać...

V.
-Sarah! Sar...- chcesz krzyczeć dalej, ale jakaś ciężka smoła zalewa ci płuca, a z gardła wydobywa się prawie że zwierzęcy jęk rozpaczy, świetnie współgrający z tnącym powietrze zgrzytem rwanych metalowych siatek. Nagle czujesz pod policzkiem wilgoć murawy. Co się dzieje, dlaczego oni wszyscy wbiegli na boisko, zwariowali, czy jak, przecież tak nie można! Ledwie słyszysz własne myśli, wydaje ci się, że każda, każda z osób wypływających falą z trzeciej i czwartej trybuny pieczołowicie odciska obcas swojego buta na twojej piersi z Czerwonym Ptakiem. Ale to nie oni. To powietrze tłamsi twoje wnętrzności. Długo to jeszcze będzie trwało? Kiedy skończy się ten ból? To twój umysł generuje pożądane dźwięki, czy naprawdę słyszysz karetki?
-Sarah! Niech jej ktoś pomoże!

VI.
Rozklejasz powoli powieki. Ze zdziwieniem stwierdzasz, że już po wszystkim, nic cię nie boli. 
-Siostrzyczko!- odwracasz się na dźwięk znajomego głosu. Padacie sobie w ramiona. -Nic ci nie jest?- szczęśliwa, ze łzami w oczach, kręcisz przecząco głową. Podnosisz wzrok. Wokół czerwono. Tak jak przed wejściem w bramę stadionu, wtedy, pół godziny po drugiej. Tylko że teraz nikt nie śpiewa, nikt nie skacze i nie przestępuje nerwowo z nogi na nogę, żeby wejść na stadion. Oni wszyscy leżą. Ale co to? Niektórzy podnoszą się nagle i z uśmiechem na ustach pomieszanym z lekkim zdziwieniem w oczach spoglądają na siebie, jakby pytali: ''Cholera, co z tym meczem, przecież zapłaciliśmy za bilety! Spóźniliśmy się?''. Nagle dostrzegasz w tłumie tatę i mamę. Stoją przytuleni. Mama płacze. Wołasz ją, machasz, ale nie widzi cię, nie może cię zobaczyć. Obserwujesz, jak ktoś podchodzi do niej i podaje jej twoją spinkę i pierścionek, który dostałaś na piętnaste urodziny. Ściskasz Sarah za rękę, słysząc rozdzierający serce krzyk rozpaczy. Ale ty już nie masz serca, masz tylko duszę. Umarłaś.


***

To tylko jedna z dziewięćdziesięciu sześciu podobnych historii z piętnastego kwietnia 1989 roku. Wszystkie łączy jedno - taki sam tragiczny finał. Co było dalej, wszyscy wiemy. Problemy z odnalezieniem zmarłych,  The Sun, rozprawy, wmawianie rodzinom ofiar, że ich bliscy zmarli bezboleśnie, oskarżenia i miliony, miliony łez. Nie cofniesz już ich. Nie cofniesz czasu. Ale zadbaj, by ocalić pamięć o prawdzie. 

08 kwietnia 2013

KONKURS!

Witamy was dzisiaj w ten jakże piękny i słoneczny (wreszcie!) dzień. Chciałybyśmy powiedzieć wam, że sprawiłyście nam ogromną radość. Czym? Spójrzcie tylko:
Jest to dla nas niesamowicie ważne i pragniemy odwdzięczyć się wam za wspieranie nas w rozwijaniu naszych pasji, za dyskusje o udach Gerrarda, za docenianie naszych profesjonalnych tabelek, rankingów, zestawień i analiz, za WSZYSTKO. Dlatego też przygotowałyśmy mały konkurs. Co należy zrobić, by wziąć w nim udział?
1. W komentarzu pod tym postem napisz, co zrobiłabyś, gdybyś przez jeden dzień mogła wejść w ciało twojego ulubionego piłkarza.
2. Na końcu komentarza podaj swój adres mailowy (udział mogą wziąć również osoby niezarejestrowane w Google). Potrzebne jest nam to do skontaktowania się w celu przesłania zwycięzcy drobnej nagrody. Wyniki ogłosimy 22.04.2013.


07 kwietnia 2013

O wszystkim i o niczym, czyli jakiej muzyki słuchają piłkarze?



Miałam wielką ochotę zacząć rozprawiać o udach Gerrarda, klacie Carry i uroku Skrtela, ale pohamowało mnie coś. Mianowicie red.alice pewnego dnia podsunęła mi świetny pomysł na wpis. Temat brzmi bardzo zachęcająco: „Czego słuchają piłkarze?”. Pytanie zagadka, bo przecież nie możliwe jest bieganie i wypytywanie każdego piłkarza przed meczem jaka muzyka go uspokaja bądź zagrzewa do walki. Dajmy za przykład takiego Gerrarda, bo przecież nie podejdę i nie wypalę do niego z takim tekstem: „Steve co teraz słuchasz? Wiesz no muszę sobie coś ustawić na dzwonek”. Reakcja na pewno byłaby ciekawa, ale nasze pierwsze spotkanie zaplanowałam inaczej :D Tak, więc poniżej znajdziecie informacje do jakich udało mi się dokopać. Jak pewnie wiecie mam też bzika na punkcie Hiszpanii, więc pojawia się też tamtejsi piłkarze, ale i jeden ostatnio dość rozszarpywany kąsek czyli pewien Niemiec.

Specjalnie dla pomysłodawczyni zacznę od jej ukochanego Manchesteru United :D

Wayne Rooney


Przed ćwierćfinałowym meczem z Włochami na EURO 2012 Roo jako jedyny udostępnił za pomocą Twittera i Facebooka swoją playlistę, która miała go relaksować w ostatnich chwilach przed czekającym go meczem. Oto ona w całej okazałości:












W 2008 roku Wayne ozdobił swoje ciało tatuażem z zaskakującym napisem "Just Enough Education To Perform” (w wolnym tłumaczeniu: "Wystarczająco wyuczony do gry"), media uznały, że to na cześć jego  ulubionego zespołu – Stereophonics, którego album wydany w 2001 roku nosił tę nazwę. Jednak istnieje druga interpretacja, która mówi o wykształceniu  Rooney’a. Jak wiemy szybko opuścił szkolne mury, aby poświęcić się futbolowi, więc ten napis może w jakiś sposób to „obrazować”




Ciekawostką jest to, że właśnie ten zespół grał na jego weselu z Coleen Rooney (McLoughlin)

"Zagraliśmy ponad godzinę. Głównie nasze największe przeboje i piosenki, o które prosił Wayne. Było świetnie" - wspominał weselny recital Kelly Jones, lider Stereophonics.




Tom Cleverley


Tom bardzo lubi brzmienia R&B, a jego ulubionymi  piosenkarzami są Drake i Jay-Z. Jednakże jego ulubioną piosenką jest „This Is The One” zespołu The Stone Roses. Ciekawostką jest to, że ta piosenka jest grana gdy Czerwone Diabły wchodzą na murawę Old Trafford, a pomysłodawcą tego jest sam Gary Neville.







 Rio Ferdinand


Angielski obrońca jak większość kolegów z drużyny uwielbia rap. Jednak jego bohaterem z dzieciństwa był Michael Jackson. Do tej pory słucha jego utworów.  


- Michael Jackson był moim bohaterem w dzieciństwie. Byłem poruszony, kiedy skończyłem z nim rozmowę. On zaprosił mnie na jeden ze swoich koncertów, po którym mamy porozmawiać w garderobie. Kiedyś, gdy kupiłem jego pierwszy album, to nawet nie marzyłem, że z nim porozmawiam w przyszłości - powiedział Rio Ferdinand.

<Czy po tych słowach wyobraziłyście sobie małego Rio, który słysząc "Billie Jean" zostawia piłkę i na samym środku wykonuje moonwalk?>



Sir Alex Ferguson



Upodobania muzyczne samego Bossa zdradził Michael Carrick. Powiedział, że trener słucha Franka Sinatrę i bardzo denerwuje się jak ktoś mu przeszkadza.



Na pewno przeraził was Sinatra, bo mało kto w dzisiejszych czasach go słucha. Mam dla was lekkie rozjaśnienie. Jeżeli kiedyś oglądałyście serial „Świat według Bundych” to kojarzycie zapewne piosenkę tytułową. Jest nią wpadające w ucho i pamięć „Love and Marriage” właśnie Sinatry. 








David de Gea

Hiszpańska cząstka Manchesteru zaskoczyła mnie pozytywnie. David bardzo lubi zespoły rockowe i metalowe tj. Avenged Sevenfold czy Metallica. Jednak skarży się na kolegów, którzy jęczą i narzekają gdy puści je w szatni. Do listy jego ulubionych piosenek ostatnio dołączyła „This Is The One” zespołu The Stone Roses czyli ta sama piosenka, która urzekła Toma C. :D





Lukas Podolski




Napastnik Arsenalu strzela gole dla Reprezentacji Niemiec, a jednak słucha polskiej muzyki. Kiedyś wyjawił, że przed meczem puszcza sobie Mezo i jest już w pełni naładowany. Oprócz tego w jego słuchawkach rozbrzmiewają również inni polscy wykonawcy np. Peja czy WWO.




Steven Gerrard

Steve czyli miód na zbolałe serce każdej fanki. Od czego tu zacząć. Steven jest fanem Kings of Leon, a jego ulubioną piosenką jest „Sex on Fire”. Nie wiem czy wiecie, ale Steve broni swoich uszu i nie pozwoli, aby były kaleczone byle jaką muzyka. Pewnego dnia Steve będąc w klubie usłyszał jakieś nieinteresujące go piosenki. Poprosił DJ-a, aby puścił coś bardziej sensownego, lecz ten nie chciał i w taki sposób doszło do bójki, za którą groziło mu 5 lat więzienia. Ehhh dalej nie mogę uwierzyć, że Steven człowiek, który jest dla mnie najspokojniejszym na tym globie wszczął bójkę *nigdy nie uwierzy*









 < 1:21 Czujecie dreszcze jak Steve wypowiada „Sex on Fire”? >



Jamie Carragher

Najlepszy przyjaciel Stevena gustuje w zupełnie innym repertuarze. Pytany o ulubione piosenki na karaoke stwierdził, że zaśpiewa wszystko z repertuaru The Beatles, ale stwierdził, że śpiewanie nie wychodzi mu najlepiej. Zapytany również o 3 najczęściej odtwarzane piosenki to podał następujące tytuły:

The Beatles –  „In My Life”



Oasis –  „Don't Look Back In Anger”




The Arctic Monkeys. - „Fluorescent Adolescent”





Fernando Torres

Objawienie światowego futbolu, najbardziej bramkostrzelny Fernando T  jest wielkim fanem Kasabian.  W jednym z wywiadów powiedział „Kasabian to najlepszy Brytyjski zespół od czasów The Beatles” Jak wiemy El Nino *Boże moja klawiatura chyba pierwszy raz widzi to słowo* przed meczem z Francją na MŚ 2010 w RPA słuchali piosenkę  "Club Foot" zespołu Kasabian i to ona przyczyniła się do ich wygranej. Postanowił, że jak wygrają mecz z Holandią wyśle zespołowi koszulkę z podpisami całej drużyny. Jak wiemy Hiszpanie wygrali z Holendrami i Torres musiał spełnić swoją obietnicę. Z wcześniejszych wiadomości wiadome było, że Torres jest wielkim fanem Nirvany. Ahhh, gdzie jest Nirvana drogi Torresie?





<Czy wam też Torres podoba się w tej masce? Nareszcie jest piękny!>


Juan Mata

Za dużo informacji na temat Maty nie dało się znaleźć, ale pewne jest to, że nie daleko pada Hiszpan od Hiszpana. Otóż Mata lubi Nirvanę. 











Joe Hart

Joe  wielokrotnie pokazywał swoje gusta muzyczne. Najczęściej na treningu. Pamiętne „Wonderwall” zespołu Oasis wykonane podczas treningu, a w późniejszym czasie w towarzystwie Freddie’go  Flintoff'a w League of their own. Za to na innym treningu Joe podśpiewuje „Listen to your heart” zespołu Roxette. 








Marco Reus

No i poznajemy tego naszego jedynego Niemca. Wiecie nie podzielam szału na parę „Reus &Götze” i nie będę się rozczulać. Reus ostatnio przyznał, że bardzo lubi twórczość Justina Biebera czym wywołał nie mały szum. Oprócz kanadyjskiego piosenkarza na liście Marco znajdują się także Chris Brown, Drake czy Trey Songz. 




 Lionel Messi

Napastnik FC Barcelony jak reszta swoich kolegów z drużyny jest patriotą muzycznym. Relaksuje się przy muzyce argentyńskiego muzyka Leo Mattioliego. 






Sergio Ramos


Hiszpański obrońca Realu Madryt ku zaskoczeniu wszystkich nie gustuje w mega znanych wykonawcach. Do jego ulubionych hiszpańskich wykonawców należą: El Barrio, La Niña Pastori i Camarón.









Cristiano Ronaldo

Portugalski napastnik całkiem niedawno opowiedział o swoich gustach muzycznych. Cris lubi latynoskie rytmy Rickie’go Martina, a najbardziej żywiołowe „Livin’ la vida loca”. W jego TOP5 nie mogło zabraknąć przebojów Phila Collinsa czy Eltona Johna. Jednak wszystkich tych wykonawców bije na głowę R. Kelly. Jego „I believe I can fly” skradło serce portugalskiego piłkarza, bo prawdziwie motywuje do działania.






Xabi Alonso

Były piłkarz Liverpoolu kompletnie mnie zaskoczył. Pytany o ulubioną piosenkę na karaoke bez problemów wskazał „You’ll never walk alone” *wzruszyła się* Ahhh oprócz tego jego ulubionymi piosenkami są „Otherside” i „Californication”  zespołu Red Hot Chili Peppers. Alonso wspomniał również o niesamowitości Coldplay, na którego koncercie był grając w LFC. 












Alvaro Morata

Młody napastnik Realu Madyt na swoim twitterze co jakiś czas wstawia posty z muzyką, którą w danej chwili słucha. Można tam znaleźć takich wykonawców jak The Script czy El canto del loco.





















Real ogólnie jest bardzo muzykalną drużyną







Co sądzicie o muzyce, którą słuchają wasi ulubieńcy? Jakiś piłkarz ma takie same gusta jak wy? Tym wszystkim możecie pochwalić się w komentarzach :D