25 grudnia 2014

#T11M

Tytuł tajemniczy jak składniki kolorowych napojów gazowanych, ale w rzeczywistości rzecz jest prosta jak droga od telewizora do lodówki podczas wolnych świątecznych dni - chodzi o wyzwanie #Top11Matches stworzone przez Sebastiana Borawskiego z bloga Brudny Mecz. Wybrałam jedenaście starć, które w domyśle miały być najlepszymi jakie widziałam, jednak pierwiastek dziewczyńskiej ckliwości kazał mi nieco zmodyfikować zasady.

Otóż, jak się okazuje, mózg mój nie jest do końca przystosowany do magazynowania pięknych rajdów lewą flanką, goli raboną i książkowych przykładów ataków pozycyjnych. Najlepiej pamiętam te mecze, które kojarzą mi się z emocjami ciut większymi, niż zachwyt po pięknym podaniu Coutinho. I właśnie dlatego zacznę od oczywistości.

1. Liverpool FC 3:3 (3:2) AC Milan, finał Ligi Mistrzów, 25-V-2005

Pierwszy mecz, na którego obejrzenie udało się namówić mnie mojemu tacie i ostatni, do którego mnie w ogóle namawiać musiał. Chciałabym móc rozwodzić się dłużej nad tym, jak to spędziłam dwie godziny na kolanach przed telewizorem, jak to nie mogłam spać po ostatnim gwizdku i jak ogromne przeżycie to było, ale... nic z tego nie jest prawdą. Natomiast tak czy inaczej, mimo że wcale nie zaczęłam oglądać później Liverpoolu regularnie (bo sprawdzania wyników w telegazecie nie można do prawdziwego kibicowania przyrównywać) wstrząsnął on mną mocno. W końcu nie codziennie odkrywa się, że w telewizji fajne są nie tylko kreskówki, Teleranek i fascynujące gołe panie i goli panowie na TV4 po 22:00.

2. VfB Stuttgart 3:1 Bayern Monachium, 13. kolejka Bundesligi, 10-XI-2007
Razem ze wspomnianym TV4 mieliśmy też masę niemieckich kanałów, z których najbardziej pamiętam mecze tamtejszej ligi, Das Aktuelle Sportstudio i Spongeboba, ale teraz akurat skupię się na tym pierwszym.

O kablówce mogłam tylko pomarzyć, oglądanie streamów przez internet groziło pożarem komputera, więc z braku laku i kit dobry - zadowalałam się tym, co znalazłam na egzotycznych programach telewizyjnych. I pewnie o tym meczu, tak jak o wielu innych z tamtego okresu, szybko bym zapomniała, gdyby nie Mario Gomez, który jedną ze swoich dwóch bramek zdobył wtedy - a jakże - penisem. Kiedyś to dopiero byli wszechstronnie uzdolnieni napastnicy! A teraz się gawiedź cieszy, jak się okaże, że takowy piłkarz w ogóle rzeczonego penisa posiada... Prawda, panie Milik? 




3. Wisła Kraków 5:0 Beitar Jerozolima, 2. runda kwalifikacyjna LM, 06-VIII-2008

Co tu dużo mówić, dobrze wspominam pierwszy obejrzany przeze mnie mecz polskiej drużyny. Jako że to jedno z niewielu dobrych wspomnień związanych z ekstraklasowymi tuzami futbolu, to może na tym poprzestańmy.

4. Polska U-21 5:0 Litwa U-21, mecz towarzyski, 05-III-2014

Trzeba obiecać mi darmowe jedzenie albo mecz młodych, pełnych chęci do gry, ambitnych, zdolnych reprezentantów Polski, żeby ściągnąć mnie na stadion Jagiellonii, na który mam 10 minut drogi jadąc autobusem. Akurat w tym przypadku trafiła mi się druga opcja i w pełni mnie usatysfakcjonowała.



5. Liverpool FC 5:1 Arsenal FC, nie-pamiętam-która kolejka Premier League, 08-II-2014

Nie dość, że wyjątkowy wynik, to jeszcze celebrowany przeze mnie w wyjątkowych okolicznościach.

Kto miał studniówkę i nie był na tyle aspołeczny, żeby na nią nie pójść, jak zrobiłam to ja,ten zna towarzyszący przygotowaniom stres. Oczywiście ci, którzy zatroszczyli się wcześniej o znalezienie sobie chłopaka/dziewczyny w ramach długofalowego studniówkowego projektu, nie mają problemu z doborem partnera. Za to mają problem z walentynkami, prezentami na święta, zazdrością, spóźnianiem się na ranki, poznawaniem rodziców, fochami, kłótniami i masą innych zgryzot ludzi w związkach, ale ja nie o tym. Szczęśliwi na co dzień single muszą natomiast stawić czoła selekcji odpowiedniej na ten wieczór osoby towarzyszącej i wielu z nich robi to przez strony typu Spotted: publiczny kibel w Pcimiu Dolnym. Na takie właśnie ogłoszenie natrafiłam tuż przed wyżej wymienionym meczem. Dziewczyna szukała kogoś, kto ma ponad 1, 75 m wzrostu i interesuje się Premier League. Pominęłam nieistotny szczegół, że poszukiwany towar powinien być facetem, i odpowiedziałam na ogłoszenie, bo wszystko inne jak najbardziej się zgadzało.

No i w ten sposób trafiłam na najlepszą kompankę do oglądania piłki nożnej na świecie, aż mi teraz smutno jak myślę o tym, że nasze pierwsze spotkanie przebiegło w tak nieprzyjemnych dla niej okolicznościach. Zwłaszcza że przed meczem obiecałam jej, że będzie sprawiedliwie, po zero.

6. Hiszpania 4:0 Irlandia, faza grupowa Mistrzostw Europy, 15-VI-2012

Dalej pozostajemy w klimacie imprezowym, ale tym razem grono będzie o wiele bardziej kameralne, niż na studniówce. Otóż na kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem dostałam wiadomość od znajomego, z którym tak właściwie prawie nie rozmawiałam i czasem zapominałam, jak ma na imię albo że w ogóle istnieje. Wiadomość o treści brzmiącej mniej więcej tak: "Słyszałem, że lubisz piłkę, więc może wpadniesz do mojej strefy kibica?". Długo nie trzeba było mnie namawiać i bawiłam się tam całkiem dobrze. Sam faceci, alkohol i wielki telewizor w typowo męskim, oklejonym plakatami piłkarzy pokoju. Dużo alkoholu, dzięki czemu po pierwsze oprócz niesamowitego dopingu Irlandczyków niewiele pamiętam z samego przebiegu meczu, a po drugie nie zmartwiłam się nawet faktem, że koledzy organizatora dość szybko się ulotnili, zostawiając nas samych.

Cóż, odkrycie, że cały ten anturaż - mecz, szaliki, kibice i wódka - potrzebny był tylko po to, żeby zaaranżować tę finalną sytuację, od razu mnie otrzeźwiło. Znaczy nie zrozumcie mnie źle, zdaję sobie sprawę z tego, że Hiszpanie z Irlandczykami zagrali też z jakichś innych powodów, a nie tylko dając koledze z liceum pretekst do uwiedzenia mnie.



7. Polska -:- Anglia, eliminacje Mundialu, 16-X-2012

Miałam wtedy nogę w gipsie, lał deszcz, nie pasował mi żaden pociąg, a przyjaciółka, która jechała ze mną, kompletnie nie interesowała się futbolem. I to, co zastała na Stadionie Narodowym, wcale nie pomogło mi w zmianie jej przekonań.



8. Niemcy 3:1 Portugalia, mecz o trzecie miejsce na Mistrzostwach Świata, 09-VII-2006

Będę się streszczać, bo i gdybym to ja dostała tak długi tekst do przeczytania, pewnie nie doszłabym nawet do ósmego podpunktu: lubię Die Mannshaft od ośmiu lat i oglądam nawet towarzyskie mecze. Bo mój telewizor ciągle odbiera niemieckie kanały. To mogę.

9. Lech Poznań 6:0 Grasshoppers Zurych, 2. runda eliminacyjna Pucharu UEFA, 14-VIII-2008

Cóż, jednak wygrali wyżej i efektowniej niż kilka dni wcześniej Wisła z Beitarem. No i mieli Lewandowskiego, który strzelał ładne gole (jak chociażby ten z krzyżaka z GKSem w ekstraklasowym debiucie. No, ale już nic nie mówię, bo miałam udawać, że nie wiem, co to jest) i miał ładne dołeczki jak się po tych golach uśmiechał.

10. Celta Vigo 2:0 Real Madryt, 37. kolejka La Liga, 11-V-2014

Normalne dzieci miały nietolerancję laktozy, a ja alergię na hiszpański futbol, więc nigdy mnie nie kusiło, żeby takowy śledzić choćby dla fasonu, poszerzenia horyzontów i mnogości pięknych brązowych oczu na boisku. Ale raz zostałam zmuszona. Przyparta do muru. Zaszantażowana. Poczujcie ten dramatyzm sytuacji. 

Koleżanka z sąsiedniej ulicy zgodziła się obejrzeć ze mą ostatnią kolejkę Premier League pod warunkiem, że ja obejrzę z nią jej ulubiony Real. Cóż, bardzo jej współczułam, że musi patrzeć na to co tydzień i wiem, że prędzej dam się namówić na przejażdżkę rollercoasterem po zjedzeniu świątecznych obiadów u obu babć, niż pokusić się o drugie podejście do jakiegokolwiek starcia w lidze hiszpańskiej. Tak czy inaczej to pierwsze i ostatnie musiało zostać tu wspomniane.

11. Miało być jedenaście meczów analogicznie do jedenastu zawodników na boisku, ale mój ostatni akurat dostał czerwoną kartkę.