11 lutego 2013

2:0 z Evertonem czyli przedśrodowa rozgrzewka



Kolejny mecz z cyklu red.alice chwali i nie ma za co ganić. Nawet obronę. Chociaż tak bardzo lubię krytykować Robina, Davida czy nawet Antonio, niestety (albo raczej na szczęście) z postawy Diabłów w tym meczu, nie mogę nie być dumna.

Tuż przed spotkaniem jasnowidzący Canal + Sport pokazał highlights'y z innego niedawnego pojedynku na linii Liverpool-Manchester, jakby prorokując remis. Choć rzeczywiście, muszę przyznać, przed pierwszym gwizdkiem wzięłabym bez żadnego grymasu nawet i ten remis. Każdy punkt przybliża nad do mistrzostwa, ale także rozleniwia. Wprawdzie psychologiem sportowym nie jestem, ale motywacja do walki jest inna w przypadku 5-cio i 12-sto punktowej przewagi.

Przechodząc do samego spotkania: tempo gry w pierwszych minutach było niesamowite. Podzieliliśmy się z Evertonem akcjami niemalże równo- ataki United przez 2-3 minuty, potem Liverpoolczycy, znowu United, znów Everton... Jednak to nasze akcje były groźne. I to my byliśmy skuteczni. O, przepraszam, powiedziałam 'skuteczni'? Widocznie pan van Persie lubi robić na przekór. Przecież ta jego sytuacja z ósmej minuty była tak klarowna i stuprocentowa, że aż dziwi mnie jego wykończenie. W słupek? <huehuehue, a jednak mogę pomarudzić> W słupek to sobie możesz nogą kopnąć, żeby ci się celność poprawiła. Persilku kochany. Ale później odpokutował go strzelając <wprawdzie niepewnie> na 2:0.

Niedługo później się przeraziłam nie na żarty. Bo wiecie, zazwyczaj gdy Giggs 'ranin dałn de łing', nie zwracam na to  takiej uwagi i traktuję to zupełnie naturalnie, ale wczoraj przyjrzałam się temu dokładniej i... On powinien dostać mandat za przekroczenie prędkości. A chwilę potem strzelił bramkę z niemal identycznej pozycji, z jakiej Robin ustrzelił słupek. Ryan się nie starzeje. Tylko dojrzewa. Dąży do perfekcji. Z każdym meczem jest szybszy, piękniejszy, lepszy... Ten człowiek strzelał w każdym sezonie Premier League. 20 lat z rzędu. <może zmienię teraz temat, bo później nie skończę> Kiedyś napiszę o nim wiersz. 

Kolejna sprawa i kolejny wielki plus ląduje na koncie Davida de Gei. Za ten wybroniony strzał powinien dostać jakąś nagrodę. Klucze do domu sir Alexa, kupon na pączki w TESCO, bilet do zoo, whatever. W każdym razie niemalże bliźniaczy strzał Stevena Gerrarda wpuścił niedawno Joe Hart (odsyłam do jasnowidzów z C+S, którzy chociaż w tym mieli rację). Stending owejszyn. 



Wayne Rooney tym razem był nieco przyćmiony. Nie grał źle, ale też nie grał tak, jak ostatnio. Choć to akurat jestem w stanie zrozumieć. Kai właśnie dowiedział się, że tatuś jest bogaty i lista życzeń wydłużyła się o jakieś 735264 pozycji...

Chciałabym z tego miejsca wyróżnić imiennie jeszcze trzech zawodników:
1. Man of the Match- Rafaela. Walczył jak lew, choć wygląda raczej jak młody Simba. Tylko jemu zawdzięczamy zero w tyle. Gdyby nie on, byłoby na pewno 2:1. Chyba, że w Evertonie lubią kartony, tfu. pudła. 
2. Tom Cleverley. Napędzał atak. Walczył. Chciał. Czasami grał aż za bardzo dobrymi chęciami i niepotrzebnie tracił piłkę, ale przecież ta wola walki też się liczy. Wygraliśmy, a on miał swój dobry wkład w całą grę. Plusik.
3. Phil Jones. Ja wiem, ja wiem. Zgadzam się na wszystko. Ukamienowanie, rozszarpanie, otrucie... Ale nie mogę go nie pochwalić. Miał pomysł. Grał konstruktywnie. W jego poczynaniach było widać, że wkrótce będziemy z niego dumni. A niech sobie chłopak powalczy, czasem potraci piłkę. W tak dobrze rozplanowanym meczu nie wyrządzał żadnej krzywdy. A zbierał lekcje i z każdą minutą grał coraz lepiej. Amen.


Do wychwalenia pozostała jedynie defensywa. Jeżeli tak mamy grać w środę z Realem, skutecznie w ataku <proponuję parę Giggs-Rooney xD > i bezbłędnie w obronie, to ja bez zastanowienia idę do bukmachera i obstawiam 2:0 dla United. Chłopcy brali na klaty/plecy/uda/kolana/bliżej niezidentyfikowane miejsca 95% strzałów Evertonu. Sama naliczyłam się chyba 6 blokad piłek zmierzających w światło bramki. Dzięki temu de Gea nie miał aż tak dużo pracy, a mecz...mecz był bardzo kontrolowany.

Pięknie jest chłopcy, pięknie jest.





PS Bolku i Lolku, czy tylko ja tak się denerwuję przed środowym starciem? Dreszcze, dreszcze everywhere.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz