07 lutego 2013

Hot or not: Pepe Reina.

Zazwyczaj jestem opanowaną racjonalistką, której nic nie potrafi wyprowadzić z równowagi. No, chyba że ktoś mi powie, że jestem gruba. Ale w tym momencie zupełnie nie wiem, co zrobić i w którą stronę pójść. Otóż chodzi o Pepe Reinę. Pepę Reina. Pepę Reinę. Polski język być zły. Otóż w ostatnim okienku transferowym już nieśmiało zaczynało mówić się o jego odejściu. Dokąd? A do Barcelony, jego ukochanego klubu. Po zamieszaniach z Valdesem i jednoznacznej wypowiedzi naszego bramkarza o tym, że nie pojmuje, jak jego kolega z reprezentacji może zostawić najlepszy klub świata, zawrzało. Kibice LFC podzielili się na dwie grupy. Pierwsza z nich chce definitywnie wykopania Jose najszybciej, jak się da, i sprowadzenia w jego miejsce błyskotliwego młodego talentu z Niemiec (Neuer, proszę!) albo Holandii. Propagatorzy tego pomysłu zaznaczają, że czas Hiszpana w pierwszej drużynie się już skończył, kilkoma nieudanymi interwencjami pokazał, że brakuje mi świeżości sprzed kilku lat i chłodnego boiskowego umysłu. Wiecie, o czym mówię. Opozycjoniści natomiast uważa, że skoro Pepe nie opuścił nas już dawno, kiedy wszystko waliło się i paliło, to tym bardziej nie zrobi tego teraz, i oni są z tego niezmiernie zadowoleni. Według nich młody golkiper nie wskoczy od razu do pierwszego składu, a nawet jeśli, to nie dostaniemy żadnej gwarancji, że się w nim sprawdzi. Tak więc, jeżeli kupować kogoś za Reinę, to najlepiej pozostać w tych klimatach i ściągnąć Casillasa, a jeżeli to jest niemożliwe, siedzieć cicho i nie narzekać.

Która opcja jest lepsza? Zacznijmy od faktów.


Tak wyglądają statystyki z ostatnich pięciu sezonów. Interesuje mnie głównie ostatnia linijka i liczba błędów własnych, która po ostatnim meczu z City wzrosła. Jeszcze bardziej. Z rozliczeń tych wynika, że ewidentnie mamy do czynienia z jego spadkiem formy. No ale to można zaobserwować gołym okiem, Ameryki nie odkryłam. Więc co, sprzedać? Może jeszcze do United, podobno SAF w potrzebie... Ja wiem, do czego mu Reina potrzebny. Nie ma konferansjera na pomistrzowską fetę. 
71054 - ¿El Barça interesado en Pepe Reina?
I sprowadzimy później sobie takie nastoletnie jajko niespodziankę, będziemy drżeli o każdy jego występ i sytuacja zmusi nas do ogromnego kredytu zaufania.

Ale z drugiej strony, zostawmy go, a ciągle będziemy tracić punkty za jego przyczyną, a zamiast świętowania po wygranym meczu wyliczać, gdzie bylibyśmy, gdyby nie reinowe zaćmienia. A on będzie w pomeczowych wywiadach mydlił oczy i udawał, że nic się nie stało. Mimo, iż brzmi to bardzo buńczucznie i egoistycznie, chłopak ma trochę racji - po przegranych czy zremisowanych meczach wiadro pomyj wylewa się właśnie na niego. Nie da się być w komfortowej sytuacji psychicznej, kiedy żona przy kolacji mówi ci: ''No kochanie, to co tam dzisiaj zawaliłeś?''.

Zapewne już wiecie, po której ze stron opowiadam się ja. Zdecydowanie odświeżenie lub przynajmniej wzmocnienie rywalizacji na tej pozycji dobrze by nam wszystkim zrobiło. I nie mówię tu o rotacji Reina-Jones, bo jak to działa, wszyscy wiedzą. Tak, że nie można dojść, który jest gorszy. A może by tak spróbować zagrać tam naszym najlepszym motywatorem ever? Carra...?

PS.: Gadanie gadaniem, a Pepe na moich drzwiach wisi. Jest dziewczyną lutego.
 
Skoro już się chwalę, to pochwalę się jeszcze trochę: 
 Czyż to nie jest piękne? A teraz najlepsze z całej tej paplaniny: koszulka zrobiona jest własnoręcznie przez moją przyjaciółkę, jako prezent przejściowy między Gwiazdką a walentynkami. Własnoręcznie, znaczy cały Liverbird jest wypocony pędzelkiem i farbą do tkanin. So fookin' piękne.


5 komentarzy:

  1. Jestem już zmęczona tymi ciągłymi spekulacjami kto, kiedy, skąd i za ile. Chciałabym przeżyć resztę sezonu bez tych ciągłych sensacyjnych informacji. Jednak wiem, że to mało prawdopodobne, bo nie możemy obudzić się na koniec sezonu i przypomnieć sobie, że chyba potrzebujemy nowego bramkarza. Czy Pepe? Hm. Osobiście uwielbiam go jako człowieka, na pewno wniósłby do szatni dużo pozytywnej atmosfery, ale przecież nie szukamy szatniowego błazna, tylko bramkarza. Najlepszą dla nas opcją byłaby zmiana decyzji Valdesa, bo w tym momencie nie potrafię sobie wyobrazić nikogo w jego miejsce. Będę bardzo płakać, kiedy odejdzie.
    Ale zejdźmy na przyjemniejszy i mniej kontrowersyjny temat. Ta koszulka. Jest przepiękna. Czy koleżanka robi może takie na zamówienie? (no ok, nie dokładnie takie, trochę inne.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może zrobić w zależności od tego, co miałoby się na niej znajdować :). Nie jest artystyczną duszą, ale jest perfekcjonistką, więc o ile tylko ma odpowiednie kolory farb, namaluje co trzeba ;>.

      Usuń
  2. Jak ja Ci zazdroszczę tej cudnej koszulki:) Mniej dziewczyny lutego, bo Pepe R jakoś nigdy nie wzbudzał we mnie szału pożądania, więc mogłabym się nieco zeźlić, jeślibym widywała go codziennie po przebudzeniu:D
    Ale tak na poważnie, to niestety, muszę się zgodzić, że jest źle. Bramka Liverpoolu już od dawna kuleje i nie mam wcale tu na myśli, że podupada, bo obrona zawala swoją nominalną robotę. Oglądam mecze Liverpoolu od lat i drżę za każdym razem, kiedy piłka i przeciwnik znajdują się w naszym polu karnym. Drżę, i jednocześnie boli mnie to. Lata Reiny spędzone na Anfield to okres przeplatających się lepszych i gorszych występów, ale nie czarujmy się, bo widać, że ostatnio tych drugich jest o wiele więcej. Brad Jones? Też różnie bywało. Ale wracając do Reiny i jego baboli, to ten ostatni z City mnie załamał. Nie chodzi o to, że Jose myślał, że Skrtel zaasekuruje bramkę, skoro on z niej wyjdzie. Bardziej o fakt, że tak doświadczony bramkarz powinien chyba wiedzieć, że a)nie ryzykuje się tak w takim meczu, b) nie wdaje się w pojedynki dryblerskie z ludźmi typu Aguero, skoro ma się świadomość, że można być okiwanym jak dziecko w przedszkolu, c)nie opowiadać potem głupot w gazetach, próbując się wybielić.
    Tak, jestem za zmianą obsady bramki Liverpoolu, podpisuję się pod tym obiema rękami i nogami. Lubię Pepe jako zakręconego krejzola, ale jeśli nie poprawi swojej gry, jeśli przez niego klub ma cierpieć, to powiem mu "adios" bez zbędnych sentymentów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obrona to kolejna nasza bolączka - na dniach okazało się, że nasz ostatnio najlepszy zawodnik na tej linii, Carra, ma sto lat, zapewnioną wcześniejszą emeryturę i wypadałoby go już nie eksploatować... Cała nadzieja w Martinie Kelly.

      Usuń
  3. Nie wiem czy bardziej zazdroszczę koszulki czy przyjaciółki xD Chociaż te moje narysowały Piotra Nowakowskiego masującego moje plecy, więc...

    Widzę, że będę trzecim kibicem Barcy wypowiadającym się na ten temat. Hahaha.
    Punkt widzenia sympatyka Liverpoolu:
    Pepe należy do typu ludzi, których czasami chce się opierzyć i wymienić na lepszy model, ale się tego nie robi ze względu na ogromny szacunek do jego osoby. Po pierwsze przyzwyczajenie - już trochę miedzy słupkami gra. Po drugie jego charakter - brazylijskie uosobienie w hiszpańskim ciele. Postawa na boisku jest ważna, ale bez odpowiedniej atmosfery w szatni niewiele można zdziałać. Nie mówię, że po odejściu Reiny wszystkie przyjacielskie relacje pójdą się jebać, ale będzie to na pewno spora strata.
    Punkt widzenia kibica Barcy:
    Lubimy kolekcjonować naszych wychowanków. Kiedyś widziałam porównanie ich do Pokemonów - złap je wszystkie! Dużo w tym prawdy. Czy ja wiem... Oczywiście uwielbiam Pepe, ale biorąc pod uwagę jego aktualną formę i wiek, nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Mam innych kandydatów na miejsce Valdesa.

    Podsumowując, nie mam bladego pojęcia co z nim zrobić. Ławka Liverpoolu godziłaby w jego ambicję, no nie?

    OdpowiedzUsuń