27 sierpnia 2014

Granice perwersji?

Rzadko zdarza się, że przy okazji transferu zawiązuje się dyskusja nie o tym, jak szkodliwy może być dany ruch dla piłkarza, ale o krzywdzie, jaka ze strony zawodnika niechybnie spotka klub go sprowadzający.

Ilu kibiców, tyle opinii o Mario. Cóż, jest jedna, której nie da się podważyć - niewątpliwie seria przystojnych zawodników kontraktowanych w Liverpoolu w trakcie trwającego właśnie okienka zostanie podtrzymana. Albo usprawiedliwia się odpalanie fajerwerków w domu jego trudnym dzieciństwem, albo uważa się, że tak niezrównoważony człowiek może grać co najwyżej w bierki dla relaksu, a nie stanowić o sile czołowej angielskiej drużyny. Ba, ewentualnie może o niej stanowić, ale wtedy nie będzie to już drużyna czołowa, a kompletnie dupowa. Połowa zawodników wpadnie w depresję, druga połowa i bez tego wskoczy do Mersey, a menedżer wybierze trenowanie Jagiellonii Białystok, byle tylko nie pracować z tym wariatem

Wszystko to brzmi tak, jakby do tej pory pod szyldem Liverpoolu występowały same wzory potulności i ułożenia. Czy aby na pewno?

1. Jamie Carragher
Szczerze przyznał w swojej autobiografii (Bogu dzięki, że nie nagrał audiobooka!), iż nie zawsze szanował swoje zdrowie i dbał o siebie w takim stopniu, jak w późniejszych latach kariery. Przywołał mecz ze Slovanem Liberec w 2000 roku, kiedy to został przedwcześnie zdjęty z boiska, a za troskliwymi pytaniami trenera kryła się jedynie próba wyczucia alkoholu w oddechu Jamiego. Co tu dużo mówić, wynik testu okazał się pozytywny. Nie mogło być inaczej, jeśli poprzednią noc spędził w pubie... Jeszcze zabawniej było dwa lata wcześniej, kiedy zdjęciom Carraghera w stroju Quasimodo bawiącego się na imprezie świątecznej ze striptizerkami ubranymi jedynie w bitą śmietanę w niedzielnym wydaniu The Sun poświęcono aż sześć stron. A człowiek całe życie myślał, jego że największym szaleństwem było paradowanie po lotnisku w kąpielówkach syna...


Carragher wspominał również o przypisywanej mu niegdyś przynależności do Spice Boys, czyli piłkarzy Liverpoolu hołdujących stereotypowemu trybowi życia gwiazd w latach dziewięćdziesiątych - drogie samochody, randkowanie z gwiazdkami estrady, wymyślne fryzury, kampanie reklamowe marek modowych i kosmetycznych... No cały Carra, jak w mordę strzelił. Nie.

2. Jonjo Shelvey
Sam o sobie mówi, że stara się kontrolować agresję na boisku. Psychologowie zapewne dopatrzyliby się tu efektu ciężkiego dzieciństwa związanego z chorobą, jaką jest posiadanie wyjątkowo wysokiego czoła łysienie plackowate, przez które - będąc małym chłopcem - nawet trenował w czapce na głowie. Ale nie przychodzi mi na myśl nic, co wytłumaczyłoby incydent sprzed trzech lat, kiedy to na twitterowym koncie Jonjo pojawiło się zdjęcie. Dość zaskakujące. Otóż było to zdjęcie małego Jonjo penisa. Pomylił obiektywy w telefonie? Wrzucił na portal społecznościowy zamiast wysłać dziewczynie? Nie pytajcie, po co jego dziewczynie miałoby być... Aaa, nie brnijmy w to lepiej. Reakcje były różne, od kompletnego zdziwienia po ocenę walorów oczywiście artystycznych przedstawionych na fotografii. Poskutkowało to usunięciem nie tylko zdjęcia, ale i konta, które po opadnięciu emocji reaktywował. A na ikonie profilu dalej jest mały Jonjo - jego synek.


W internecie jednak nic nie ginie, a zwłaszcza takie rarytasy, jak osoba publiczna robiąca z siebie kompletnego idiotę. Winny co prawda tłumaczył, że paskudny żart wywinęli mu przyjaciele, ale tak czy inaczej wydaje się, że Kuba Rzeźniczak publikujący film z Markiem Saganowskim walącym głową tym razem nie w mur, jak to zwykle bywa, ale w tort, to przy tym jedynie niewinny wybryk.

3. Craig Bellamy
Jeśli ktoś ma na koncie więcej skandali niż trofeów i nie jest jednocześnie uczestnikiem Warsaw Shore, to znaczy, że ten ktoś ewidentnie ma problem. Ze sobą. Bellamy'ego oskarżano już o pobicie mężczyzn, kobiet i Johna Arne Riise. Co najzabawniejsze, temu ostatniemu oberwało się - i to nie byle czym, bo kijem golfowym - za niewykazanie chęci na wzięcie udziału w... konkursie karaoke. Cóż, pewnie gdyby John odważył się zaśpiewać, dostałby dwa razy mocniej za brak talentu. O przejawach rasizmu, aktach agresji wobec fanów i ciętym języku nie warto nawet wspominać.


4. Steven Gerrard
Nie można go zapewne porównać do permanentnie agresywnych piłkarzy, ale i wzorowi cnót wszelakich nie udało się uniknąć skandalu. Restauracja w Southport zapewne w życiu nie miała lepszej kampanii reklamowej - obecny tam kapitan Liverpoolu sześć lat temu pobił DJ-a tam pracującego. Jak opisuje to wydarzenie jeden z lokalnych portali internetowych, Steven najpierw stał na parkiecie, popijając piwo i Jammy Donut - popularny koktajl z drogim alkoholem, później, uwaga, cytat: wymachiwał rękoma. Widocznie "tańczył" byłoby za dużym słowem. Cała afera zaczęła się, kiedy, jak sam winowajca zeznał na komisariacie następnego ranka, DJ nie chciał puścić jego ulubionej piosenki i ponoć odniósł się do jakże biednego Gerrarda w atakujący go sposób. Sprawa była więc prosta, pięści w ruch i po zabawie, no przecież każdy tak robi. Nawet The Guardian dociekał, cóż za wyjątkowa piosenka musiała zostać wzgardzona przez DJ-a, że przypłacił to kilkoma siniakami i zadrapaniami. Udało się wykonkludować jedynie, że ulubieni artyści nerwowego piłkarza to Phil Collins i Britney Spears. A więc odmowie poszkodowanego nie ma się co dziwić. Dziwne tylko, że aż sześć osób w klubie miało podobny gust - Steven był jednym z kilku zatrzymanych tej nocy. Co ciekawe, w lokalu przebywał wtedy chociażby Kenny Dalglish, na szczęście niezamieszany w sprawę. Pewnie woli dubstep. 


Na tym może zakończmy niechlubną wyliczankę, choć przykładów znalazłoby się więcej, z Robbiem Fowlerem i Luisem Suarezem na czele, ale dokonań tych osobistości nikomu raczej naświetlać nie trzeba. Że nie wspomnę o aferach celowo rozdmuchiwanych, albo i nawet kreowanych przez prasę, jak chociażby legendarne już dziecko Gerrarda z szesnastoletnią przyrodnią siostrą swojej żony. Psy szczekają, piłkarze szaleją, karawana idzie dalej.

A strzelam, że Brendan Rodgers już zadbał o to, żeby zapewnić Balotellemu profilaktycznie cotygodniowe oglądanie pokazu fajerwerków, tak na wszelki wypadek.

2 komentarze:

  1. Jeśli dobrze pamiętam, to Suso wstawił na tt zdjęcie Jose Enrique, który prezentuje swój środkowy palec, i nazwał go gejem. Tych dwóch ma dziwne poczucie humoru...
    Nie ma świętych wśród piłkarzy. Każdy, kto uważa inaczej, powinien przeczytać "Futbol obnażony"

    OdpowiedzUsuń
  2. Jonjo! hahaha. Boże u nas to chyba jedynie Jack i jego buziaki z Hartem, a przepraszam jeszcze Lord. Bad boyów jest mnóstwo. A Twoje pomysły na artykuły mnie zadziwiają serio. Podziwiam pod tym względem :)

    OdpowiedzUsuń