03 marca 2013

Ie-o michibata-ni tsukureba sannichi narazu...



'W trzy dni domu nie zbudujesz'. Dokładnie tyle oznacza tytuł moich przemyśleń. Dlaczego jest po japońsku? Bo zajmę się dziś kwestią bardzo drażliwą czyli naszym własnym małym Azjatą. Gwoli ścisłości- drażliwą, ponieważ sama nie mam wyrobionej opinii na jego temat. Nie mam pojęcia co ma do zaoferowania, nie pojmuję go i mogę chyba powiedzieć, że pomimo wnikliwej obserwacji jego gry, nawyków (tak, tego problemu z dłubaniem w koszulce* też) i techniki, nie znam go. Widziałam w jego wykonaniu mecze beznadziejne, tragiczne, przeciętne, dobre i ten wczorajszy. Chociaż wciąż uważam, że oprócz strzelenia trzech goli nic nie zrobił (niech wbije hat-tricka Tottenhamowi, to porozmawiamy). W każdym razie muszę mu oddać wolę walki, pracowitość i kreatywność. Bo te cechy ma niewątpliwie.

Przyznam się bez bicia, że po odejściu Parka spodziewałam się na jego miejsce Azjatę o dosyć podobnym umiejscowieniu na planie taktycznym. To, że w Manchesterze United MUSI być zawodnik ze wschodu, jest oczywiste. I już nawet nie chodzi o sam chwyt marketingowy i próby jak najowocniejszego wyzyskania kieszeni patriotycznie myślących Azjatów. Ji-Sung stał się na dobre częścią tego zespołu i bez niego byłoby pusto. Dlaczego pomocnik? Wyobrażacie sobie chińskiego albo koreańskiego bramkarza między słupkami MU, de Geę na ławce i Lindegaarda na trybunach? Ja też nie. A może jakiś obrońca rodem z Tailandii? Hmm... Jakoś tego nie widzę. Tak samo napastnika, ale już nie z takiego samego powodu. Mając taką ofensywę, sprowadzić kolejnego snajpera byłoby grzechem i marnotrawstwem.

Toteż kiedy wybór Bossa padł na Kagawę, nie byłam zbytnio zdziwiona. Mistrz Niemiec. Japończyk. Pomocnik. Wszystko by się zgadzało. Tylko jakiś wewnętrzny głos w środku mnie (spokojnie, nie jestem van Persiem i nie podejmuję decyzji pod wpływem małego chłopca, sterującego mną jak mu się żywnie podoba) krzyczał: nie! Jako że piszę o meczach MU i rzadko wykraczam poza Premier League w mych wywodach, można by pomyśleć, że nie interesują mnie inne ligi. Nieskromnie powiem, że bardzo lubię Bundesligę. Choć Borussię już niekoniecznie. I czasami zdarza mi się oglądać jakiś mecz rodem z niemieckiej ligi. Niestety, w poprzednim sezonie najwidoczniej nie miałam szczęścia i nigdy nie zdarzyło mi się obejrzeć meczu BVB, w którym Kagawa by mi zaimponował. Być może jestem ślepa albo po prostu uprzedzona do tego stylu gry, ale widziałam jedynie przeciętnego zawodnika, który czasem ma przebłyski, jednak owocujące zaledwie sporadycznie, a jego hobby jest tracenie futbolówki i marnowanie podbramkowych okazji. Nic wielkiego. Na wygranie Bundesligi wystarczyło, ale czy w brutalnym, szybkim i dynamicznym angielskim futbolu ten kieszonkowy, chuchrowaty i wręcz taki-sobie zawodnik się sprawdzi?

Na razie jest za wcześnie, by go skreślić czy pochwalić z całą stanowczością i przekonaniem. Shinji ma za sobą małą ilość rozegranych spotkań i dość długą przerwę powodowaną kontuzją. Choć w czerwcu minie rok od podpisania jego kontraktu z United (bądź co bądź czteroletniego), to nie sądzę by to, co pokazuje na murawie było do czegokolwiek podobne. Człowiek o wielu twarzach. W każdym meczu inny. Zagadka.

Aby potwierdzić mą tezę powiem, że w jedenastu dotychczasowych meczasch zdobył dwa gole, podczas gdy wczoraj strzelił ich aż trzy. Zaczął swoją wielką angielską przygodę z wysokiego C. W sparingach wakacyjnych zdobył swą pierwszą bramkę w czerwonym trykocie i ogólnie jego postawa udowadniała słuszność decyzji sAFa. Kolejne spotkania w jego wykonaniu nie były może jakieś porywające, ale nie popełniał jakichś strasznych błędów i wydawało się, że poradzi sobie w Premier League. Ale cóż z tego, skoro już w październiku kontuzja uniemożliwiła mu grę... Stracił cały listopad, grudzień i połowę stycznia. Poza tym po jego powrocie w jego grze nie było już błysku. Pojawiał się sporadycznie. Na chwilę. Nie wnosił praktycznie nic. No może oprócz tego meczu na Bernabeu, kiedy naprawdę harował za dwóch. Myślałam jednak, że to chwilowy przebłysk, wynik silnej motywacji. I kiedy już skreśliłam go praktycznie całkiem, kiedy stwierdziłam, że nie zastąpi nam Parka, on po prostu wyszedł sobie na murawę Old Trafford i jakby od niechcenia, z palcem w nosie zaliczył hat-tricka. Mówiąc brzydko, szczęka mi opadła do kolan. Czy przekonał mnie tym do siebie? Nie wydaje mi się. Raczej nie. Może będę teraz patrzyła na niego milej, może nie będę się sprzeciwiała widokowi Kagawy w pierwszym składzie? Na pewno dzięki temu nie stanę się nagle jego fanką #1 i w moim pokoju nie powstanie ołtarzyk na jego cześć, ale skoro chłopak potrafił strzelić trzy gole... Może coś z niego będzie? Może Boss potrafi wyprodukować z Szynki gwiazdę pierwszego formatu... Tylko niech Bóg go broni przed kontuzjami.

Podsumowując: nie mówię ani tak, ani nie. Nie mam zamiaru skreślać go za jego przeszłość w Borussi ani pieścić komplementami za jednego hat-tricka. Czas pokaże na jakim etapie się znajduje. Na pewno jest zawodnikiem na swój wiek bardzo dobrym, przynajmniej z tej strony pokazuje się po całkowitym uwolnieniu od kontuzji (bo rozumiem, że ta zadyszka i słabsze występy były powodowane li i jedynie stopniowym odzyskiwaniem formy). Potencjał jest, tylko trzeba go wykorzystać. A kto to zrobi lepiej niż Boss? Wprawdzie jego urodziny są dopiero za dwa tygodnie (dokładnie za dwa), ale ja już dziś życzę mu dwóch rzeczy: zdrowia i przedłużenia kontraktu...przez sir Alexa Fergusona na kolejne lata, aż do wydobycia z Kagawy wszystkich drzemiących w nim umiejętności i talentów...




O Kagawie słów kilka, niekoniecznie związanych z boiskiem:
#1 Dziewczyną Shinji jest japońska aktorka...porno Ameri Ichinose. Z uwagi na moją niechęć do demoralizacji i odgórny wstręt do sesji rozbieranych, nie użyłam zdjęcia Ameri 'z pracy', ale szczególnie napaleni (mam nadzieję nikt) mogą wpisać jej nazwisko w google, tumblrze, etc.

#2 Najlepszym kompanem Kagawy w drużynie z Manchesteru jest Alex Buttner. Jest to naprawdę intensywny bromance. Razem mogą konie kraść/siedzieć na ławce/zamykać się w szatni/pokazywać całemu światu, że nikt oprócz nich razem się nie liczy...























Shinji lubi także Davida de Geę, gdyż... obaj wciąż uczą się angielskiego i łatwiej porozumiewają się między sobą niż z resztą drużyny.


Stwierdzam spadnięcie red.alice z krzesła, bo Angelo*.
#3 Po treningu lubi sobie zjeść, jak na Japończyka przyznało, sushi oraz udon (czyli rodzaj specjalnego, pszennego, grubego makaronu), jednak jak sam przyznaje, angielskie przysmaki także szybko przypadły mu do gustu...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz