23 maja 2013

Mgnienia minionego sezonu - Liverpool FC.

Oklepany frazes mówi, że wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Nawet Ferguson. Ale on nie był dobry. Końca dobiegł również sezon 2012/13 w Premier League. Czy był dobry? Dla piłkarzy i kibiców Liverpoolu na pewno lepszy, niż ubiegły. Skoczyliśmy o miejsce wyżej, mając o dziewięć punktów i dwadzieścia cztery strzelonych bramek więcej, z mniejszą o pięć oczek stratą do pierwszej czwórki. Aczkolwiek nie jestem pewna, czy wszyscy kibice byliby zdolni wyrecytować  te statystyki wyrwani ze snu o mistrzostwie o trzeciej nad ranem.Czy jest coś, co zapadnie nam w pamięć po tym sezonie?

1. Uśmiech Brendana Rodgersa.
Niewiele o nim wiedziałam, przyjmując z otwartymi ramionami w liverpoolskie progi. Tyle tylko, że jest młody i ma fajny akcent. Później okazało się też, że jest całkiem wygadany, inteligentny i na szczęście nie zwykł korzystać z książki ''100 wymówek po przegranym meczu''. No nie śmiejcie się, to obowiązkowa lektura na szkoleniach trenerów w Polsce. Smuda napisał. Za to ładnie opowiadał o nowej taktyce, o kompletnym przetasowaniu starego porządku i o wielkich chwilach LFC, które mają nadejść. Niestety, kibice nie zrozumieli, że czas przyszły w tym przypadku nie służy do ukrycia informacji, że mają nadejść po dwóch meczach. Z tego powodu niektórzy czują się bardzo zawiedzeni. Nie ja. Ja człowiek głębokiej wiary jestem.

Brenny, nie tak miało być. Uśmiechnij się ładnie!


2. Najpiękniejsze zdjęcie świata.
Pierwszy transfer nowego trenera, pierwsza wielka niewiadoma. W Liverpoolu słyszano o nim mniej więcej tyle, na ile pozwalały jego poprzednie kluby, których kibice od czasu do czasu wyrażali na forach niezadowolenie z powodu jego odejścia. Bardziej niż bramki, rozsławiły go cieszynki- charakterystyczny gest noża między zębami. Miał pokazać włoski temperament, waleczność i pazur. Póki co chowa to na specjalne okazje, pokazując nam jedynie zdjęcia, na których wygląda o wiele lepiej, niż gra.

Szczerze? Jestem skłonna dać mu ostatnią szansę. Bo wiecie, po kontuzji chłopak. Bo i tak miał być tylko od dostawiania swojej pięknej nóżki do piłek podsuniętych mu perfekcyjnie przez kolegów. Bo dodaje fajne tweety o pizzy.

3. Motyle z poczwarek.
Mowa tu oczywiście o naszych dwóch Potencjalnych Zbawcach Drużyny Dalglisha, czyli Hendersonie i Downingu. No cóż, tuż po starcie w czerwonych barwach doprowadzili do tego, że zaczęto szukać dla nich pracy w klubowej kuchni, bo do niczego innego się nie nadawali. Aż tu nagle zaczął się nowy sezon, oni akurat wracali sobie z zakupów, uderzyli głowami o latarnię i coś im się tam poprzestawiało tak, że już potrafią kopać. Ot, cała historia. A mówiąc szczerze, nie wiem, kto i jak wyczarował to, że w końcu Hendo przestał udawać, że umie grać tylko długimi podaniami, a Downing przeniósł na murawę energię wykorzystywaną wcześniej na kłótnie z byłymi dziewczynami. Nie wiem, ale się dowiem. I postawię temu komuś duże piwo.


4. Piłkarski Klub Plotkarski.
Zaczęło się od dokumentu, w którym najlepsze było pierwsze kilka początkowych i końcowych minut odcinka, Środek to nieporadnie urządzający mieszkanie Borini, nazbyt nieśmiałe córki Gerrarda i bombilla Suareza. Wszystko okraszone hollywoodzkimi uśmiechami i słodyczą wystarczającą do produkcji kilograma krówek. Czy taki projekt był potrzebny? Zdecydowanie tak, wszak trzeba podążać za futbolową komercjalną modą. Wolałabym jednak reklamy gaci od Armaniego. Co jeszcze sprawiło, że było o nas głośno? Potrojone dziecko Sterlinga, efekt przedawkowania "Zmierzchu" przez Suareza (ja polecałabym mu zająć się jednak "Pięćdziesięcioma twarzami Greya". Przynajmniej pani Suarez by się ucieszyła.) i obiady stawiane przez trenera zawodnikom mającym za sobą trzy wygrane z rzędu.Mówiąc krótko- działo się!




5. Show must go on.
Ciężko mi nawet wyrazić, jak bardzo będzie mi brakować Carraghera. Równie ciężko jest opisać zdziwienie ludzi niezwiązanych z Premier League, kiedy im o tym mówię. Mimo, że w pojedynku bohaterów Anfield zawsze prowadził u mnie Steven, to Jamie wzbudzał specyficzne odczucia. Miało się wrażenie, że jest stalowy. Że na śniadanie pije litr kawy, skoro jest tak pobudzony na boisku. Patrząc na chłopaków schodzących po pierwszej słabej połowie do szatni, wszyscy kibice wiedzieli już, kto będzie krzyczał najgłośniej. Carra w Liverpoolu był taką dziewczyną Bonda. Wiecie, niby to Pierce Brosnan śmiga z giwerą i zabija złoczyńców, ale tak naprawdę wszystko zależy od Izabeli Scorupco. I żaden Kolo Touré w tej roli lepszy nie będzie.


Jest coś, co zostawiło szczególny ślad  na waszej psychice pominęłam? Piszcie w komentarzach!

4 komentarze:

  1. Coutinho!!! No i mój piękny trykocik (który wciąż nie ma nazwiska na plecach)!

    Widziałam tylko jeden odcinek 'Being: Liverpool'... Jestem złym kibicem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze, znów się zapuściłam z komentowaniem:( A, jak widzę, było co poczytać. Mam nadzieję, że red. Alice nie była bardzo wkurzona za to malutkie wtrącenie o Fergusonie:) Mnie osobiście bardzo się spodobało:DDD
    Co do sezonu, który nam właśnie w całej swej krasie i podniosłości się zakończył, to podpisuję się wszystkimi swoimi kończynami pod tym, co napisałaś. Może to dziwne, ale choć tak często słyszałam głos Rodgersa, to nigdy się jakoś nie zastanawiałam nad jego brzmieniem. Muszę to chyba nadrobić:) Chciałam tylko dodać jedną, ale bardzo ważną rzecz, takie moje przemyślenie po tym sezonie. Otóż były takie mecze, kiedy po prostu roznosiliśmy rywala w pył, proch i perzynę, by w następnej kolejce głupio polec z drużyną z dolnej części tabeli. Taka sinusoida działała w tym sezonie, powodując, że raz znajdowałam się w niebie, a tydzień później odchodziłam załamana od telewizora. Nie mówię, że to źle, że potrafiliśmy wbijać po sześć, pięć goli w jednym meczu. Drużyny, które miały się z nami mierzyć miały zawsze zagwozdkę, czy liverpoolski taran ich nie pogrąży. Jednak chyba dużo bardziej bym się cieszyła, gdybyśmy te sześć goli rozłożyli na przykład na trzy mecze, które równie głupio zremisowaliśmy. Wiem, nierealne, ale ciągle mam nadzieję, że w przyszłym sezonie chłopaki zrobią mi prezent i zaczną pokazywać, co naprawdę potrafią. W tym już troszkę pokazali. Zobaczymy, jak będzie. Nowe wzmocnienia (tym się akurat nie martwię, jeśli Rodgers zakontraktuje znów takie perełki, jak Coutinho czy Sturridge, będę mu wdzięczna na wieki) i odrobinę więcej szczęścia, bo to też czasem zawodziło, i możemy nieźle namieszać:) Trzymajmy za to kciuki:! YNWA:***
    PS. Zielona wspominała coś o swoim pięknym trykociku. Pochwalę się, że ostatnio znalazłam też taki dla siebie, piękny, czerwony, idealnie w moim rozmiarze:) Będzie jak znalazł na przyszły sezon hehe.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeraża mnie słowotok, jakiego dostaję komentując Wasz blog...Weźcie ustalcie mi jakiś limit, czy coś...

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie, właśnie, brak wzmianki o Cou, który swoją grą zmienia prawdziwych facetów w gejów. :) I Sturridge.

    OdpowiedzUsuń