11 lipca 2014

Mundial #4: pojedynek na WAGs, czyli kto wygra finał.

Okej. Mundial jest fajny. Ale nie, kiedy zarywamy przez niego noce, na ostatniej stronie Faktu w miejscu na gołą modelkę umieszczono tabelki z wynikami, a babcie na przystankach zamiast nowego wzoru na dziergane serwetki omawiają rekord Klosego. Co za dużo, to w boczki idzie. Wyjątkowo więc skupmy się dziś nie na piłkarzach, a na ich partnerkach. Rozwijając myśl - sprawdźmy, która reprezentacja wygrywa, jeśli chodzi o urodę popularnych WAGs.

Jako że daleko mi do niezależnego grona amerykańskich naukowców i moja opinia o innych przedstawicielkach płci pięknej nie byłaby ani w calu rzetelna i obiektywna, postanowiłam poszukać wsparcia w postaci męskiego oka. Długo się nie naszukałam, bo każde męskie oko chciałoby chyba teraz odpocząć trochę od atletycznych torsów, umięśnionych ud i zgrabnych łydek piłkarzy. Nie wiedzą, co dobre. Razem z kolegą zmierzyliśmy szanse Niemców przy pomocy ich partnerek, sami zobaczcie, co z tego wyszło:

1. Kathrin Gilch (Manuel Neuer)
 Poznali się pięć lat temu w samolocie, w drodze na wakacje. Ślubu jeszcze nie planują, ale kupno wspólnego domu już tak. Kathrin jest fryzjerką, w dalszym ciągu czynną w zawodzie.

Ja: No popatrzcie, jedni z egzotycznych wakacji przywożą pasożyty, a Neuer też kobietę sobie przywiózł. Bądź co bądź, o całkiem ciekawej urodzie, zupełnie nie odpowiadającej stereotypowi. Bo żadna WAG nie jest stuprocentową WAG, kiedy zakryjecie jej dekolt, zmyjecie makijaż i obetniecie jej włosy, a dalej wydaje wam się, że jest całkiem ładna. Mocne 4/6.

On: Pani Neuer, hmmm. Zwyczajna, pospolita, raczej nie porywa tłumów, taka pani domu, nie wstyd się z nią pokazać na gali ale też nie ma powodów do zachwytów, 3/6. 

2. Ann-Kathrin Brommel (Mario Götze)
Blogerka, piosenkarka i modelka. Ma za sobą skrzętnie udokumentowany przez paparazzich związek z Tomem Kaulitzem z Tokio Hotel, który zakończył się w 2005 roku.

Ja: Blogerka, piosenkarka i modelka? A w dodatku była dziewczyna wokalisty popularnego zespołu? To da się określić dwoma słowami: "parcie na szkło". Włos długi, dekolt duży, niby nic jej nie brak, ale mam dziwne przeświadczenie, że z grupy przeciętnych dziewczyn wyróżnia ją to, iż zamiast oczu ma eurocenty. A zamiast piersi silikon. Wyciskając z siebie resztki obiektywizmu 3/6.

On: Cóż, pani dosyć pasująca do Mario, widać że zadbana, wszystko na miejscu i o słusznych rozmiarach, raczej 3+/6 bo niby w moim guście, ale zbyt sztuczna.

3. Sarah Brandner (Bastian Schweinsteiger)
 Modelka. Bastiana poznała na zakupach w Monachium, ale zaiskrzyło między nimi dopiero, kiedy wpadli na siebie przypadkiem podczas wakacji na Ibizie. Znana jest z tego, że stara się bywać na wszystkich meczach swojego ukochanego. 


Ja: Modelka znana głównie z tego, że jest WAG, należałoby dodać. Od dawna nie mogę pozbyć się wrażenia, że gdyby zmniejszyć jej biust o jeden rozmiar i cofnąć w czasie o kilkadziesiąt lat, śmiało mogłaby zaciągnąć się do Hitlerjugend. Metr osiemdziesiąt typowej Niemki, 2/6. 

On: Bastian nie należy do tytanów urody, ale jego WAG jest całkiem urodziwa, może nic specjalnego - sympatyczna, zwyczajna dziewczyna, która wspiera swojego chłopaka. Takie solidne 3+, może 4/6.

4. Lisa Müller (Thomas Müller)
Znają się od dziecka, mimo młodego wieku są już po ślubie. Lisa, zapytana o to, czy nie czuje, jakby straciła kawałek młodości przez to, że na stałe związała się z pierwszym chłopakiem, odpowiedziała, że nie żałuje ani trochę, bo Thomas zawsze będzie dla niej tym jedynym, po czym nieśmiało dodała, iż w szranki z nim mógłby stawać tylko David Beckham. 


Ja: No cóż, typ Victorii to to nie jest. I dobrze. Ładna, dziewczęca buzia, zwiewna fryzura, przaśny sweterek i naszyjnik z H&M, który (mam nadzieję) jest pozostałością po imprezie z poprzedniego dnia i Lisa po prostu zapomniała go zdjąć. Powiało słowiańskością, 4/6!

On: Okrąglutka, dosyć zwyczajna buźka, choć też takie lubię, ładniejsza od Thomasa - wiadomo, całkiem sympatyczna. Myśle że 3+ wystarczy. Wdać jednak, że woli naturalność. No cóż, mogłaby jeszcze o siebie zadbać.

5. Mandy Capristo (Mesut Özil)
Urodzona w 1990 roku niemiecka wokalistka, autorka tekstów, tancerka i modelka. W przeszłości członkini grilsbandu Monrose. Wzięła udział w nagraniu niemieckiej wersji piosenki do kreskówki Tabaluga, i to chyba jej największy życiowy sukces, zaraz po znalezieniu wpływowego chłopaka.


Ja: Łaskawie wybrałam bardzo korzystne dla Mandy zdjęcie, bo na tych z wielkich gal, na które przychodzi ubrana w sukienki tak obcisłe, że nie może wejść po schodach i z makijażem tak ciężkim, że zastanawiam się, czy te schody to dla niej trudność przez wąskie kiecki, czy przez tę tapetę, którą musi dźwigać, wygląda na mamę Mesuta, a nie na dziewczynę. Na tym ujęciu trochę przypomina mi Natalię Oreiro, a trochę inne ładne latynoski, 4/6.

On: Generalnie pewnie była jakąś modelką, bo z rysów twarzy wynika, że wpada w gust projektantów. Taka, no, specyficzna, Mesutowi się podoba, mi raczej średnio, wydaje się, że jest taka dominująca i zimna, 3/6 ode mnie.

6. Sylwia Klose (Mirosław Klose)
Jest i polski akcent!  Co więcej, Sylwia i Mirek w domu rozmawiają po polsku, ucząc tego języka (podobno z powodzeniem, bo przyswoiły go lepiej od niemieckiego) swoje dzieci - mają bliźniaki, dwóch synków. Dwa lata temu Sylwia wywołała bodaj najgłośniejszy skandal w swoim całym życiorysie, prezentując podczas wakacji tatuaż, który pokrywa dolną połowę jej pleców. Dosłownie połowę.



Ja: Wedle przypuszczeń zrobiła sobie nie tylko tatuaż, ale też usta. Na jej szczęście należy do nielicznego grona kobiet, których uroda po jej chirurgicznym poprawianiu naprawdę została podkreślona z dobrej strony. Nie jest typową WAG, ani nawet - mimo silikonu w ustach - typową p o l s k ą WAG, ale ma klasę, 4/6.

On: Cóż, uroda partnerki najlepszego strzelca mistrzostw wszech czasów intryguje, ale gorzej, że musi ją poprawiać. Raczej taka zrobiona. Minus za sztuczność, mimo że nie jest jakaś brzydka. Dam 3/6.

7. Lena Johanna Gercke (Sami Khedira)
Wzięta modelka, laureatka niemieckiej wersji Top Model (ciśnie się na usta stwierdzenie, że w niemieckiej wersji konkurencja nie mogła być zbyt duża...).


On: No cóż, uśmiech uśmiechem, ale jest taka dziwna, trochę sztuczności, pozy. Też 3 bo raczej jest najsztuczniejsza. A nawet 3-/6.

Ja: A to ciekawe. Bo mi z kolei ta podoba się najbardziej. Luźny styl, czyli taki, jaki powinno się prezentować na trybunach. Brawa za torebkę na ramię. Ale cóż, nie miała wyjścia - nie ma piersi jak słynna kibicka Paragwaju, a gdzieś telefon trzymać musi. Czerwone usta tylko dodają tej stylizacji kobiecości. A i bez nich Lena jest po prostu ładną dziewczyną, w dodatku z idealnymi wymiarami, 5/6.

8. Claudia Lahm (Phillip Lahm)
Pozali się mając po szesnaście lat, ale zostali parą dopiero w 2008 roku. Niektóre źródła podają, jakoby w przeszłości była modelką. To ciekawe, bo od tego czasu musiałaby nie tylko porządnie przytyć, ale też skurczyć się o kilka centymetrów - jest mniej więcej wzrostu swojego męża, czyli ma około metra siedemdziesięciu.


Ja: Jeśli skóra kobiety ma ciemniejszy odcień, niż włosy, wiedzcie, że macie przed sobą prawdziwą WAG. Brwi w kosmetycznym żargonie zwane plemnikami też raczej nie dodają Claudii urody. Ale nie przeszkadza jej to w stwarzaniu wrażenia sympatycznej dziewczyny z osiedla, trochę w typie Lisy Müller, ale jako że żarty o słowiańskich kobietach już były, przejdę od razu do oceny: 2/6.

 On: Widać że starsza, mam skojarzenia z jakąś taką... no, zwykła dziewczyną, która poślubiła gwiazdę. Dam 3+/6, bo ma coś przyciągającego mimo zwykłości: dojrzałość i doświadczenie.

Ja: Hehe, ciekawe w czym... 

9. Cathy Fischer (Mats Hummels)
Zaczęli randkować ze sobą w 2007 roku, szybko zamieszkali razem. Cathy przyznaje, że piłkarski światek bardzo ją wciągnął i weekend bez przynajmniej jednego meczu wydaje się jej strasznie nudny. 


Ja: Okej, być może wybrałam niekorzystne zdjęcie. Być może koszula jest o rozmiar za duża. Ktoś mówił, że ładnemu we wszystkim ładnie... Ale wolałabym ją chyba, gdyby wypełniała całą tę koszulę - zdecydowanie zbyt szczupła. Plus za ładne włosy, 2+/6.

On: Lubię Matsa, jestem trochę Borussen, ale niestety - tu wszystko wydaje się jakieś za duże. Może to wina zdjęcia, ale wygląda ona nienaturalnie, takie 3-/6. 

10. Montana Yorke (André Schürrle)
Urodzona w Kanadzie modelka poznała swojego lubego pracując jako... kelnerka. On był świeżo po sześcioletnim związku ze szkolną miłością, ona była, ekhm, kelnerką i od razu wpadli sobie w oko. Jej byłym chłopakiem jest rugbysta Jebb Sinclair.

Ja: W końcu porządny kawał baby do oceny. Lubię egzotykę, lubię skórzane kurteczki, a Montana wydaje się być naprawdę wyluzowaną dziewczyną. Ma tendencję do zbyt mocnego podkreślania ust, ale brunetkom w tym temacie można więcej. Zdecydowanie najmniej banalna i oklepana uroda ze wszystkich tu prezentowanych, 5/6.

On: Ciekawe czy steruje też związkiem. Widać, że chyba tak, na pewno taka pani domu. Tu dam 4/6 bo zapewne umie zadbać o André, o dom i o siebie, czyli full serwis.
Jebb Sinclai

11. Monika Podolska (Łukasz Podolski)
Podejrzewam, że historię ich znajomości wszyscy znają. Monika zaczepiła Łukasza na jednej z gliwickich ulic, po czym umówili się na kawę. W trakcie rozmowy okazało się, że ta świetnie mówi po niemiecku, bo często wyjeżdżała za granicę. Z zawodu jest kosmetyczką. To pierwsza dziewczyna Podolskiego. 


Ja: Teraz to dopiero możemy być dumni - Polska dziewczyna pełną gębą! Na szczęście nic, poza wyglądem, nie szufladkuje jej razem z typowymi żonami piłkarzy. A w sumie to nawet miłe, że te przeciętne przedstawicielki płci pięknej też mają szansę na życie jak z komedii romantycznej. Albo z piłkarskich opowiadań fan-fiction. Z sympatii 3/6. 

On: Ważne, że Polka, co chyba nawet widać, tak samo jak to, że jest kosmetyczką, patrząc na jej zdjęcia z imprez. Raczej taka zwyczajna, prosta, mimo że pewnie niejeden by się obejrzał. Schudła trochę w Anglii, choć buzia jej została. Dziwnie wygląda, 3/6. 


***

Tym sposobem podsumowaliśmy niemiecką jedenastkę piękności. Wychodzi mocne 3+/6, zgadzacie się z tym? Czy wystarczy na finał z Argentynkami? Zobaczymy niedługo!

28 czerwca 2014

Mundial #3: moje pierwsze mistrzostwa, czyli Klose w szafie

Znaczy wiecie, mój pierwszy mundial to jest jeszcze przede mną. Taki, na którym wystąpię w charakterze narzekającej na zbyt ubogie wyposażenie butiku Diora żony piłkarza, która pojechała pchać się przed obiektywy paparazzim wspierać swojego mężczyznę na tym najważniejszym w futbolowym światku turnieju. Ale swoje plany marzenia opiszę innym razem, dziś czas na trochę historii.

Moje debiutanckie mistrzostwa akurat były jedynie połowicznie świadome. Osiem lat temu, kiedy zamiast internetu miałam telegazetę, a od meczów wolałam latynoskie seriale, niewiele wiedziałam o zbliżającym się mundialu w Niemczech. Ba, ciężko było mi nawet połapać się w systemie, w którym rok temu widziałam Dudka w angielskim klubie a teraz trąbią, że nie został powołany do polskiej kadry. To gdzie on, u licha, gra? I pstryk, przełączałam na "Luz Marię". Ale spotkania, w których Polska mierzy się z Niemcami, nie zdarzają się codziennie i dobrze, więc nawet ambiwalentne nastawienie mojego taty, który podkręcał głośniki w radiu na czas sportowych wiadomości, ale oglądanie całego meczu uważał zazwyczaj za stratę czasu, nie przeszkodziło mu przejąć pilota i spełniać godnie kibicowski obowiązek, podczas gdy ja wierciłam się i przy okazji wierciłam tacie dziurę w brzuchu, żeby zmienił kanał.

 Łatwo zgadnąć, że nie posłuchał. No to nie ma rady, oglądamy. Dość zagadkowa była dla mnie zasada przynależności kadrowej niektórych zawodników, bo niby jak oni to zrobili, że Podolski nazywa się jak Polak, wygląda jak Polak, klnie na boisku jak Polak, wpuszcza sportową koszulkę w spodenki jak Polak (panowie, jeżeli nie jesteście piłkarzami i od waszego poczucia komfortu nie zależy awans drużyny na mundialu, nie róbcie tego), a gra jak Niemiec? Na szczęście głupoty szybko wyparowały mi z głowy w końcówce tak zażartej, jak i nierównej walki, bo graliśmy w dziesiątkę. Ataki Niemców przypominały mi te wszystkie wieczorynki, w których Tom jest już o krok od złapania Jerry'ego, już prawie go ma, a ten ciągle mu się wymyka - mam na myśli wszystkie te słupki, poprzeczki i Boruce, w które trafiali nasi rywale. Cóż, w doliczonym czasie przestało być zabawnie, bo w końcu strzelili gola. Tata zrozpaczony, a ja... zachwycona. Do tamtej pory tylko raz w życiu siedzenie przed telewizorem dostarczyło mi tylu emocj - kiedy Ivo zrywał z Milagros Liverpool rok wcześniej wygrywał Ligę Mistrzów.

Od tego momentu chłonęłam już wszystkie spotkania tego turnieju z udziałem nie tylko naszej reprezentacji, ale też naszych zachodnich sąsiadów. To się Polaków naoglądałam...  A wspomnienia okołomundialowe? Nie ma ich wiele. Dzieciństwo spędzane na wsi nie daje zbyt dużego pola do popisu dla wszelkich kolekcji piłkarskich gadżetów i tego typu rzeczy, ba - nawet nie wiedziałam, że produkują coś takiego. Jedyne, co ostało się do tej pory, to dwie strony z Teletygodnia - jedynej prasy, jaką czytywali moi rodzice. Z tym, że regularność oznaczała u nich kupowanie jednego numeru na miesiąc, a nie, jak wypadałoby zakładać, na tydzień.


Co jeszcze będzie mi się kojarzyć z moim pierwszym mudialem? Na pewno Michał Milowicz i jego oficjalna piosenka mająca zagrzewać Polaków do boju. Wiecie, że zdanie zawierające słowa: "piosenka", "Michał" i "Milowicz", to synonim katastrofy. Po zwycięstwie tegoż hitu w plebiscycie na oficjalny przebój mistrzostwo pojawiły się głosy, iż rzeczony Milowicz to typ, który pojawił się znikąd i chce się wybić na sukcesie naszych piłkarzy. Cóż, jak się wybił, każdy widzi...

Bardziej znamienna w skutkach spuścizna po mistrzostwach? Miro Klose w szafie. Co prawda zawisł tam kilka lat po tym, jak pierwszy raz o nim usłyszałam, ale to właśnie w 2006 roku zwrócił moją uwagę. W latach cielęcych, kiedy na zadurzenia w dwa razy starszych panach nieprzychylnym okiem spoglądali moi rodzice, dla niepoznaki ta wycięta z okładki jednej z promocyjnych gazetek reklama wisiała na drzwiach przykryta wielkim plakatem księżniczki Disneya, ale przecież nikt nie musi wiedzieć, że podziwiałam wtedy nie jego strzelecki dorobek, a starannie ułożoną fryzurę, prawda?


Czy pierwszy mundial miał w sobie jakąś wyjątkową magię? Niekoniecznie. Byłam tak nieobeznana w temacie, że nawet nie przyszło mi do głowy, iż wypadałoby obejrzeć też finał. Dopiero kolejne kolejnymi wielkimi imprezami cieszyłam się w pełni, już jako świadomy, czyli posiadający internet kibic. A jak wyglądało to u was?

25 czerwca 2014

Mundial #2: najprzystojniejsi dziennikarze sportowi

Zewsząd zalewają mnie ostatnio rankingi najładniejszych/najseksowniejszych/najbardziej gołych prezenterek sportowych z mundialowych krajów. Nie, żeby mi to specjalnie przeszkadzało. Każdy przecież lubi popatrzeć sobie od czasu do czasu na dziesięć kilo silikonu, pięć kilo makijażu i szczyptę photoshopu, prawda? Nie.

W ramach walki o równouprawnienie przejrzałam kwiat światowego dziennikarstwa i wybrałam kilku przedstawicieli mogących spokojnie dorabiać sobie po godzinach w zawodzie modela, aktora, albo mojego ogrodnika. Zaczynamy!

1. Manu Carreño, Hiszpania
Obskoczył już wszystkie kanały hiszpańskiej telewizji (z takim uśmiechem mógłby obskoczyć też wszystkie prezenterki), komentuje mecze La Roja, czego od niedawna należy mu współczuć,  i wygląda jak brat George'a Clooneya i Pierce'a Brosnana. A zaczynał od wiadomości sportowych w telewizji regionalnej.


2. Matias Canillán, Argentyna
Na co dzień preferuje koszykówkę, ale jako że trwa gorący okres, w którym każdy może zostać ekspertem piłkarskim, również i on nie omija tego tematu w radiu, gdzie pracuje. Aż szkoda, że nie w telewizji. Taki wizualny powiew egzotyki się marnuje...


3. Pete Graves, Anglia
Sprawozdawca sportowy. Gratka dla koneserek brytyjskiego typu urody. Przypomina mi z jednej strony Owena, a z drugiej Robina van Persiego, więc, zważywszy na moje preferencje klubowe, na ogrodnika akurat się nie nadaje. Co najwyżej na listonosza na wyłączność.


4. Max Rushden, Anglia
Niestety, niewiele ma wspólnego z międzynarodowym futbolem, bo znany jest głównie z prowadzenia pseudozabawnego show o Premier League na Sky Sports, Jako dziecko podobno chciał zostać piłkarzem. Kibicowałabym.


5. Jochen Breyer, Niemcy
Ćwiąkała zza zachodniej granicy. Obaj wyglądają nie jak kandydaci do zostania najlepszymi dziennikarzami sportowymi w kraju, a do bierzmowania. Prowadzi studia meczowe i jest prezenterem pasma sportowego na kanale ZDF. Mógłby się mi... sprezentować, ekhm.


6. Alessandro Antinelli, Włochy
Akurat ten kraj zostawiłam sobie na koniec myśląc, że gdzie jak gdzie, ale we Włoszech przystojnych żurnalistów długo szukać nie będę. Sęk w tym, że zapomniałam, iż 90% pracujących w tym zawodzie to kobiety. I to takie kobiety przez duże "K", a nawet dwa duże... Aaa, po co się wpędzać w kompleksy, daruję sobie i wam zdjęcia. Znalazłam jednak wśród nich rodzynka, ba, cały sernik z rodzynkami. Alessandro ma swój fanpejdż na facebooku, a najczęściej wyszukiwanymi frazą z jego nazwiskiem we włoskiej wyszukiwarce jest "Czy Antinelli ma dziewczynę?". W przerwach między powodowaniem omdleń komentuje mecze na mundialu.


***

Dobra, z ręką na sercu przyznaję, że wiem już, dlaczego nikt nie robi rankingów oceniających walory facetów, którzy robią to, co znakomita większość mężczyzn generalnie - rozprawiają o futbolu. Z tym, że za pieniądze. Otóż napociłam się zdrowo zbierając materiał do zestawienia, a wyszła z tego jedynie marna parodia obsadzonej kobietami wersji. Obiecuję też, że przy najbliższej okazji skonfrontuję zagraniczny towar z naszym, rodzimym. Tylko już daruję sobie warunek pochodzenia z kraju, którego drużyna gra na mundialu, bo się nie doczekamy.



19 czerwca 2014

Pierwsza piłkarska edycja X-factor.



Zainspirowana piosenką piłkarzy Ekstraklasy „Jesteś zwycięzcą”, a może bardziej „Itsaso txuri-urdina” Realu Sociedad postanowiłam przeprowadzić pierwszą edycję X-Factora dla piłkarzy. Zaczynamy oczywiście w szatni Arsenalu, bo gdzie by indziej?
Uczestników pierwszej edycji oceni jury w składzie: ja, ja i Wy drogie czytelniczki i czytelnicy (o ile takowi tutaj przebywają). W każdym bądź razie wyostrzcie swój słuch albo (niekoniecznie) i zapraszam pierwszego uczestnika.


Alex ma 20 lat i pochodzi z Portsmouth. Dzisiaj śpiewa piosenkę z repertuaru Nicki Minaj.



Mimo, że śpiewa z podkładem muzycznym to słychać jak bardzo wczuwa się w rolę. Dodatkowe punkty za układ choreograficzny, ale Alex… Patrz lepiej na drogę, gramy przecież na rozpoczęcie sezonu z Crystal Palace, a ktoś musi urywać się Chamakhowi by zdobyć gola.



Kolejnym uczestnikiem jest  29-letni Łukasz, pochodzący z Gliwic. Wykona on piosenkę z repertuaru R2bees.




Łukasz nawet zatrudnił profesjonalnego tancerza (Ryo). Co sądzicie o tym występie? Uwolnił w Was „sexy girl from Ghana”?



Następny uczestnik to Emmanuel,  ma 22 lata i pochodzi z Kumasi w Ghanie.

 (Polecam oglądanie od 40 sekundy)


Emmanuel postanowił zaangażować w swój występ znacznie większą grupę swoich kolegów. Jego solówka co prawda nie jest najdłuższa, ale długością na pewno odpowiada tym wcześniejszym.  Pamiętajcie, że chłopak zaznacza, że delikatnie z paniami. To co leave it or not?


        Nasz kolejny uczestnik został wspomniany w piosence poprzedniego kandydata. A jest nim… Robin! Robin nie przyznaje się do wieku, wiemy jedynie, że Londyn opuścił już jakiś czas temu na koszt innego z naszych blogowych gigantów.



Hmm… Nie Robin. Ty na pewno nie masz X-factora. Dwa razy nie.


Kolejnym uczestnikiem jest 22-letni Jack z Stevenage.  Do dzieła Jack!


Uhm… Nie wiem sama, co powiedzieć to na pewno źle dobrany repertuar. Ale te dołeczki w policzkach… Dajcie mi chwilę pomyśleć.

Kolejnymi kandydatami do głównej wygranej są Benik i Conor w piosence „Barbie Girl”.



I jak się bawicie? Bo ja mam ubaw po pachy.  Zdecydowanie jestem na tak. 


Na naszej scenie ponownie witamy Jacka ze Stevenage. Jack postanowił zmienić nieco repretuar i wykonać piosenkę "Confessions II"



Ależ pięknie się wczuwa. Jakby co namniej śpiewał to z serca i sam trochę narozrabiał... Aaaa. Sorry no tak.


Kogo my tu mamy? Na naszej scenie postanowił też zawitać Kieran Gibbs wraz ze swoim bratem bliźniakiem. Co macie dla nas chłopcy?

http://gunnerproud.tumblr.com/post/61703209375/me-gibbo-tryna-find-love-in-the-sky


Cóż za synchronizacja ruchów i głębokie spojrzenie w kamerę. :) Swoją drogą zauważyłyście, że kierownica jest po takiej niezbyt angielskiej stronie?


Pora na kolejny duet, a mianowicie Pera i Lukasa. Chłopcy wykonają dobrze wszystkim znany hit "Hey Baby".

(50 sekunda)

Nieco nie śmiało, ale liczą się chęci. Jak to mówią śpiewać każdy może...


Nikt chyba nie pcha się tak mocno przed kamery jak Jack Wilshere, dlatego damy mu mikrofon jeszcze ten jeden raz:



Chłopaku wiemy, że jesteś dobrym mężczyzną (zwłaszcza bez koszulki), ale drogi nie widać w kamerze. Naprawdę. Nie chcemy wcale stracić przyszłego kapitana, a i jeszcze możesz się przydać Anglii na mecz z Urugwajem. 


Koniec końców nasze przesłuchanie dobiegło końca, a jury nie mogło się po prostu zdecydować, kogo wysłać do odcinków na żywo. Ale przecież każde szanowane jury może zmieniać zasady programu, dlatego przed Wami największy boysband w historii:







I na koniec osobiście mój faworyt ( ahh miałam nie dawać już mikrofonu Jackowi)





Mam nadzieję, że podobały się Wam wszystkie występy, wasze uszy nie zaczęły krwawić, bębenki nie popękały, a szklanki w kuchni nie potłukły się z nadmiaru wysokich falsetów. Do następnego! :)


16 czerwca 2014

Mundial #1: Listy z Brazylii i komentarz eksperta.

Słuchajcie, skandal jest. I nie, nie chodzi o to, że w meczu Anglia - Włochy padały jakiekolwiek bramki. Otóż odnalezione zostały kartki pocztowe, jakie piłkarze na co dzień grający w Premier League wysłali do swoich bliskich prosto z Brazylii. Widocznie jakaś latynoska mafia zamieszała, chcąc przedłużyć maksymalnie czas oczekiwania na przesyłki przepuściła je przez Polskę i tak oto trafiły w moje łapki. Zazwyczaj nie czytam cudzej korespondencji, ale na jednej było napisane do pani Gerrard, co ewidentnie oznaczało, że przeznaczono ją dla mnie...

Uhm, yeah, cześć. 
   Jest fajnie, chociaż na początku myślałem, że zabłądziliśmy w Indiach, sądząc po pewnej świętej krowie w naszej kadrze... Pozdrów Coleen.
   Pytałaś mnie, jaki był wynik meczu z Włochami, bo z reakcji mediów wynika, że 5-0 dla nas... Cóż, nie. 
   Yeeeh, ya'know. Kończę, bo się rozgadałem. 
Twój SG. 

Pismo na drugiej kopercie też wydawało się znajome, a skoro już zaczęłam, to co mi szkodzi przeczytać kolejną...

Siemasz, stary!
   Terry, bracie, doradź, co mam zrobić! Myślałem, że tego Fabregasa to mi papa Mou w prezencie kupił, a później się okazało, że to wszystko dla Costy... Próbowałem nawet być jak Diego i strzelić tego cholernego gola, ale to nie dla mnie. We wszystkim jest ode mnie lepszy, nawet w zdradzaniu mnie przebił, bo ja w wała zrobiłem tylko Liverpool, a on całą reprę Brazylii! Może chociaż w szydełkowaniu mnie nie przebije... Zrobię sobie siedzisko, żeby mi ciepło w tyłek na tej ławce w przyszłym sezonie było. 
    Ucałuj ode mnie moją żon... Aaa, może lepiej nie. 
Pozdrawiam, Fernando Torres. 

Kolejny list był podejrzany. Niby od Lallany, ale kod pocztowy adresata z Liverpoolu... Eee, nie róbmy skandalu, przejdźmy dalej. 

Kochana mamo, 
Chcę już wracać, nie podoba mi się tu. Trener Hodgson mówi, że nie spełniam jego założeń taktycznych, bo nie gram na zero z przodu. W dodatku chyba niedługo dostanę bana na Instagrama. Nie wiem tylko, czy to przez to, że wrzucam za dużo zdjęć, czy przez to, że są na nich piłkarze Arsenalu. 
Całuję, Daniel S.

Przesyłka, która wpadła mi w ręce później, zdecydowanie nie była do mnie, ale skoro już tak dobrze mi idzie... Zobaczmy...

Yes Sir!
Melduję, że starałem się, jak mogłem, ale gra na skrzydle wcale nie dodaje mi skrzydeł. Za to wykonywanie rożnych dodaje mi rogów... Baranich. 
Tęsknię, Twój Roo. 

***
 Część rozrywkowa wpisu już zamknięta, czas więc na komentarz eksperta, znaczy mój. No co, Maryla może, Perfekcyjny Pan Domu może, Jacek Gmoch może, to ja też chcę. Miałam siedzieć cicho z racji tego, że kadry narodowe to nie moja branża i nie chciałam być kolejną osobą prezentującą postawę nie wiem, ale się wypowiem, aczkolwiek zgodzicie się chyba, że ciężko przejść obojętnie obok tak wysokiego poziomu rozgrywek. Ba, najwyższego, odkąd pamiętam, a w 2002 roku byłam zdecydowanie bardziej wymagającym widzem, bo mecze bezskutecznie walczyły o palmę pierwszeństwa z dobranocką.

Przyjemnie oglądać futbol bez presji i nerwów, nie mając konkretnego faworyta, jednak trochę brakuje tam naszej, polskiej kadry. Z jednej strony szkoda, bo przeciętny niedzielny kibic nawet nie poczuje tych mistrzostw, chyba że bezskutecznie szukając Wiadomości o tradycyjnej porze. Z drugiej jednak ciężko usytuować naszych wirtuozów piłki nawet między Kolumbią i Kostaryką, nie mówiąc już o Holandii czy Brazylii. Dobrze, że sam Robert Lewandowski podpisuje się pod naszą obecną klasyfikacją na arenie międzynarodowej. Jak tylko w T-Mobile, to tylko w T-Mobile, pewnie lepiej płacą.


To, że nie zdzieram gardła na każdym meczu nie znaczy, że nie ma drużyn, z którymi bym się w jakimś stopniu sympatyzowała. Pierwsza już przegrała swój mecz z Włochami, druga pewnie zrobi to samo dziś z Portugalią, żadna teoretycznie nie ma szans na finał - idealnie, przynajmniej nikt mi nie powie, żem kibic sukcesu. Swoją drogą, dlaczego żadna drużyna nie nazywa się Sukces? Sukces Suwałki, albo coś takiego. Byłaby idealna gra słów, wyobrażacie to sobie? "Za kim jesteś?", "Jestem kibicem Sukcesu".

Żeby ładnie zamknąć ten groteskowy wpis, otworzę na UniLiverCity Mundialowy Kącik Modowy. Na pierwszy ogień Mamadou Sakho z Francji i gustowne nakrycie głowy.




11 czerwca 2014

Zejdźmy do Kopalni - recenzja

Z mało różnorodnego rynku, z którego łowiło się wszystko co tylko stało koło piłki nożnej, nisza książek sportowych przeszła w krainę mlekiem i miodem płynącą. Można przebierać w biografiach, analizach, przedrukowanych stronach z Wikipedii, ekhm, i wszystko dotyczy naszej ukochanej dyscypliny. Dlaczego więc akurat teraz, w natłoku mundialowych skarbów kibica, które w większości mają wartość podobną do skarbów znajdowanych w kinder niespodziankach, warto sięgnąć po Kopalnię, czyli zbiór oscylujących wokół mundialu tekstów?

O wyżej wymienionym tworze literackim dowiedziałam się, jakże by inaczej, z Twittera. Pierwszych kilka ćwierknięć na temat Kopalni - Sztuki futbolu nie przykuło należycie mojej uwagi, ale fala kolejnych połączona z informacjami o organizacji spotkania z autorami już tak. Jechałam do Warszawy niezupełnie wiedząc, na co się porywam, zachęcona jedynie kilkoma naprawdę popularnymi nazwiskami, jak Okoński czy Kołodziejczyk. Wróciłam z mniej lub bardziej głębokimi przemyśleniami, Kopalnią w torebce i naprawdę dużymi oczekiwaniami - wystarczył rzut oka na ilustracje i zdjęcia w środku, żeby poczuć klimat i chcieć więcej.

Oczywiście od razu rzuciłam się do czytania, ale Rafał Stec i jego tekst o La Roja podany jako przystawka skutecznie zahamował moje zapędy. Nie chcę oceniać każdego z autorów po kolei, bo nie będzie to wymiernym odzwierciedleniem jakości zbioru ich prac, ale zdecydowanie nie dostajemy tam na rozgrzewkę tekstu, który można przegryźć między prasowaniem koszul i oglądaniem ulubionej telenoweli. Trzeba usiąść, wziąć ewentualnie kubek herbaty, skupić się i wyczytać to, co w nim najważniejsze. Będę podsuwać go wszystkim kibicom Hiszpanii niepocieszonym po tym, że na rozpoczynającym się jutro mundialu nie dobrnęła ona nawet do strefy medalowej - powinien im pomóc.

Rozluźniłam się nieco przy śmieszno-strasznych wspominkach osób powiązanych z największą, bo najmniej spodziewaną porażką Polaków na MŚ'78, które zebrał Piotr Żelazny, a potem poszło już z górki. Nie trzymałam się kolejności tekstów, skakałam po tych, które najbardziej mnie interesowały, aż zamknęłam publikację późną nocą wczoraj, a właściwie już dzisiaj. Zamknęłam i pomyślałam: Jak dobrze, że będą kolejne numery.

Jednak clou całego zamieszania wydaje się być kwestia, czy Kopalnia jest dla wszystkich. Bo przecież rekomendują ją futbolowi hipsterzy, nie ma jej w Empikach i kogo w ogóle obchodzi złota jedenastka Węgier. Otóż, nie wiem, czy zgodnie z zamysłem autorów, czy nie, ale muszę posłużyć się wyświechtanym frazesem: każdy znajdzie w niej coś dla siebie. A że podczas większości opisywanych meczów nie było mnie na świecie, nie odróżniam pressingu od dressingu i obudzona o trzeciej w nocy prędzej wyrecytuję inwokację, niż dziesięciu ostatnich mistrzów świata? Cóż, trzeba być policjantem, żeby przeczytać kryminał, albo szefem kuchni, żeby wziąć do ręki książkę kucharską? Zdecydowanie nie. A największą zaletą tekstów zebranych w Kopalni jest fakt, że nie przesycają, tylko rozbudzają nawet apetyt kogoś, kto nie ma faworyta wśród zagranicznych reprezentacji i szuka odpowiedniego preludium mundialu, które pozwoli mu naprawdę czekać na pierwszy gwizdek w Sao Paulo.

28 maja 2014

Babskie ploty na shoppingu

Co zaczyna się wraz z końcem sezonu? Nie, nie wyprzedaże w H&M. Oczywiście, że okres gorących plotek transferowych w świecie piłki nożnej.

Rozmawiałam spokojnie z koleżanką i nic nie zapowiadało nadchodzących problemów, ale stało się - zapytała, czy wiem coś konkretnego o celach Liverpoolu na to okienko. No cóż, uświadomiłam sobie, że tak naprawdę jestem w stanie stwierdzić tylko, że 50% z nich pozostanie bez realizacji. Czas więc zakasać wikipedię, wziąć się do roboty i sprawdzić, w kogóż tym razem według brytyjskich mediów celuje trzęsąca się ręka i zezowate oko zarządu.

Najgorętszym towarem zestawienia jest oczywiście Adam Lallana, podobno żywe zaprzeczenie reguły, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Docelowo gra na lewej stronie pomocy, ale krążą plotki, iż potrafi też w środku, na prawej, na gitarze, instrumentach dętych i nerwach rywali. Dobra, dosyć o głupotach, przejdźmy do spraw naprawdę ważnych. Towar nie podlega promocji, a wręcz przeciwnie - z należnych dwudziestu pięciu zrobiło się nagle trzydzieści milionów, gdyż Southampton przypomniało się, że wiszą 25% utargu Bournemouth. Co więcej, trener Southampton, od niedawna zwany trenerem Tottenhamu, chce go mieć u siebie. Zamieszanie jak w wawrzyniaku na targu, ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Ale obiecałam konkrety. Oto konkret:


Metr siedemdziesiąt trzy naprawdę zdrowego okazu. Żaden zdrowy okaz nie będzie jednak żyć bez samiczki. Omawiany przypadek swoją testował przez siedem lat, po których wzięli ślub, zmieniając jego datę. Szyki pokrzyżował im znany destruktor nie tylko związków, Roy Hodgson, powołując Adama na nadchodzący Mundial. Nasz delikwent, przewidując wydarzenia, przyśpieszył własny ożenek i oficjalnie zniszczył sobie życie formalizacją związku jeszcze w grudniu ubiegłego roku. O dziwo, narzeczona nie narzekała - widocznie perspektywa wycieczki do Brazylii jej się podoba.


Czas płynnie przejść do pozycji defensywnego pomocnika, do której pretenduje Emre Can, zawodnik Bayeru Leverkusen, gdzie pierwotnie miał tylko ograć się, po czym wrócić do mającego prawo pierwokupu Bayernu. Niektórzy kibice wierzą, że może być też obrońcą i to na dodatek lewym, ale tak naprawdę to wymysł Transfermarktu, żeby nie zostawiać pustego miejsca w rubryczce pozycje dodatkowe. Sam zainteresowany w wywiadzie udzielonym rok temu w trakcie zgrupowania kadry U-21 utrzymywał, że mógłby też zagrać na stoperze. To fenomenalna wiadomość, kilka dziar tu i tam i może wskakiwać za Aggera. Jak na prawdziwego Niemca przystało, jest w połowie Turkiem. Poza tym, to bardzo perspektywiczny młody chłopak z papierami na wielką karierę. Innymi słowy - nikt nic o nim nie wie, ale wszyscy się cieszą. Z Downinga też się żeśmy cieszyli... Miał w swoim dwudziestoletnim życiu kilka przygód - chociażby taką, że po zerwaniu więzadeł w kolanie kibice postawili na nim krzyżyk. Na szczęście okazało się, że zerwał nie te więzadła, co trzeba i nie został młodocianym emerytem.

Teraz czas na dwie dobre wiadomości. Pierwsza jest taka, że próbowałam szukać informacji o jego ewentualnej dziewczynie w trzech językach, ale internety milczą, co oznacza niechybnie, że:
a) jest gejem.
b) czeka na mnie,
c) nie ma dziewczyny.
Druga dobra wiadomość niech obroni się sama:


Trzecie z najczęściej przewijających się w mediach nazwisk totalnie mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się, że Shakira zechce spróbować swoich sił w futbolu. A później otworzyłam drugie oko i okazało się, że chodzi o Xherdana Shaqiriego, ofensywnego pomocnika z Bayernu. Chłopaczyna podobno nie cierpi na niedostatek należytej eksploatacji w swojej obecnej drużynie i z tego powodu nie miałby nic przeciwko małej przeprowadzce. Moi tajni informatorzy donoszą, że dysponuje on zaskakującymi warunkami fizycznymi. Raczej nie w kontekście wychodzenia z dziewczyną ubraną w buty na obcasach na spacer, bo mierzy 168 cm wzrostu, ale za to udo ma już wielkości talii przeciętnej modelki - 60 cm w obwodzie. Już widzę, jak taki Januzaj odbija się od niego jak od ściany, ałć... Poza tym wydaje się być niezrównoważony psychicznie, co wnoszę po poniższym:

Z tego, co mi wiadomo, nie jest to żadna kampania reklamowa ani akcja ruchu gender pod hasłem: "Nie tylko kobiety mogą mieć fioła na punkcie butów! Sprawdź sam!". Tym gorzej dla niego. Zobaczmy, czy ma coś na swoją obronę...


Zadowolone z zakupów? Oczywiście jest to tylko window shopping, a lista ciągnie się kilometrami: nie uwzględniłam chociażby efektów poszukiwań bramkarza i plotek, jakoby miał być nim Michel Vorm, umknęło mi też kilka innych nazwisk pokroju Bertranda czy Lovrena. Ale, szczerze mówiąc, o nich wszystkich wolałabym poplotkować w sierpniu, rozpatrując szanse odświeżonego składu Liverpoolu na poprawienie wyniku z ubiegłego sezonu. Nie chwalmy transferów przed zachodem słońca.

20 kwietnia 2014

Jakich kobiet potrzebują kibice?

Gdzie szukacie odpowiedzi na ważne, życiowe pytania? Zazwyczaj w celu rozwiania egzystencjalnych wątpliwości udajemy się do wróżek, księży, profesorów, Wikipedii... Jednak co odważniejsi śmiałkowie udają się w takich sytuacjach na naszego bloga, co jak na dłoni widać w statystykach:
Wyjątkowo pominę pytanie o ulubione piosenki Cristiano, chwilowo nie mam dostępu do jego playlisty, ale jak tylko znowu do mnie zadzwoni, błagając o randkę, nie omieszkam o to zapytać, a zajmę się zagadnieniem, przez które osiwieli najstarsi filozofowie, a Rooney wyłysiał. Otóż obracając się od kilku lat w środowisku kibiców zauważyłam, że, teoretycznie, aby oczarować fana futbolu, wystarczy nosić spódnicę i wiedzieć, co to spalony (kibice Celtiku Glasgow się nie liczą). Jedak wiele dziewczyn ciągle wzdycha tylko do piłkarzy, w samotności odświeżając stronę z ruskim sopcastem. Co pomoże w zdobyciu wymarzonego chłopaka - kibica?

1. Dobre profilowe.
W dobie mediów społecznych nawet pracodawcy traktują przeglądanie facebookowych profili swoich pracowników jak niezbędną część procesu rekrutacyjnego. Łatwo domyślić się więc, że podobnie przebiega badanie terenu przez szukających drugich połówek kibiców. Porządne zdjęcie profilowe przyciąga uwagę tak, jak Suarez obrońców przeciwnika. Oczywiście jego obowiązkowym elementem jest klubowa koszulka, a jeśli dodatkowo całujesz naszyty na niej herb drużyny, możesz spodziewać się ekspresowych oświadczyn.

UWAGA: Upewnij się, że całujesz herb, a nie logo adidasa po przeciwnej stronie.



2. Demonstrowanie wiedzy.
Na stronach i forach poświęconych ukochanym drużynom rozpościera się szerokie pole do popisu. Takie do ekstensywnej uprawy flirtu. Wystarczy rzucić kilka ogólnych uwag o meczu, o nowym zawodniku, o atmosferze na stadionie, synonimy przymiotnika "dobry" zazwyczaj wystarczą. Przecież twoje potencjalne ofiary nie muszą wiedzieć, że nie masz pojęcia, czym różni się Tim Howard od Howarda Webba.

UWAGA: Jeśli masz dużą wiedzę na temat piłki nożnej, nie pokazuj tego - nikt wtedy nie uwierzy w to, że jesteś dziewczyną.

3. Barwy ponad życie.
Im więcej emblematów i kolorów symbolizujących twoją ukochaną drużynę wokół ciebie, tym lepiej. Paznokcie w barwach klubowych, hymn jako dzwonek telefonu i zdjęcie ukochanego piłkarza w portfelu powinno załatwić sprawę. Nie sądzę, żeby jakikolwiek kolega po szalu przeszedł obok ciebie obojętnie.

UWAGA: Dbaj o to, żeby wszystkie gadżety sygnowane były przez ten sam klub.



4. Cały stadion śpiewa z nami.
Logiczną sprawą jest, że największe kibicarium to stadion, więc wypada go odwiedzić przynajmniej przy okazji jakiegoś ligowego hitu. Wystarczy cieszyć się po golach dla właściwej drużyny i ładnie wyglądać, aby w oczach sektora z ultrasami awansować do rangi bogini.

UWAGA: "Blue is the colour" to nie jest pieśń, którą śpiewa się wszystkim drużynom w niebieskich trykotach.



Gwarantuję wam, że stosując się do moich złotych rad, osiągniecie zamierzony cel i w oczach każdego kibica będziecie uchodzić za ideał. Uważajcie tylko, bo z taką dawką futbolowego uroku przez pomyłkę poderwiecie nie fana, a kapitana ukochanej drużyny...

***
Cóż, mam nadzieję, że powyższy tekst jest trochę mniej ciężkostrawny, niż wielkanocne jajka, ale przynajmniej tak ciekawy, jak bieżąca kolejka Premier League. Zdaję sobie sprawę, że temat kibicowskich związków poruszany jest u nas często, natomiast ciągłe zainteresowanie nim sprawiło, że nabrałam ochoty na stworzenie jego kolejnej odsłony. 

My, dziewczyny z UniLiverCity, chciałyśmy przypomnieć o naszym istnieniu i zapowiedzieć małe zmiany na blogu już niedługo. Wesołych Świąt!

07 lutego 2014

Walentynki z piłkarzem?

   Zbliża się radosny czas serduszek, kwiatków i ton czekolady pożeranych samotnie przed telewizorem emitującym serię o Bridget Jones. Brzmi pięknie! Jeśli jednak gruba Renée Zellweger to nie jest osoba, z którą chcecie spędzić ten wyjątkowy dzień, mamy coś dla was. Niedawno zadzwoniło do nas kilku miłych panów z propozycją towarzystwa w dzień świętego Walentego... i nie tylko. Z niektórych ofert już skorzystałyśmy (Beckham na przykład. Myślicie, że to ostatnie wideo, które wyciekło do sieci, to reklama H&M? Proszę was, nagrałam to w moim pokoju...), ale częścią chcemy się z wami podzielić i urozmaicić trochę to komercyjne święto.

   Zainspirowały nas bardzo romantyczne kartki od piłkarzy Arsenalu, które od niedawna krążą po sieci i cieszą oko. Cóż, nasze pomysły ucieszyły przede wszystkim same autorki, bo miałyśmy sporo frajdy przy ich produkcji. Niektóre są zabawne i mieszczące się w granicach dobrego smaku, inne mniej, ale przynajmniej mają ładne zdjęcia. Doceńcie.




A teraz, moje panie, ściągać obcasy, zmazywać makijaż! Zaczyna się najtrudniejszy czerwony szlak dla zawodowców. Wiemy, że nie każdemu ten rodzaj dowcipów przypadnie do gustu, ale hej! Lubicie przecież różowe sceny w fan fiction. To te są lepsze, bo z obrazkami.



   Jeśli jeszcze nie macie dość, na koniec będzie mocne uderzenie...


   Tak, zdajemy sobie sprawę, że to bardziej utopia samego Mosesa, niż którejkolwiek z czytających to w tej chwili dziewczyn. 

   
                                                                                    Ola, Ala, Patka.