19 kwietnia 2013

4 wady związku z kibicem.

Kiedy spodenki piłkarskie sięgały mi do kostek, na Liverpool mówiłam ''liwelpul'' i wycinałam z Teletygodnia artykuły o Gerrardzie, byłam pewna, że to właśnie on będzie moim chłopakiem. Bo przecież to ideał mężczyzny, młody, bogaty, ładnie ubrany (a przynajmniej raz w tygodniu był ładnie ubrany- kiedy wychodził na boisko), wygadany, przystojny... I jeszcze zna przynajmniej dziesięciu innych przystojnych i bogatych piłkarzy, więc gdybym chciała odmiany, mogłabym przebierać, jak w ulęgałkach.

Kiedy odrobinkę podrosłam i zorientowałam się, że to marzenie się nie spełni, trochę je doprecyzowałam. OK, przeżyję bez ślubu z kapitanem ukochanej drużyny. Ale niech mój wybranek będzie chociaż jej kibicem! Oczyma wyobraźni widziałam nas wspólnie na stadionie, na derbach, po których wygraniu mój chłopak-kibic-multimilioner wyciąga pierścionek z kilogramowym brylantem i prosi mnie o rękę, po czym dostaje w twarz od jedenastu piłkarzy, którzy chcieli zrobić to samo. Ja oczywiście zgadzam się i żyjemy dłużej i szczęśliwiej, niż to zwykle w bajkach  bywa, bo przecież jesteśmy wyjątkowi.

Czy naprawdę byłoby tak różowo? Czy taki związek to same zalety? Nauczona empirią mówię wam: nie!

1. Kłótnie o taktykę, transfery i trenerów.

Piękne, niedzielne popołudnie, piękny niedzielny, popołudniowy mecz, burza w szklance wody. Krzyczycie na cały blok, wasze dziecko notuje nazwiska zagranicznych piłkarzy, bo wydaje się mu, że to jakieś egzotyczne przekleństwa i koledzy na podwórku takich nie znają, a ty gonisz męża ze ścierą po całym domu wrzeszcząc:
-To za to, że za mało gramy skrzydłami, a ty upierasz się, że środkiem! Amator! Nie takiego cię pokochałam!- na co on odpowiada, że wyprowadza się do mamusi i żąda podziału majątku. Tobie natomiast wydaje się, że jest najgłupszym indywiduum pod słońcem, skoro nie podoba mu się fryzura Hendersona chce wystawiać zawodnika X na prawej flance, podczas gdy ty wolisz tam zawodnika Y.

2. On jest zazdrosny o twoich ulubionych piłkarzy.

Masz na ścianie zdjęcie Stevena Gerrarda. Masz w szafie zdjęcie Stevena Gerrarda. Masz je też w kuchni. W telefonie. Skarpetki z Gerrardem. Majtki z Gerrardem. Przesadziłam. Podczas meczów produkujesz hektolitry śliny na widok jego pięknych nóg, a wieczorną modlitwę kończysz słowami: ''Panie Boże, spraw, żeby Alex Gerrard w końcu zatrzasnęła się w solarium.''. A twój facet? Cóż, potajemnie wrzuca wszystkie oszczędności do skarbonki z napisem ''NA OPERACJĘ PLASTYCZNĄ''...


3. Ty jesteś zazdrosna o jego ulubionych piłkarzy.

Nosi cię, kiedy twój mężczyzna, zamiast zapytać się grzecznie o zdanie ukochanej, pędzi do fryzjera ze zdjęciem swojego idola. Chce nazwać waszego synka jego imieniem. Masz pewne podejrzenia, że po kryjomu już nazywa tak waszego psa. A kiedy jego idol strzeli gola, z radości odpala fifę i zdobywa nim dziesięć bramek przeciwko Barcelonie. Cóż ty, biedna, możesz wtedy zrobić? Może poćwiczyć trochę piłkarskie triki?


4. Nie możecie oglądać meczów razem. 

No bo tak: kiedy ty oglądasz mecz, musi być wszystko idealnie przygotowane: przyciemnione światło, grono chichoczących koleżanek, zdrowe przekąski, malowanie paznokci w przerwie i obowiązkowe ocenianie butów piłkarzy. Kiedy on ogląda mecz, musi być piwo, słone żarcie, rechoczący kumple włażący z butami na twój puszysty dywan w salonie i używający wdzięcznych określeń przymiotów wybitnie męskich do krzyczenia na co drugiego piłkarza drużyny przeciwnej. Sędziemu też się dostaje. Okrzyki radości brzmią tak samo, jak te zawodu, i zaczynają się na ''k''. O kurka wodna. Przecież tych dwóch światów nie da się połączyć. Można tylko kupić dwa telewizory...

5. Nie, jednak się przeliczyłam... Aż tylu wad nie jestem w stanie znaleźć.

----------------------------------------------------------------------------
Wpis ten jest małym rozładowywaczem rosnącego napięcia związanego z ogłoszeniem wyników naszego konkursu, który rozstrzygniemy na dniach, a zwyciężczyni już w niedzielę spodziewać się może radosnej wiadomości w swojej skrzynce mailowej.


16 komentarzy:

  1. Dobry post, uśmiałam się. :D
    Punkt pierwszy to mój faworyt, a jeśli chodzi o wspólne oglądanie meczów - u mnie Coca-Cola i popcorn to podstawa. ;) i nie mogę z tego zdjęcia dwóch Cristiano.
    Rudzki! Lubię faceta (i jego fanpejdż, huehue), ale czasem bywa męczący. Ale jego materiał o derbach Manchesteru był fantastyczny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze kupuję sobie tonę jedzenia przed meczem, a później i tak zapominam go tknąć, bo upajam się pięknem futbolu. Taa, futbolu, kogo ja próbuję oszukać xD...

      Ja nie wiedziałam, czy go lubię, dopóki nie odpisał mi na wiadomość ;o. Bywa męczący, to fakt, ale na szczęście nie wtedy, kiedy komentuje. Męczą mnie czasami jego na siłę tworzone kontrargumenty do opinii większości, kiedy pisze na swoim blogu. Męczy mnie to, że on potrafiłby skrytykować wszystko za sam mainstream. Hipster pieprzony. Ale i tak jest najprzystojniejszym szefem działu sportowego w Fakcie, jakiego znam xDD.

      Usuń
  2. Czytając wszystkie punkty miałam przed oczami samą siebie z moim ex. Boże, ale się cieszyłam że znalazłam faceta, który kibicuje tej samej drużynie! A okazało się to kompletną klapą. On po dwóch słabszych meczach zawodnika X chciał go sprzedawać, a ja jak lwica broniąca swoje lwiątka miałam ochotę rozstrzaskać mu na głowie pierwszy lepszy przedmiot. Przemilczę fakt, że w końcu zawodnik X się rozstrzelał i mój ex walił głową w podłogę składając mu pokłony. Cóż za hipokryzja. Potem on z kolei marzył o piłkarzu Y, a ja owego pana nie trawiłam i nie chciałam go w swoim ukochanym klubie. I tak dalej i tak dalej ... niestety ale marzymy o chłopaku, który jak my będzie ubóstwiał nasz ukochany klub, a jak już do tego dochodzi to wcale tak pięknie nie jest. Ostatnio się zastanawiałam czy nie lepiej byłoby być z kibicem swojej wrogiej drużyny :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uwierzysz, ale mogłabym się podpisać pod twoim komentarzem ręcyma i nogyma, zwłaszcza pod tym fragmentem o kibicach przeciwników - ja też teraz poluję na jakiegoś fanatyka Manchesteru United xD... Kurczę, mam ochotę pójść z tobą na piwo i podzielić się doświadczeniami :D!

      Usuń
  3. Tutaj na jednym piwie na pewno by się nie skończyło bo to w moim przypadku dość obszerny temat :D Ja stwierdziłam że chyba lepiej by mi było z kibicem Barcy bo nawet jakby chłopak się zapędził w krytykowaniu Realu to bym miała tą świadomość że do końca biedny nie ogarnia tematu i ma prawo do błędów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok ... wpisałam swój drugi nick przez pomyłkę, ale to dalej jedna i ta sama osoba z tymi samymi problemami :D

      Usuń
    2. Ja też miałabym o czym opowiadać xD. Póki co jestem w fazie ''Najlepiej będzie mi z Gerrardem, niech tylko przyjedzie do Polski...'' xD.

      Usuń
  4. Dlatego, aby uniknąć tych wszystkich nieporozumień, wolę być w związku po prostu z piłkarzem.
    Lubię czytać Rudzkiego, ale tak, bywa czasem męczący w tym całym krytykowaniu całego świata.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyko skąd tego piłkarza wziąć :D?

      Usuń
    2. No jak to skąd, z Liverpoolu, w Twoim przypadku, tak? :D

      Usuń
    3. No patrz, nie pomyślałam! Myślisz, że jak pojadę sobie na Melwood, pokażę: ''Ty, ty i ty, za mną!'', to pójdą :D? Ale chwila, czy ja wybrałam właśnie trzech piłkarzy na raz? Cholercia, dewiantka ze mnie xD.

      Usuń
  5. Czekałam na nowe wpisy, dziś wchodzę a tu są aż dwa, ku mojej wielkiej radości:) I te dwa wpisy zrobiły mój dzień, jak to się ładnie mówi. W każdym bądź razie są mega miłą odskocznią od upiornej stolnicy z pierogami, które kleiłam przez większość dnia. Na szczęście jest to zajęcie absorbujące tylko ręce, a nie głowę, wiec mogłam podumać sobie na kilkoma sprawami:) W tym nad jutrzejszym meczem z Chelsea. Podpisuję się obiema rękami i obiema nogami pod tekstem o wadach życia z kibicem innej drużyny:) A co do alfabetu, to jak dla mnie literka "s" jest najpiękniejszą literką na świecie:)
    PS. Podaj ten przepis, jak jest fajny, to może też zrobię coś dobrego:) Ja mam dziś ochotę na ciasteczka owsiane z czekoladą. Chyba też jeszcze pójdę się pobawić w kuchni:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaaaaa, zapomniałam pogratulować takiego fajnego tematu na maturze, i oczywiście pomocy pana PR:) Mam nadzieję, że to on będzie jutro komentował mecz Liverpool vs Chelsea:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ajć, pierogi, królestwo za pierogi! Ja staram się o meczu z Chelsea nie myśleć. Ewentualnie, jeżeli już mi się zdarza, to myślę o owacji dla Beniteza, a nie o buczeniu na Torresa. I myślę o tym, że jak to wygramy, to będzie fajnie. A wygrać możemy, oczywiście, abstrahując od tego, że The Blues ostatnio są na fali. Oni są na fali, a my jesteśmy wkurwieni po dwóch remisach. To będzie niesamowity mecz. I tak, Rudzki komentuje (powstrzymuję się siłą, żeby nie dodać dziesięciu serduszek i dwudziestu buziaczków) ;).

      Przepis na ciasto jest taki: http://www.ciasta.net/szarlotka-z-serkiem.php - mega prosty i zawsze wychodzi, najlepsze z lukrem :)!

      Usuń
    2. Mniam, wygląda smakowicie:)Spróbuję na pewno. Ja właśnie wyciągnęłam ostatnią blaszkę ciasteczek owsianych, też polecam http://kuchnia-domowa-ani.blogspot.com/2013/03/ciasteczka-owsiane.html tylko ja jeszcze dodałam stopioną czekoladę:) A na pierogi zapraszam serdecznie:)

      Usuń
  7. Notka czytana w McDonaldzie. Z Patulą. Komentowana dopiero dzisiaj. Przez Zieloną. Tylko...
    Pierwszy punkt był przegenialny xD Nieźle się pośmiałyśmy. Aż ludzie jeszcze dziwniej niż zwykle się na nas patrzyli... Ale ten trzeci, no. Nie kumamy. Może dlatego, że żadna z nas nigdy nie była w związku z kibicem. Nie wiem czy gorzej być z kibicem tej samej drużyny, czy z totalnym ignorantem - "Piłka nożna? Pieprzysz?! Ja nawet nie wiem kto ostatni Mundial wygrał! Czekaj, będę zgadywał... Brazylia? Nie? Pewnie Włochy... Tak na mnie patrzysz, że chyba sobie daruję"

    OdpowiedzUsuń